Drzewko figowe i okolice Cairns, czyli historia poszukiwania nadrzewnego kangura

W dzisiejszym odcinku po raz kolejny tropikalne lase okolicy Cairns, kulony, dziobaki,figowe papużki, poszukiwanie nadrzewnych kangurów, miliardy komarów,niekończący się deszcz i Anna Maria.

IMG_5186

tajemniczy kangur nadrzewny Lumholtza w obiektywie Nicolasa Rakotopare

Pamiętacie jeszcze oszczędnościowego Williama, z którym zwiedzaliśmy Północną Wyspę Nowej Zelandii? Naszego kalinkowego Smeagola, który sprowadził nas na nową, truskawkową drogę freegańskiego życia (a także obalił wszystkie moje idealistyczne i stereotypowe wyobrażenia na temat Francuzów)? Williama nie da się zapomnieć😀 Poza tym od czasu naszej wspaniałej, kawą płynącej podróży jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, czyt. regularnie śledzimy swoje facebookowe profile i klikamy sobie lajki, okazjonalnie obiecując, że jeszcze kiedyś spotkamy się we Francji, przy czym Smeagol pewnie ma nadzieje, że nigdy to nie nastąpi, a ja mam nadzieję, że do tego czasu znajdę bardziej romantycznego przewodnika po romantycznym Paryżu😀

Jeszcze na długo przed naszym łzawym rozstaniem u stóp ośnieżonych wulkanów… i kolejnym przy kakałku w wiejskim McDonaldzie, William udzielił nam całej litanii dobrych rad na temat podróżowania po wschodnim wybrzeżu. Smeagol już tam był, w kontenerach za Coles’em znalazł karton czekolady, w śmietnikach za Woolworthem słoik nutelli, na zapleczu IGA’i zawsze leżało dużo chleba, wszędzie, jak zawsze, było pełno bananów… a poza tym zautostopował mały jacht i żeglował eskortowan przez stada delfinów, zrobił kilka zdjęć wielkiemu rekinowi za burtą, pomieszkał w hippi community (choć bez takich atrakcji i transcendentalnych wędrówek przez mroczne zaświty jak ja), widział krokodyla i „drzewo kurtynowe”. Zobaczyć dzikiego wielkiego rekina to naprawdę coś… przy tym coś, co nie często się przytrafia w wersji umożliwiającej późniejsze ciepłe wspominanie (zwłaszcza jeśli odzieczyliśmy poojcu marynarzu ciężką chorobę morską) za to drzewo kurtynowe musieliśmy zobaczyć!

IMG_4818

pierwsze skojarzenie- „Katedra” Bagińskiego

Drzewo kurtynowe jest spektakularnym przedstawicielem gatunku Ficus virens., znanym po angielsku strangler fig tree (czyli figa dusiciel :D) i rośnie w Fig Tree National Park bez zarzenowania potwierdzającym zgryźliwe opinie europejskich (w 85% germańskich) turystów, że w Oz potrafią założyć park narodowy wokół trzech drzew na krzyż. Tu drzew akurat jest sporo, bo stoki Atherton Tableland porasta wysoki, gęsty las deszczowy, jednak być może to właśnie monumentalne drzewo (i ostatnie ocalałe nadrzewne kangury) ostatecznie przekonały australijczyków do objęcia tych terenów ochroną, dotychczas bez sentymentów karczujących unikatowe lasy na rzecz jak najzwyklejszych pastwisk.

