Drop Snow

Cicho zamknęłam za sobą drzwi i z bezreflekcyjnym „dzień dobry i przepraszam” skierowałam się do szafki z lekami. Moja rutynowa trasa: sala chirurgiczna-sejf.

Byłam w połowie gabinetu, gdy w elegancko ubranej właścicielce rozpoznałam Jennifer, „panią zimorodków”.

Bell siedziała na podłodze ze wzrokiem wlepionym w róg gabinetu.

Na progu biura szefowej stał pacjent.

– Oh!- szapnęłam elokwentnie. Premedykacja kota musiała poczekać.

„Pani zimorodów” uśmiechnęła się uroczo, poprawiając beżową sukienkę. Zawsze była elegancka. A odwiedzała nas często. W swoim wielkim ogrodzie Jennifer odchowuje istotny procent uratowanych przez lecznicę dzikich sierotek, oraz nieszczęśliwych połamańców. Zwykle skrzydlatych. Niekoniecznie zimorodki. To Red, zaraz po naszym przyjeździe, nabazgroliła na szpitalnej tablicy „Call kingfisher lady” i tak już mi zostało. Gdy przyjechała po naszego zimorodka, który jakimś cudem przytopil sie w stawie, miała na sobie granatowo-czarny kostium. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie ubiera się pod kolor pacjentów.

– Czy to on?- zapytałam ambitnie, słusznie zakładając, że wszyscy potrafią czytać w moich myślach.

– Tak- odparła Jennifer.

Drop przekrzywił głowę i zmierzył mnie poważnym spojrzeniem wielkiego oka.

IMG_5012

Był sławny. W kununurrskich standardach. Nie o każdym ptasim nastolatku piesze się w gazecie.

Znana nam historia dropia zaczyna sie, gdy znaleziono go w buszu, półżywego z głodu i wycieńczenia. Opuszczonego. Nie wiadomo, co spotkało jego matke, ale wg. Richarda i jego znajomych z Departamentu Ochrony Środowiska najwięcej dropii ginie w garnkach „tradycyjnych właścicieli ziemskich”, zwanych również „opiekunami”. Aborygeni posiadają prawo do polowania na wszystko, co się w buszu rusza, ponieważ każdego ptaka czy jaszczurkę można uznać za ich kulinarną tradycję, a „tradycja” to słowo klucz i rzecz święta. Kultywowanie tradycji mordowania wszystkiego co żyje nie jest oczywiście sprzeczne z podąrzaniem z duchem czasu-Aborygeni, jak wszyscy obywatele Australii mogą postarać się o pozwolenie na broń, prawo jazdy i LandCruisera. Są bardzo skuteczni. I aktywni. W czasie ostatnich kilku tygodni bardzo dużo rozmawialiśmy z pracownikami pobliskiego parku narodowego, regularnie odwiedzającymi nas „strażnikami do spraw dzikich zwierząt”, pracownikami lecznicy i Richardem. Można i pewnie należy brać pod uwagę australijski rasizm, ale wszyscy, dokładnie wszyscy twierdzą, że „szlachetny tubylec” to szkodliwy mit, a Aborygeni nie wybili zbyt dużej ilości gatunków australijskiej fauny tylko dlatego, że kij i bumerang nie jest bronią masowego rażenia i to ich prymitywizm, a nie szacunek do natury chronił ich zwierzeta.

IMG_5015

Mały drop miał więcej szczęścia niż jego rodzeństwo. Podkarmiony w lecznicy, kochany, adorowany i fotografowany przez cały zespół, ostatecznie trafił do ogrodu rekonwalescencji u Jennifer. Tam, wraz z widowiskowym wzrostem i cudowną przemianą, zyskiwał coraz więcej przestrzeni i wolności, by ostatecznie biegać swobodnie po ogrodzie strasząc kury i trzymając rozsądny dystans wobec kilku gęsi. I patrzeć na śmigające po niebie ptaki. Był już dużym dropiem. Powoli zaczynał rozumieć, do czego służą skrzydła. Trochę się nimi popisywał. Trochę ćwiczył. Aż któregoś pięknego wieczoru, patrząc na mknące nad łąkami ibisy- rozłożył swoje ogromne skrzydła (docelowo ponad 2 m rozpietości) i poleciał.

Jennifer stała na ganku i myślała, że zaraz się rozpłacze. To koniec. Kolejne dziecko opuściło rodzinne gniazdo! Odleciał! Już go więcej nie zobaczy. Smukła sylwetka malała romantycznie na tle zachodzącego słońca…. i wtedy drop zmienił kierunek. Przeleciał nad dachem, zrobił rundę honorową nad ogrodem i dumny z siebie wylądował przed gankiem.

