Góry Błękitne, Byron Bay i książe z Nowego Yorku :D

Nic nie popawia tak humoru jak chodzenie po górach (sukces zawodowy/tango/premia/wygrana w totka/ 5minut kociej łaski/dobry podryw/ i pewnie kilka macierzyńskich cudów o których nie mam pojęcia), więc po zdobyciu Mt Kościuszko obudziliśmy się tak radośnie optymistyczni i ewidentnie zamroczeni endorfinami. Gdzieś tam na granicy rozsądku błąkał się plan, żeby zacząć zdobywać sobie wszystkie najwyższe szczytów odwiedzanych kontynentów (*tak samo realny jak zautostopowanie lotu na księżyc). Świat znów był wspaniały, a na nas czekała wspaniała Australia, wspaniała podróż wzdłuż wspaniałego wschodniego wybrzeża i nowi wspaniali towarzysze podróży.

To nie mogło się udać😀

IMG_4539

Ruszyliśmy w stronę Sydney co 10 minut sprawdzając mejla, czy ktoś chętny odpisał na nasze ogłoszenie na temat wspólnego podróżowania. W Australii wszystko można kupić, znaleźć lub sprzedać przez Gumtree, tam więc umieściliśmy nasze czarujące ogłoszenie, z moim uroczym zdjęciem w ramach wątpliwego wabika. Szukanie chętnych do wspólnego podróżowania można by lekko poświęcić cały post. Nie jest to zadanie łatwe. Ani przyjemne. Osobiście, po doświadczeniach ze wschodniego wybrzeża uważamy je za zajęcie niszczące. Głupota ludzka naprawdę nie zna granic, zwłaszcza u beztroskich, izi turystów. Był to jednak początek naszej wyprawy, więc wszystkie absurdalne, a długie „rozmowy SMSowe” uważaliśmy za „zadziwiające”. Później zaczęły na wkurzać.

Sydney to australijska ikona i jedno z najpiękniejszych miast kraju (konkurencja liczna nie jest). Jako że pół roku temu spędziliśmy w nim cały dzień tym razem uznaliśmy, że ominiemy je bezpiecznym łukiem. Sydney nie jest ani brzydkie, ani złe, nas jednak nie zachwyca (rzadko się z resztą zdarza, żeby zachwycało nas miasto). My pojechaliśmy w Góry Błękitne. Na miejscu okazało się, że przeżywają one najazd azjatyckich turystów, którzy może niewysocy są, więc widoków nie zasłaniają, ale wokalizują swoje zachwyty (zdecydowanie cześciej związana z pstryknięciem słitfoci telefonem, niż krajobrazem) w sposób potencjalnie ciężki do zniesienia. Każdy, kto idąc na górski szlak spodziewa się ścieżki dźwiękowej odmiennej niż „dzień targowy na chińskim bazarze” powinien poczekać na chłodniejszą i bardziej deszczową porę roku.

IMG_4548Trzy Siostry- Góry Błękitne

IMG_4550

 

Czy Góry Błękitne są naprawdę błękitne jest pytaniem z pogranicza filozofii i sztuki (lub innej dziedziny zajmującej się precyzyjnym rozróżnianiem kolorów). Jeśli uprościmy sprawę, i zgodzimy się roboczo, że są błękitne (a nie niebieskawe) pozostaje kwestia tego, co tak naprawdę uważamy za góry. Czy skały, czy rośliny, wyjątkowo atrakcyjne porosty, czy całokształt. Tu liczy się całokształt. Góry jako takie, w swojej skalistej istocie o milionach lat historii, są rdzawe. W skali makro są jednak zielonkawo-niebieskie, bo pomijając pionowe skalne urwiska- całe porośnięte są gęstym, ekualiptusowym lasem. Niebieskawy kolor liści jest adaptacją drzew do palącego australijskiego słońca i chroni je przed nadmiernym promieniowaniem UV (jak?- „kiedyś” doczytam).

P1110023

Będąc tak blisko Sydney Tomasz nie mógł oprzeć się pokusie odwiedzenia swojej „ulubionej” (i jedynej znanej) hippi comunity! Jako, że moje wspomnienia z pobytu w owym przybytku spirytualnego rozwoju uważam za traumatyczne (i boleśnie nawracające na poprawną, pozbawioną ziołowych eksperymentów drogę życia) jakoś niespecjalnie paliłam się (heh) do odwiedzania nawiedzonego guru, ale że i tak nie mieliśmy lepszego… żadnego darmowego miejsca do przenocowania, pojechaliśmy zobaczyć co też Rowan sklecił ze swoich spróchniałych desek i gnijących pozostałości po niegdysiejszym, rozgonionym na 4 strony świata hippisowskim imperium. I… to był dla mnie szok. Pół roku temu błąkałam się po jego zagraconej posiadłości, patrząc na Tomka i Bernarda z zachwytem bawiących się w budowanie nowego domu, nic to, że ze zmurszałych desek i cuchnących wykładzin, czując się jak jedyny głos rozsądku w domu wariatów.