IMG_4808

Losy kurtynowego drzewa jakkolwiek nietypowe w piękny sposób przedstawia strategię życiową Ficus virus jak i wielu innych drzew z tej licznej w tropikach rodziny. Historia każdego figowego życia rozpoczyna się z momentem, gdy nasionko spada na przyjazny grunt w postaci silnego, wilgotnego konaru drzewa-opiekuna. Zwykle ląduje tam jako niechciany dodatek, również niechcianego, ptasiego gówna (z perspektywy nasionka- kleju i nawozu). Nasionko kiełkuje i jak zdecydowana większość roślin tej ziemi wypuszcza listki do słońca, a korzenie do ziemi. Oczywistym odchyleniem od roślinnej normy jest fakt, że korzenie do ziemi mają daleko. Za to liście do światła blisko i o to właśnie chodzi, bo w tropikalnym lesie jest bardzo wilgotno, więc woda nie jest czynnikiem aż tak problematycznym, w początkowym okresie rozwoju substancje odżywcze czerpane z powietrza wystarczają do rozwoju, a ziemia nie ucieknie- kiedyś korzenie w nią wrosną. W tropikalnym lesie największym problemem jest niewystarczająca ilość światła. Wysokie drzewa oblepione epifitami, krzaki, liany, większe rośliny zielne- wszystko to rośnie w górę, do słońca, walcząc na wszelkie sposoby o najlepszy dostęp do światła. Biedna mała sadzonka ma naprawdę mroczne dzieciństwo… chyba, że startuje z poziomu korony wysokiego drzewa tak jak „figa dusiciel”.- powiewający swobodnie napowietrznymi korzeniami, aż do momentu gdy sięgnie ściółki i wrośnie w glebę. Wówczas następuje szybki wzrost i rozwój , a  Ficus virens ujawnia swój potencjał. Zaczyna rosnąć w górę, wykorzystując pień żywiciela jak tyczkę do podpory, oplatając ją ażurowymi splotami własnych pędów. Gdy już osiągnie satysfakcjonującą wysokość inwestuje czas i energię w rozwój przyzwoitej korony. Konary z czasem osiągają wielkość i ciężar, który wymaga dodatkowej podpory- wypuszczają więc w dół kolejne sznury powietrznych korzeni- które wrastają w ziemię. Gałęzie mogą więc rosnąć bezpiecznie dalej, i dalej- wypuszczając kolejne korzenie podporowe- tworząc pod drzewem żywą kolumnadę. W międzydzasie stłamszone i zagłuszone drzewo-tyczka umiera. To co trzeba w tej historii najbardziej zaskakujące-Ficus virens na żadnym etapie swojego życia nie jest pasożytem! Swoją leśną karierę zaczyna jako epifit, a kontynuuje jako trochę nietypowe, ale samowystarczalne drzewo, które gdzieś po drodze zamordowało kolegę. Jedynym wyjątkiem w losach kurtynowej figi jest to, że zanim wykorzystywane przez nia drzewo umarło- zwaliło się na sąsiada, pociągajac za sobą morderczą figę, która bez zbędnego marudzenia zaakceptowało nową tyczkę i zaczęła ją przyduszać swoją bujną wegetacją.  A potem przyjechali turyści i zaczęli się zachwycać.

IMG_4814

 

IMG_4816

obrazek poglądowy, gdyby tłumczenie było zbyt mgliste

W miedzyczasie zobaczyliśmy znak „uwaga nadrzewne kangury” i to równeż był znak, który chwilowo zmienił naszą podróż. Po pierwsze- przypomniał nam, że to właśnie w okolicach Cairns żyją ostatnie i jedyne australijskie nadrzewne kangury; po drugie- uzmysłowił nam, że jednak jest jakaś szansa, żeby je zobaczyć… skoro istnieje ryzyko, że można je rozjechać. I tak zaczęliśmy szukać nadrzewnych kangurów.

images

downtheroad.org

Szczerze pisząc przed przyjazdem do Australii miałam jedynie bardzo mgliste pojęcie o istnieniu tych zwierząt, ale na szczęście na jednej z outbackowych farm, pomiędzy pieleniem, grabieniem, szlifowaniem i malowaniem, wpadłam na numer Australian Geopraphic z rudym misiaczkiem na okładce… i zaczęło się!  Miłość od pierwszego wejrzenia!

Dla Tomka wszystko co żyje, jest sympatyczne, przynajmniej pozornie niegroźne i nieświadomie zachęcające swoim ryjkiem/mordką/dzióbkiem/paszczą do okrutnej zabawy jest „misiaczkiem”. Można mieć wątpliwości, czy jest to trafne imię dla gekonów, scynków i rzekotek, ale nadrzewne kangury to 100% misiaczki. Tylko takiego wziać i wyprzytulać!

tree_kangaroo_2

maly drzewiak Goodfellowa  z Papui Nowej Gwinei endangeredspecies7e112.wikispaces.com

Nadrzewne kangury wywodzą się od (czywiście aktualnie już wymarłych) skalnych wallabi- czyli zwierzaków nie odbiegajacych wyglądem zbyt daleko od typowych kangurów, dlatego też zanim drzewiaki (hmmmm… polskie nazwy) staly się w superzwinnymi australijskimi małpkami matka natura musiała w nich sporo zmienić. Nadrzewne kangury mają oczywiście znacznie dłuższe i silniejsze przednie łapki, nie to mizerne rączki Tyranosaura rexa, dyndające kangurom rudym. Mają też dłuższe i silniejsze pazury. Krótsze kończyny tylne. Dłuższe i mniej masywne ogony. Wszystko to- by sprawnie łazić po drzewach. Mają też bardziej krągłe, puchate pyszczki. I krótkie, okrągłe uszka. W koronach drzew kangury nie potrzebują uszu jak radary, typowych dla ich naziemnych kuzynów- takie wielkie uszy tylko zaczepiałyby się im o gałęzie. Każda zmiana ma swój powód i znaczenie. Mordki są krótsze i milsze, żeby wyglądały jak misiaczki.

