Krokodyl!

Leżałam na moście lokalnych, czyli trzcinowo-cukrowych, torow kolejowych, praktycznie pod znakiem nie łazić po torach. Nie było najwygodniej, ale w ciągu ostatnich dwóch godzin zdąrzyłam znudzić się wszystkimi lepszymi pozycjami obserwacyjnymi. Musiałam siedzieć na moście. To nie był mój anarchistyczny manifest buntu przeciw australijskim przepisom komunikacyjnym- brzeg rzeki okupowały pijawki. Poza tym, mimo wszystko cały czas łudziłam się, że może w żółtawych mętach wody przepłynie pode mną krokodyl. To by było coś! Tymczasem w krzakach uwijał się drobiazg, którego nie miałam szans zidentyfikować bez lornetki, a nad wodą przemykały zimorodki lazurowe. Zimorodki leciały tylko w górę rzeki. Żaden z nich nie wracał. Może to też miało związek z krokodylem.

1184890324_ahmjH-L

zimorodek lazurowy www.feathersandphotos.com.au

Poza tym pociłam się, mokłam i polewałam antykomrowym repelentem. Dzień wcześniej ostatecznie skapitulowałam i kupiłam sobie najdroższy OFF na świecie, po czym okazało się, że jest również najmniej skutecznym OFFem na świecie, bo permanentne ociekanie deszczem i potem, lub potem i deszczem działa widać na OFFa jak poranny prysznic (gdyby ktoś wybierał się do Australii, na ich 150 gatunków komarów najlepiej działa Bushmen. Bushmen to bodaj 90% koncentrat DEET; oleista ciecz trwale wrzera się w skórę, skutecznie zniechęcajac komary, krótkotrwale paraliżujac usta, ewentualnie powodując lekki ślinotok i rzekomo indukujac procesy nowotworowe. Działa. Polecam).

Czekałam na Tomka. Ponad 2 godziny. Tomasz i Anna Maria przepadli na bagnach. W bohaterskiej próbie spelnienia swojego marzenia- zobaczenia krokodyla. W każdych innych okolicznościach do głosu dochodziłaby już odrobina rozsądnej zazdrości. Na szczęście w obecności Anny Marii jedynym potencjalnym zagrożeniem było zstąpienie Tomasza na drogę przemocy i dokonanie mordu ze szczególnym okrucieństwem. Kolejnym, które należało brać pod uwagę była ich marna śmierć w chmarach komarów, albo paszczy krokodyla. Powoli i niechętnie zaczynałam dojrzewać do myśli, że jednak będę musiała znów przebiec się na bagna i zobaczyć, co się dzieje. Mój czas i cierpliwość do tej podróży ewidentnie dobiegała końca .Park Narodowy Eubenangee Swamp, genialny widok na bagnistą dolinę z krokodylami, mniszki przepasane, chwostki czerwonogrzbiete i dlugoszpony koralowe,  a ja wytrzymałam tam całe 10 minut. Może mniej. To koniec!

IMG_4860

cbman1000A25A5082

mniszka przepasana tytotony.blogspot.com

9478087268_eeb9266b71_z

chwostka czerwonogrzbieta

Irediparra_gallinacea1

dlugoszpon koralowy commons.wikimedia.org

Zaczynało padać. Przekalkulowałam jeszcze raz moją gotowość do moknięcia z miłości przez prawdopodobieństwo, że Tomasz zrobił coś głupiego, Ania irytującego, a krokodyle widowiskowego, podzieliłam to przez stały współczynnik niechęci komarowej i przedkofeinowej stangacji, i wyszło mi, że nigdzie nie idę. Zamknęłam się w Złotej i wyciągnęłam książkę.

Kilka minut później wrócił Tomasz. Cały pogryziony. Mokry. I przeszczęśliwy. Marchewka promieniał.

– Widziałeś krokodyla?- błysnęłam intuicją.

– Tak! TAAAK! Ogromnego!!! To było niesamowite! Polował! Był wielki! Był taki ogromny, że na początku myślałem, że to jakiś pień zwalonego drzewa, ale później okazało się, że on się rusza! I to był krokodyl! Mówię ci, taki wielki, że aż nie możesz ogarnąć, że to jest żywe! I on polował! Na ptaki! W ogóle dlaczego one polują na ptaki? To jest bez sensu! W tej wodzie pływają dużo większe i cięższe ryby, niż te ptaki co stoją na brzegu. Widziałem te wielkie ryby! Ania, dlaczego on chciał jeść czaple?

– Nie wiem.

– Ale serio, to jest nielogiczne. Taka czapla to same pióra, dziób i nogi… Nie no nie wiem, dlaczego on chciał ją zjeść. Masz jakiś pomysł?

– Naprawdę nie wiem, a upolował ją??? Widziałeś polowanie???- teraz byłam zazdrosna🙂

– Tak!… nie… znaczy…. On najpierw zaczął płynąć w kierunku tej wężówki, co ją widziałaś. I płynął tak wolniutko, jak kłoda, naprawdę tak wolno… ale zanim dopłynął ta wężówka go zauważyła, narobiła wrzasku i odleciała. Więc on zaczął płynąć w kierunku czapli białej stojącej w jednej zatoczce! Jaaaaa!!!! To było niesamowite! Jak on płynął, wolno, na około, tak jakby miał tam trafić przez przypadek! Kręcił! I w końcu wpłynął do tej zatoki. I był naprawdę blisko. I, jeeej, ta czapla zaczęła iść w jego stronę!!! Ania!!!! Ja już wtedy nie mogłem utrzymać lornetki w rękach! Ty wiesz, jakie to było ekscytujace! Ten gigantyczny, przyczajony krokodyl i ta biała czapla brodząca w jego stronę! To było lepsze, niż film przyrodniczy! No mówię Ci! Ja już go widziałem, jak wyskoczy z wody i ją złapie i polecą pióra! I on cały czas tkwił totalnie bez ruchu w wodzie, a ona nic nie widziała i szła w jego stronę! To było…

– No i co się stało!? Zjadł ją?????

– Nie…. zrezygnował. Ona była już tuż przed nim, a on wtedy uznał, że ma to gdzieś i dziś nie poluje… i odpłynął. Uwierzysz? Mógłby ją złapać gdyby chciał. A on wziął i odpłynął. Więc ta czapla go zobaczyła, i się poderwała do lotu i przez jakiś czas leciała nad nim z wrzaskiem i usiłowała go dziobać. To też było fajne, ale wiesz, nie to, co zobaczyć skuteczne polowanie.

– Noooo, kurde, zazdroszczę Ci trochę. Choć nie wiem, czy wytrzymłabym 2 godziny czekania w komarach, żeby coś takiego zobaczyć.

– 2 godziny czekania??? To się działo 2 godziny!

Może jednak dobrze, że nie zostałam zoologiem i „przyrodnikiem”. Mam taką filmową definicję słowa „akcja”.

A na koniec zdjecie krokodyla, autorstwa Tomasza:

P1110380


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s