Miodaczek cudaczek

Miodziojadek był ofiarą ludzkiego miłosierdzia. Jak większość podlotów trafiających do lecznic i schronsk cywilizowanego świata. Mały, puchaty, zagubiony pisklaczek podskakujący niezdarnie w krzakach przy chodniku. Rozdziawiający swój wiecznie głodny dzióbek z proszącym piskiem, na widok każdego, kto nie wygląda jak kot-morderca.

IMG_5095

Taki widok budzi w człowieku dr Dollitle. Uratuje ptaszka! Odkarmi i wypuści na wolność! Może nawet co roku wdzięczny będzie mu pukał na wiosnę w okienko!

Zamiast więc spojrzeć w górę, i wsadzić delikwenta do gniazda, albo pójść po rozum do głowy i przypomnieć sobie, że gdzieś kiedyś mówiono w telewizji, że część sów dorasta drzemiąc w mchach i paprociach, a drozdy i wrony opuszczają gniazdo zanim nauczą się porządnie latać- zabierają stworzenie do domu.

P1120306
Entuzjazm nieco maleje, gdy maluch, tak bezkrytycznie obdarzający rolą karmiciela całe otoczenie, gdy wegetował na ziemi, w domu zaczyna wybrzydzać, że kocia karma bee, a okruszki chleba też nie bardzo. Z punktu widzenia ptaszka jest to jak najbardziej logiczne- lepiej być niegrzecznym, niż dać się zabić albo otruć, ale w nowo obudzonym obrońcu przyrody budzi to frustrację. Ostatecznie część piskląt kapituluje i zjada to, co mu nowa mama pod dziób podkłada, po czym dostają biegunki, staje się osowiałe, apatyczne i tracą swój puchaty urok, spora część trafia do lecznic, lub ośrodków opieki nad dzikimi zwierzętami.

IMG_4888mewki białolice

W czasie naszego wolontariatu przez lecznicę przewinęło się kilka mewek białolicych – najpospolitszych ptaków w okolicy i jeden miodaczek. Jako, że maluchy trzeba karmić minimum co 2 godziny, a najlepiej tak często, jak są głodne (czyli bardzo często), od świtu do nocy, nie zostawały w szpitalu, tylko trafiały do rodziny zastępczej.Nie trzeba było robić specjalnej łapanki, dziewczyny lubią swoją pracę i zawsze był ktoś chętny, aby przygarnąć nowego głodomora. Takie podejście do sprawy, oprócz oczywistego problemu „kto nakarmi ćwirka o 6 rano, jeśli otwieramy o 8”, rozwiązuje też kwestię odpowiedzialności za regularne karmienie- każda ma swojego malucha i wie, kiedy i ile pożarł- zajęcie nie rozmywa się na 5 i tak wiecznie zaganianych i zajętych osób. W kulminującym momencie Red, Kerri i ja przyjeżdżałyśmy do pracy z klatkami i organizowałyśmy na zapleczu ptasi żłobek.

IMG_5101

Nasz miodaczek był już całkiem wyrośniętym stworzeniem i gdy robiliśmy mu w sypialni salę wolnych lotów potrafił przelecieć całe 1,5 metra. Oczywiście to nie są wystarczające kwalifikacje, by zacząć dorosłe życie na wolności. Był w pełni opierzony, delikatnymi, młodzieńczymi piórkami, jedynie lotki i sterówki potrzebowały więcej czasu, by osiągnąć pełną długość. Przez pierwsze kilka dni nad oczami sterczały mu resztki puchu- jak wielkie, krzaczaste brwi.

IMG_5092

Miał się nazywać Tweety, bo żółciótki był (Lichenostomus flavus- polskie łowniki nie mogą się zdecydować, czy to miodojad, czy miodaczek żółty) , ale został Miodziojadkiem, na cześć mojego ornitologicznego Mistrza, dla którego wszystko, co dobre, było „miodzio” (a nie zdarzało się to zbyt często, bo Mistrz, jak na mistrza przystało był perfekcjonistą, a moje pomaganie na obozach obrączkarskich w najlepszym razie „entuzjastyczne”).
Jeśli zastanawiasz się, tak jak ja kilka tygodni temu, czym karmi się miodojady, to w Kimberley Wildlife Rescue odpowiedź jest zawsze prosta- premiksem dla miodojadów. Mewki karmi się premiksem dla mewek, a papugi mieszanką dla papug. Świat może być prosty. W naturze miodojady spijają głównie nektar z kwiatów, i tak też można się bawić- wsadzając im do klatki świeżo ścięte, czerwone kwiaty lokalnych (występujących naturalnie, nie modnych w ogrodach) gatunków, ale wcale nie jest tak łatwo znaleźć ich odpowiednią ilość. Zwłaszcza, że większość roślin w buszu kwitnie dość niepozornie, nie tak, jak polskie forsycje.

red-gum-flower-macro-zeana-romanovnaeukaliptusów jest w Australii ponad 700 gatunków i część z nich kwitnie bardzo zjawiskowo; powyżej aukaliptus kamadulski w obiektywie Z. Romanovnej

Teraz można by zapytać, dlaczego kwiaty powinny być czerwone? To niepotrzebna dygresja, ale historia Miodziojadka jest krótka, a ewolucji kwiatów, ptaków i owadów piękna i długa. Żeby miodojad/koliber czy nektarnik (czyli ptaki zajmujące się pośrednio zapylaniem kwiatów) mógł się napić nektaru, kielich kwiatka musi być odpowiednio skonstruowany. Róże czy niezapominajki są dla nich bezużyteczne.