IMG_5013

drzewiak Lumholtza, zyjacy w Australii

Na świecie żyje 15 (wg niektórych źródeł 16) gatunków nadrzewnych kangurów. Tylko dwa z nich można spotkać w Australii, reszta skacze po tropikalnych lasach Papui Nowej Gwinei. Prowadzą głównie nocny tryb życia. Są niesamowicie skryte. I wciąż praktycznie nie poznane.

Nie trzeba dodawać, że wszystkie gatunki są zagrożone wyginięciem.

download

drzewiaki Lumholtza ngm.nationalgeographic.com

Za poszukiwania zabraliśmy się detektywistycznie-metodycznie- pojechaliśmy do informacji turystycznej w najbliższej wiosce przesłuchać pracowników, gdzie, kto, kiedy i jak widział ostatnio w okolicy drzewiaka Lumholtza (bo tylko takiego można tu spotkać, drugi gatunek żyje gdzieś na dalekiej, dzikiej pólnocy Queensland). Otrzymaliśmy niezmiernie wyczerpującą odpowiedź, mapę okolicy, życzenia powodzenia i błogosławieństwo. Naoglądaliśmy się przesłodkich pocztówek i ruszyliśmy do parku nad rzeką. Następne 3 godziny spędziliśmy gapiąc się maniakalnie na obsolutnie każdą gałąź każdego drzewa. Chyba nigdy nikomu przejście się ścieżką dookoła rzeczki nie zajęło aż tak dużo czasu. Nad rzeką pomykału lazurwe zimorodki. W rzece taplały się żółwie. W koronach drzew drzew tłukły się ….. emperor gołębie. Komary żarły jak wściekłe. Zaczynałam poważnie rozwarzać wydanie 60 zł na buteleczkę OFFa. Byłam już prawie przekonana. Może nawet to bardzo korzystna cena!

Kangurów nie było.

Od czasu do czasu fala tropikalnej ulewy zalewała okulary lornetki, spłukiwała komary i straszyła nielicznych turystów. Turyści bezskutecznie czatowali na dziobaka, z których to jawnej obecności słynie Yungaburra.

P1110326

moze nie bylo kangurow, ale dziobaki tez sa fajne!

P1110329

Gdzieś daleko w cyberświecie Gumtree moje sympatyczne ogłoszenie szukało kolejnej ofiary. Pracowało. Komórka zawibrowała.

„Cześć. Jestem zainteresowana. Próbowałam zadzwonić ale nie mieliście zasięgu, jak będziecie mieć, to puśćcie mi sygnał”- przeczytałam.

– O! Super!- uciszył się Tomek. Tomek nie potrzebuje wiele do radości.

– Czy ja wiem. Taka jakaś tajemnicza…. ani wieku, ani imienia, ani kim jest, ani skąd…………

– No w sumie… a skąd wiesz, że to ona?- zapytał niewinnie Tomasz świadom, że moja intuicja to 6 zmysł i 5 element, o której mocy nie ma pojęcia.

– Bo napisała „próbowałam”- błysnęłam genialną wnikliwością swojego umysłu.

– Ale jak to?

– ……. o kurde…… ten SMS jest po polsku!!!!!