img_9757

Teraz w tym miejscu stała ładna, przestronna kuchnia i ogromna „przestrzeń socjalna” której sofy, fotele, stoliczki i kanapy oświetlały ciepło klimatyczne lampy. Wszystko pod gołym niebem, wciąż jednak czyste i ładne. I zaludnione! Efekt psuł tylko fakt, że w całym tym cygńskim przepychu nie pozostało za grosz ducha community, a nasze próby integracji spotkały się z lodowatą obojętnością. Rowan wybył, być może nieść niuejdżowy kaganek oświaty przez ciemnogród Sydney. Rozbiliśmy nasz rozpadający się namiot, zaczęliśmy gotować kolację i wtedy pojawił się Eduaro. Eduardo zdecydowanie przyszedł się zaprzyjaźnić. Wymieniliśmy kilka standarowych komunikatów, kto jest skąd, kiedy przyleciał, kiedy wyleci, czy pracuje, czy planuje i co już widział. Na moment zaległa krępująca cisza. Eduardo był z Hiszpanii, i jak wszyscy aktualni koczownicy comunity trafił tu przez couch-surfing.

– Mogę z wami posiedzieć przez ten wieczór?- wypalił Eduardo.- Reszta ludzi jest z Niemiec i od tygodnia gadają tylko i wyłącznie po niemiecku. I ja nic nie rozumiem. I nikt nie chce ze mną rozmawiać!

Biedny Eduardo.

p1050715gdyby ktoś chciał pozwiedzać- toaletowa rusałka wciaż kusi

Tej samej nocy, SMSując z kolejnym chętnym, do przygody  życia w postaci bycia naszym oszczędnościowym kolegą, odkryliśmy po raz kolejny, że świat jest malutki, a hippi comunity Rowana ogromne. Wymieniamy wiadomości z chłopakiem, który nocuje kilka namiotów dalej. Chwilę okazalo się, że SMS to zwodniczy wynalazek, bo pisanie z Alexem wydawało nam się bardzo interesujące, a rozmowa co najmniej niepokojąca. Osobiście uważałam, że Alex świetnie rokował na  kolejnego fascynującego bohatera bloga, jednak Tomasz żywi nieokreślony, pierwotny lęk przed głębokimi konwersacjami i spirytualnym kontaktem z osobami płci męskiej (a może spirytualnym kontaktem w ogóle) i zaordynował, że nie chce jeździć z żadnymi uduchowionymi germanami. Tomasz zarządził, że krótki casting wygrała Angela. Nie mogło być inaczej- Angela była 22letnią Szwedką, w domniemaniu właścicielką figury top modelki i blond włosów do pasa. Ja mogłam powiedzieć o niej tylko, że nadużywa słowa OSOM. Tomasz mógł powiedzieć znacznie więcej. Czytał między wierszami… a może dostawał dodatkowe załączniki. Dla równowagi uparłam się, że skoro tak, to bierzemy też Matta. Matt był z USA, w domniemaniu był wysoki, przystojny, czarujący. Miał bardzo przyjemny głos.

Poszliśmy spać, ja pełna niepokoju starzejącej się kobiety o statusie „to skomplikowane”, Tomasz pełen optymistycznych oczekiwań. Rano okazało się, że Angela jest nieOSOM chora i nie może z nami jechać😀 Oh jej!

IMG_4555

Pojechaliśmy więc po Matta, na dworzec kolejowy. Matt napisał nam, że „czeka przy wschodniej bramie, pod wieżą zegarową”. To było takie męskie. Dziewczyna napisałaby raczej, że czeka „naprzeciwko galerii handlowej”😀 Sama bym tak napisała. A tu proszę! Kierunki świata!

Matt okazał się nie być z Kaliforni, jak 100% dotychczasowych Amerykanów których spotkliśmy w czasie tej podróży. Zaczęliśmy już nawet pracować z Tomaszem nad teorią, że jedyni podróżujacy i ciekawi świata Amerykanie żyją w Kaliforni, bo reszta robi karierę i nie ma czasu, nie wie, że istnieje życie pozastanowe, jest zbyt otyła, lub z Teksasu. Matt wysłuchał naszych dywagacji z uprzejmym i pełnym tolerancji zaciekawieniem, po czym stwierdził, że faktycznie mieszkańcy zachodniego wybrzeża są bardziej wyluzowani, ale głównego powodu tego zjawiska dopatrywałby się w fakcie, że Kalifornia to duży stan  i co 8 Amerykanin stamtąd właśnie pochodzi.Sam Matt był z Nowego Yorku. Ah! Co więcej…. w mojej cywilizacyjnej ignorancji blond-krzakołaza Nowy York to- ładna piosenka, moda, pusty plac po WTC, Empire State Building, Natalia w Brooklinie, sporo filmów i Wall Street. Matt był uciekinierem z Wall Street! Chaosie! Oto zaczęliśmy podróżować z amerykanckim rekinem biznesu! Gdzieś w hydrzym umyśle zaświeciła lampka, że może warto się pomalować.

ctbk-shutterstock_59214304-koala oczywiscie nie wpadlismy na to, zeby znaki fotografowac… (cooltobekindtoanimals.wordpress.com )