IMG_5017

Od tego czasu korzystał ze swojej skrzydlatej wolności zawsze wracając na noc do domu. Nawet ptakom ciężko rozstać się z darmowymi obiadkami.

ennifer, szczęśliwa, patrzyła jak drop terroryzuje kury, przekonana, że gdy w pełni dorośnie zakocha się, i zacznie dzikie życie.

– Jaki on jest piękny- jęknęłam.

– Nooooo- wyraziła się Bell.- Czy ty widzisz te nogi! I szyję! Jaka gracja!!!

Gracja szczerze mówiąc kroczyła godnie, acz chwiejnie.

– Jaki on jest piękny!

– Cześć przystojniaku!

– I te oczy!

– A widziałaś jego skrzydła? Ogromne!

– Jejjjjj…. pójdę po aparat- oprzytomniałam.

Sesja trwała długo.

Jennifer chyba się nie spieszyło.

IMG_5013

– Ekhm….więc….- Bell wróciła do rzeczywistości- zaburzenia równowagi?

– Tak, od dwóch dni. W niedzielę biegał po ogrodzie i zaatakowała go kania. Obronił się, ale ona oczywiście celowała w głowę i musiała go trochę obić samym impetem… wydawało się, że nic poważnego mu się nie stało, przez resztę dnia był przestraszony i raczej nieśmiały… wydawało mi się, że jest trochę chwiejny, ale już wolałam poczekać do rana… no i jestem.

– Ma nawet lekko spuchniętą lewą stronę głowy….

Poobserwowałyśmy go dłużej. Trochę dla przyjemności własnej. Obejrzałyśmy uważniej. Nie znalazłyśmy nic ponad powierzchowne zadrapanie potylicy. Skrzydła faktycznie były imponujące.

Drop z godnością zniósł sterydową injekcję. Jenniefer spakowała zapas osłonowego antybiotyku do torebki, pogłaskała czule swoje ptaszysko, złożyła jego imponujące podwozie i niosąc pod pachą jak byle kurę ruszyła do samochodu.

Więcej go nie zobaczyłyśmy. Wyzdrowiał.

IMG_5019

*

– Wiesz, Bell, ale dlaczego wy na niego mówicie buszowy indyk? Przecież to nie jest indyk?- zapytałam.

– Yyyy, no wiesz, wszyscy mówią na nie tutaj buszowy indyk, a ja się nie znam na ptakach… to co to jest według ciebie?

– Nie znam tej nazwy po angielsku, ale my w Polsce też mieliśmy tego typu ptaki i to na pewno nie jest indyk! Australijskie indyki są szkaradne. Poczekasz? Zaraz sprawdzę go w książce. (…..). Australian bustard!

– Bastard??? Widzisz, to dlatego mówimy na niego indyk! Taki piękny ptak inaczej wszyscy by myśleli, że się go wyzywa😀

– Ejjj, a tak serio, jaka jest różnica między australian bustard a …. John Snow The Bastard?- ród Starków uniwersalnym punktem odniesienia do rzeczywstości.

– Nie oglądam „Gry  o tron”- odparła przytomnie Bell.- Chodzi Ci o „bladi bastard”- walnęła outbackowym akcentem.

– Jak to nie oglądasz „Gry o tron”????!!!- rzachnęła się Dani- Dlaczego?????

– Yyyyyy…. oglądam „Gossip Girl” i myślę, że to mi wystarczy z głupich seriali?

– O Boże!- jęknęła zdegustowana Dani.

– Wracając do bastardów- zmieniła temat Bell- nie wiem jaka jest różnica w wymowie. Pewnie akcent jest gdzie indziej. A ty co powiesz, Dani?- odgryzła się.

– Jestem z Australii- oświadczyła dumnie Daniella.- Australijski to nie jest angielski. Nie ucz się od nas Ania.

 drop1 drop zwyczajny, niegdys wystepujacy rowniez w Polsce  szeptynatury.blogspot.com

* polskie dropie wyginęły w 1986r, na skutek polowań i utraty siedlisk, bo to ptaki trawiastych, żyznych równin, czyli idealnych terenów pod pole zboża czy buraków. Dropie zwyczajne (czyli „europejskie”) można jeszcze wypatrzyć na Węgrzech, Ukrainie, w Hiszpanii i Turcji.

Drop_1

 najcięższy latający ptak świata! (samce ważą do 17 kg). żal, że już ich u nas nie ma!  www.michalak.biz.pl


One thought on “Drop Snow

  1. Pingback: Irak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s