Kangaroo-43-432x650

Maniakalnie gapiąc się w korony drzew, nie odrywając lornetki od oczu, Tomasz zadzwonił pod wskazany numer. Trzeba uczciwie napisać, że tym razem Tomasz, jakkolwiem z nutą swojego niezniszczalnego, niewytłumaczalnego i nieuleczalnego entuzjazmu zrobił wszystko, żeby dziewczynę zniechęcić. Powiedział jej, że nie lubimy Polaków za granicą (co jest krzywdzącym i niekoniecznie prawdziwym uogólnieniem); że śpimy zawsze na dziko, czasami w paskudnych miejscach (nieprawda), rzadko się myjemy (niekoniecznie prawda) i jemy w kółko nudny i paskudny makaron z pomidorami (hmmm…. czasami); że mamy masę złych doświadczeń z oszczędnościowymi-znajomymi, jesteśmy specyficzni i niesympatyczni i ogólnie nie lubimy ludzi. Nie zadziałało, laska poczuła się zaintrygowana i zachęcona. Była w tym nuta masochistycznej perwersji. Oderwaliśmy na chwilę oczy od bez-kangurowych koron drzew i wymieniliśmy znaczące spojrzenia- przeładowane treścią jak oczęta Legolasa Blooma. Cały problem polegał na tym, że Anna Maria dzwoniła do nas z Sydney i była gotowa kupić bilet lotniczy do Cairns choćby na jutro- byle tylko do nas dołączyć. Było to odważne i miłe, jednak nasza podróż wzdłuż wybrzeża jednoznacznie udowodniła nam, że społeczeństwo podróżników pełne jest idiotów i niby-miłych-ludzi, którzy nas męczą i nie chcieliśmy się doklarować, że przejedziemy 2 tys km zamknięci w samochodzie z kimś, kogo nie polubimy. Ostatecznie lepiej oszczędzać własne nerwy, niż benzynę. Gdyby Ania dzwoniła z Cairns- zabralibyśmy ją na krótki okres próbny i zobaczyli, jak nam się układa. Jeśli jednak chciała zainwestować w ten eksperyment ponad 300 AUD czulibyśmy się nieco nieuczciwie porzucając ją na poboczu. Przedyskutowaliśmy tą kwesitę, wyjątkowo bezboleśnie ustaliliśmy wspólne stanowisko, po czym Tomasz obcesowo i łopatologicznie, jak tylko PRowcy z Ostrołęki potrafią- przedstawił Ani naszą opinię. Ania doceniła naszą szczerość, poza tym zdawała się pozostawać niewzruszona. Zaczynało mnie to niepokoić. Ostatecznie postanowiła dać sobie kwadrans na przemyślenie sprawy i oddzwonić. Wróciliśmy do kontemplowania liści na drzewach.

IMG_4784

Postanowiła przylecieć najbliższym samolotem. Oświadczyła, że też nie lubi Polaków za granicą, że lubi chodzić po dziczy, że chce zobaczyć ‚tamte tereny i Kakadu National Park” (cytat znaczący) i że może znieść w stanie praktycznie wszystko. Tomasz promieniał! Nad łąkami jego optymistycznego entuzjazmu po raz kolejny zawisła tęcza i rozćwiekały się jaskółki głupich nadziei! Nowa, wspaniała koleżanka! Z Polski! Twarda, wytrzymała, przygodowa, odważna! Chętna do długich wędrówek! z pewnością ze świetną kondycją, figurą i nogami po szyje! Dziś Australia, a potem kto wie… przyjaźń na lata, spływy kajakowe Narwią i Czeczotką, listopady w Bieszczadach i lata na Mazurach. Do tego psycholog, po Jagiellonce, może nawet uleczy mój chory umysł i pierwszego wieczoru wypunktuje wszystkie moje wady rujnujące nasz pseudo-związek.

Psycholog, pomyślałam. Pewnie zaburzona, być może skłonna do inwazyjnie głębokich dyskusji, desperatka, ewidentnie ze skłonnościami do masochizmu. Nikt przy zdrowych zmysłach nie deklaruje nieznanym ludziom, że „jest w stanie znieść praktycznie wszystko”. To znaczy, że się przecenia, co nie jest dobre, nie zna swoich granic, co nie jest dobre, lub lubi wpuszczać się w niekomfortowe sytuacje, co nie jest dobre. Nie będzie dobrze. Po czym przypomniało mi się, że chyba w ten sam sposób reklamowałam siebie, gdy chciałam się dostać na jeden z polskich obozów ornitologicznych- i szczerze wierzyłam, że jestem w stanie znieść praktycznie wszystko, byle tylko móc pomagać na tym punkcie.

Następnego dnia o świcie odebraliśmy Annę Marię z lotniska.

P1110330

nie mamy korzystnego zdjecia Anny Marii, niech wiec bedzie dziobak😀

Dużo możnaby o Ani napisać, i będzie na to jeszcze czas i miejsce, bo mimo wygrażań Tomasza miotającego się wściekle po outbackowych parkingach- nie porzuciliśmy jej pośrodku nigdzie, tylko dowieźliśmy uczciwie do Darwin! To moja zasługa😀 Chaosie! Jakaż ja potrafię być szlachetna😀

Zanim jednak Anna Maria zepchnęła nas na granice naszej psychicznej wytrzymałości udowodniła mi dwie, bardzo ważne rzeczy. Magisterka na renomowanej państwowej uczelni nie ma najmniejszego związku z reprezentowanym przez jej posiadacza poziomem intelektualnym. Szczerze mówiąc wciąż nie mogę otrząsnąć się z szoku, że Polak z wykształceniem wyższym może mieć tak przerażająco żenująco małą wiedzę ogólną, żeby nie powidzieć, że nie ma jej wcale. Poza tym- tak, istnieją durne pytania.