Pomknęliśmy na północ. Autostradą. Nudną i szeroką. Obwarowaną znakami uwaga misie koala. Nie widzieliśmy żadnego. Nawet rozjechanego. Ominęliśmy za to  wszelkie koalowe sanktuaria, parki rozrywki i punkty rozrodu, do końca wierząc, że wypatrzymy sobie dzikiego misiaczka na drzewie. Nic z tego. Będziemy chyba pierwszymi w historii turystami, którzy wyjechali z Australii bez zobaczenia koala. Taki wstyd! Widać musimy jeszcze raz tu przylecieć.

images (1)cars.ie.msn.com

koalasignclaytontheobvious.wordpress.com

Scan 9

http://myfavoriteanimalpostcards.blogspot.com.au/

imgp6162claytontheobvious.wordpress.com 

Poza artystyczną różnorodnością znaków „uwaga misie” droga z Sydney do Byron Bay jest raczej nudna. Być może jak przystało na drogę do raju. Byron Bay jest bowiem kolejnym rajem, który wczasie tej podróży odwiedziliśmy. Tym razem byliśmy w raju surferów… i może dlatego właśnie nie było nam jak w niebie, bo żadne z nas nie surfuje (chyba że po necie). Znów więc okazało się, że jesteśmy niedostosowani i to co wszystkich zachwyca, nas nie zachwyca. Tomek na dzień dobry zjeżył się, że wszystkie parkingi zapchane do granic możliwości, a na dodatek płatne, że wszędzie tłoki, tłumy, sklepy, stragany, frytki, McDonaldy, głośno i turystycznie. (Tomasz ewidentnie nie rozumie istoty „turystycznych must see”). Latarnia była za niska, szlak dookoła nieciekawy, las nudny, a plaże jak to plaże.

IMG_4562

 

IMG_4565

Plaże tak naprawdę są bardzo piękne, jak to często w Australii bywa. Na dodatek głaskane słynnymi na cały świat surferskimi falami. To nie ich wina, że nie lubimy przechadzać się po drobnym piaseczku wśród tłumów turystów, o leżeniu plackiem nie wspominając…  (to nie ich wina, że nie mam opalonych  nóg po szyję i fikuśnego pareo :P).

IMG_4560to jest plaża położona kilkadziesiat km na południe od Byron Bay… na miejscu lało tak bardzo, że żal bylo wyciagać aparat

 

Tym sposobem spędziliśmy w Byron Bay całe…. 2 godziny, z czego moim najwspanialszym wspomnieniem jest spacer w ulewnym, tropikalnym deszczu, pod dzielnie niesionym przez Matta parasolem! To było takie nowojorskie! Światowy efekt psuł tylko fakt, że 5 minut wcześniej nie udało mi się wspiąć po jakiejś zarośniętej skale i dostać sprytnym skrótem na położony nad nią parking, dreptałam więc obok Matta ubłocona, ze ściółką we włosach, pocharatanym bokiem i wątpliwościami na temat całości kilku żeber.

IMG_4557

To były moje ostatnie chwile z przyszłym milionerem w Wall Street. Matta trochę zszokowała nasza aboslutna niewrażliwość na piękno piaseczku i ignorancja doskonałości zalewajacych go fal, oczywiście w granicach jego gentelmeńskiej ogłady i powściągliwości. Postanowił zostać tu dłużej. Piaski, laski i fale pewnie zagrały w tej decyzji istotną rolę, poza tym jednak po kilku dniach jeżdżenia razem było jasne, że przyjaźni między Mattem a Marchewką  nie będzie, a gdy Tomasz zaczyna epatować mrokiem więdną kwiatki i zamierają towarzyskie rozmowy. Matt niewątpliwie był sierotką, która samodzielnie nie potrafi przygtować sobie herbaty i trzeba mu było wszystko podsuwać pod dziubek, a rozstawienie namiotu było codziennym wyzwaniem. Był jednak miłym człowiekiem. I miał przyjemny głos.

IMG_4559

 

Niebo nad Byron Bay zasnuły ołowiane chmury. Lało. Znów byliśmy sami. Za 3 dni w Brisban miała dołączyć do nas Angela. Jechaliśmy w milczeniu. Tomasz szczęśliwy, ze swoimi nadziejami i fantazjami. Ja ze swoimi obitymi żebrami i dramatyczną konkluzją, że oto kolejny rycerz-przyszły-milioner przegalopował obok mnie na swoim białym koniu😛

Wieczorem dojechaliśmy do Gondwana Rain Forest- zespołu parków narodowych chroniących bodaj najstarszy kompleks dziewiczych lasów tropikalnych Australii. I wspaniale się stało, że pojechaliśmy tam sami. W ciemny, gęsty las. Niemal bezludny. Im mniej ludzi, tym łatwiej obserwować ptaki. A Gondwana Rain Forest to ostoja niesamowitych zwierząt.

tumblr_lp7dupOTws1qeeqk5o1_r1_500


One thought on “Góry Błękitne, Byron Bay i książe z Nowego Yorku :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s