Rośliny oczywiście nie karmią zwierząt nektarem charytatywnie. Nektar jest wabikiem i zapłatą za zapylenie- zwykle w czasie słodkiej konsumpcji jedzący brudzi się pyłkiem- po czym leci na następny kwiatek i zapylenie gotowe, proces jest tym wydajniejszy, im bardziej selektywnie zwierzak wybiera tylko jeden gatunek żywiciela. Mistrzami w tej konkurencji są orchidee, czasami wyspecjalizowane do tego stopnia, że tylko jeden gatunek ćmy, czy muchy jest nimi zainteresowany- nie muszą więc marnować energii na wyprodukowanie tysięcy kwiatków licząc na zapylenie kilku- nawet pojedyncze kwiaty znajdą swoich amatorów. Storczyki są niesamowite!

red hot pokers sm copymiodaczki białouche, australijskie kwiatki i twórczość S. Morvella (żeśmy się nie postarali i nie mamy do tej notki ładnych zdjęć własnych, więc muszę nadrabiać zasobami google) www.stevemorvell.com

Wracając do tematu- setki tysięcy lat temu grupy roślin musiały zdecydować, czy chcą być zapylane przez ptaki, czy owady. Owady zwykle nie widzą koloru czerwonego, który z kolei bardzo rzuca się w oczy ptakom. Oczywiście wszystko w naturze ma swoje bardzo liczne wyjątki i ptaki nie karmią się tylko i wyłącznie z czerwonych kwiatków (choć w Australii wiele zapylanych przez ptaki eukalipusów ma właśnie czerwone kwiaty), a jeśli mamy w ogrodzie tylko czerwone róże i czerwone tulipany (raczej stworzone przez ludzi, a nie matkę naturę) to owady jakoś to przeboleją, ale ogólna zasada brzmi, że czerwone kwiaty współpracują z ptakami. Tak ostatnio wyczytałam w „Najwspanialszym widowisku świata” Dawkinsa, i wszystkim zainteresowanym bardzo tą książkę polecam. Nie wiem tylko, jak w tym wszystkim odnajdują się maki… muszą być kolejnym wyjątkiem.

BRD-28-MC0002-01Ppołudniowoamerykański koliber (www.kimballstock.com)

7-Green-Mango-Male-at-red-flower-_G0R0879Rancho-Naturalista-Costa-Rica-Novwww.savvyhousekeeping.com

Miodziojadek został z nami tydzień. Miał trzy apartamenty- sypialniany, służbowy i transportowy. Jeździł z nami do pracy rowerem, i na ten czas przekładaliśmy go do malutkiego kontenerka. Nie mogło mu być wygodnie, ale nie wydawał się być tymi przygodami straumatyzowany. Był z to nieustannie poranną gwiazdą ścieżki rowerowej. W domu i lecznicy miał większe klatki, w których mógł ćwiczyć swoje niewyrośnięte skrzydełka. Jadł OGROMNE ilości! Był jednak grzecznym dzieckiem. Zaczynał ćwierkać gdy robił się głodny, a po nakarmieniu strzykawką momentalnie cichł, zamykał oczka i oddawał się trawieniu. Po to, by za pół godziny znów zacząć poćwierkiwać. Tak zachowywał się, gdy byliśmy w innym pomieszczeniu. Gdy kręciliśmy się niedaleko, każde nasze podejście do klatki komentowane było proszącym piskiem i otwieraniem dzioba, bez względu na to, czy był głodny, czy nie. Nabieraliśmy więc więcej jedzenia, wkładaliśmy strzykawkę do klatki… i okazywało się, że kolega wcale nie jest głodny, ani zainteresowany, tylko sobie sprawdzał, czy o nim pamiętamy, albo, czy nie ogłuchliśmy.

IMG_5106

Rósł bardzo szybko. I bystry był. Nauczyłam go, na której gałązce ma siedzieć, bo tak mi najwygodniej go karmić…. i po kilku dniach zawsze zlatywał na „gałąź kuchenną” gdy podchodziłam do klatki z jedzeniem. Aż chciałoby się go bardziej oswoić, ale to w końcu dzikie zwierze!😀
A potem musieliśmy go oddać, bo jechaliśmy na wygnanie do Halls Creek 300 km dalej, szczepić i sterylizować zwierzaki z wioski, zamieszkanej głównie przez Aborygenów… i w załadowanym po dach samochodzie, oraz polowych warunkach „lecznicy” dla naszego pisklaka nie było miejsca. Trafił pod opiekę Kerri i widać nie robiło mu różnicy kto go karmi, bo dalej jadł zdrowo i rósł w siłę. Zaczął też dojeżdżać do kliniki samochodem, zaliczył więc pewien awans społeczny.
W Wielkanoc wypuszczono go na wolność!

IMG_5283

na koniec- jeżdżąc rowerem… można spotkać swojego księcia z bajki!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s