Wyobraźcie sobie, że stoicie jakieś 20 metrów od krokodyla. Przydarzyło nam się to ponad tysiąc kilometrów dalej, w Litchfield National Park. Krokodyl siedział sobie na trawniku zalanym przez wody zwykle mniejszego jeziora. Pokaźny był. Cykaliśmy zdjęcia i na zmianę podziwialiśmy jego zębiska i smocze oczy przez lornetkę.

– Cooooo jedzą kroooookodyle- zapytała Ania.

– To jest krokodyl słodkowodny, one żywią się głównie rybami- oświadczył Tomasz, tak zajarany, że zapomniał nawet, że jej niecierpi i się do niej nie odzywa.- ale krokodyle różańcowe jedzą dosłownie wszystko! W tym ludzi!

– Aha, czyli są wszystkożerne?- wydedukowała Ania.

– No w krokodylich standardach tak.- dodałam.

– I wszystkie krokodyle tak mają?- drążyła ośmielona naszą uprzejmością Ania.

– Hmmmm…. nie rozumiem pytania?- wycofał się Tomasz, świadom, że Ania zdolna jest do wyprwadzania spektakularnie odkrywczych konkluzji.

– No, co jedzą wszystkie krokodyle?!- obraziła się nieco Ania. Milczeliśmy, czekając, czy coś doda.- Czy są też roślinożerne?!

IMG_4820

W okolicach Queensland spędziliśmy z Anią dwa dni, moknąc, szukając nadrzewnych kangurów, moknąc, desperacko wypatrujac kangurów, moknąc, tkwiąc absurdalnie wytrwale w tropikalnej ulewie gapiąc się na czubki drzew, moknąc, karmiąc komary, moknąc, szukając kazuarów, moknąc i gnijąc w samochodzie. Gnicie w samochodzie oraz gnicie w namiocie miało istotnie wielki i męczący udział procentowy. Zdarzały nam się jednak przebłyski dobrej pogody, kiedy mogliśmy spokojnie pospacerować po zarośniętych szlakach, poobserwować dziesiątki prześlicznych figowek zmiennych (papużek pasących) się na drzewie tuż nad naszym namiotem, kolorowych jak z obrazka, i pofotografować gang kulonów za dnia czający się w krzakach na skraju darmowego campingu, by nocą ścigać niewinne owady w świetle pojedynczych latarni.

P1110333

kulony to piękne ptaki o gigantycznych, złotych oczach. Najwspanialsze jest to, że w kulony europejskie (czyli te, które przy wielkim szczęściu można spotkać nad Wisłą) i australijskie są do siebie bardzo podobne… nawet odzywają  tak samo.

 P1110335

tropic-joga  kulon-asana

Cyclopsitta_diophthalma_-Mossman_Gorge,_Daintree_National_Park,_Queensland,_Australia_-male-8

figowka zmienna (en.wikipedia.org)

Double-eyed Fig-parrot Cyclopsitta diophthalma macleayana Cairns

Nawet przebłyski pięknej pogody nie dają jednak w Queensland realnych szans na wysuszenie jakiejkolwiek części garderoby. Po dwóch dniach deszczowego kataklizmu, oczami wyobraźni widząc glony porastające nasze włosy i pleśń rozpełzajacą się lepkimi liszajami po suficie Złotej Kialinki, dręczeni bezsennością i tysiącami komarowych ukąszeń- zapukaliśmy do drzwi Steva w Townsville. Ja- prze-szczęśliwa, Tomasz- ponuro pogodzony z losem (który tym razem go pokonał), Anna Maria- pesymistycznie-wrogo-niechętna. Steve zaprzągł Annę Marię i jakieś germańskie dziewczęta do  pracy w kuchni, usadowił nas na honorowym miejscu przy stole i upił cudownie relaksacyjnie. Rozmawialiśmy do bardzo późnej nocy.

Po czym ostatecznie pożegnaliśmy się ze Stevem, australijskimi tropikami i wybrzeżem i ruszyliśmy w daleką drogę na zachód. 400 km później zorientowałam się, że zostawiłam w Townsville aparat.

i-hero-1

www.billytea.com.au

Zanim jednak ostatecznie opuściliśmy Queensland- Tomasz widział  krokodyla różańcowego… ale o tym w następnym odcinku!

 


One thought on “Drzewko figowe i okolice Cairns, czyli historia poszukiwania nadrzewnego kangura

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s