Ah! Wspaniałe amadyny wspaniałe!

Samiec amadyny wspaniałej wygląda tak, jakby pokolorowało go dziecko. Małe dziecko z fantazją i zamiłowaniem do najbardziej żarówiastych kredek z pudełka. Upchnęło na nim niemal wszystkie kolory tęczy. Obrysowło nawet krawędź dzioba. Jest malinoworóżowa.

tumblr_n3uxaq8y2p1tx9waao1_1280motibahat.tumblr.com

Efekt jest uderzający. Dosłownie. Kolory są tak nasycone, że ciężko uwierzyć własnym ocz. Miałam wrażenie, że coś wciąż mi umyka i nie jestem w stanie zarejestrować całości tego neonowego splendoru, bo takie zestawienia w naturze nie występują i moje czopki i pręciki z tą wizją nie potrafią sobie poradzić, albo mój mózg nie jest w stanie jej zaakceptować. Gdyby to była ultrakolorowa ryba, ślimak czy krewetka z rafy koralowej, albo reklama futurystycznego makijażu… może możnaby w to uwierzyć. Ale nie ptak! Nie w spłowiałym buszu!

P1120229
Amadyny wspaniałe z sukcesem mogą startować w konkursie na najbardziej kolorowego ptaka świata, zwłaszcza, jeśli stworzymy dla nich kategorię „pozapapugową”. Amadyny należą do rodziny astryldów, blisko spokrewnione z mewkami, zeberkami i całą resztą drobnych ziarnojadów buszujących w trawach i krzakach Australii i ćwierkających w klatkach na całym świecie. Główna różnica polega na tym, że jako najbardziej widowiskowi przedstawiciele rodzaju, dziś stoją na skraju wyginięcia i wypatrzenie ich w naturze graniczy z cudem.

P1120220

Zanim populacja została przetrzebiona przez masowe odławianie ptaków, by nasycić popyt hodowców, pseudohodowców, fanów i snobów całego świata, nad buszem śmigały całe stada amadyn. Tysiące. To musiał być niesamowity widok. Niestety niekontrolowana łapanki drastycznie zmniejszyły liczbę ptaków. W 1992 zabroniono chwytania i handlowania dzikimi ptakami. W tym czasie w klatkach na całym świecie żyło łącznie ok 100 000 amadyn, na wolności 2,5 tys. Sądzono, że nie dręczone kłusownikami ptaki znów staną się pospolitą ozdobą buszu. Ku ogólnemu zaskoczeniu, liczebność ptaków wciąż spadała.

gouldian_finchesodmiany barwne powstałe na skutek pracy hodowlanej motibahat.tumblr.com

Problem okazał się być znacznie bardziej złożony, jak często w naturze bywa. Amadyny musiały sobie radzić nie tylko z presją ludzi, ale i zmianami środowiska, powodowanymi głównie przez coraz intensywniejsze pożary, niszczącymi ich miejsca lęgowe. Badania biologów, by poznać zwyczaje i potrzeby amadyn, oraz zaplanowany na ich podstawie program aktywnej ochrony ptaków daje pewne nadzieje, sytuacja jest jednak bardzo poważna.
Amadyny wspaniałe można spotkać w Kimberley i jadąc do Kununurry marzyło mi się, że może jakimś cudem i wielkim szczęściem uda mi się je zobaczyć. Na miejscu okazało się, że faktycznie tylko cud mógłby mi pomóc. Tak przynajmniej, przy jednej z naszych wieczornych rozmów przy kawie oświadczył mi Richard, jako pracownik Departamentu Ochrony Przyrody dobrze zorientowany w liczebności fauny okolicy. Kilka dni później okazało się jednak, że cudem, którego potrzebuję jest Richard i jego znajomości. Nina, szwedzka biolog prowadząca badania nad amadynami wspaniałymi uznała bowiem, że skoro interesuję się ptakami i chciałabym je zobaczyć, nie widzi żadnych powodów, dla których nie miałabym pojechać z nią w teren i pomóc w obrączkowaniu ptaków!!!!
Jak ja się cieszyłam!!!!! I jaką jestem szczęściarą!!!

P1120270
Obrączkowanie amadyn wspaniałych w Australii!!! Brzmiało naprawdę wspaniale!!! Szczególnie dla mnie, od jakiś 6 lat tęskniącej śmiertelnie za polskimi obozami ornitologicznymi.
Pojechaliśmy Złotą do Wyndham, gdzie znajdują się kwatery zoologów i największa grupa dzikich amadyn na swiecie. Zintegrowaliśmy się z zespołem pracowników naukowych, grając cały wieczór w coś pokrewnego „jungle speed”😀 Poszliśmy spać…. i zanim zdąrzyłam zasnąć, musiłam wstawać. Można by tu zbudować mit biologa-pasjonata, który w ciemną noc zrywa się z łóżka, by jeszcze na długo przed wschodem słońca dotrzeć pod drzewo na którym gnieździ się cudowny obiekt jego obserwacji i promieniejąc świeżością i radością biegnie przez busz z lornetką w ręku, niczym Mitch przez plaże Kaliforni…. Ale nie. Po niemal bezsennej nocy spędzonej na poceniu się i słuchaniu skrzypienia starych wiatraków, o 4 rano, wszyscy byli w trybie „zombie”. Spakowaliśmy w milczeniu drabinę, siatkę, linijki, suwmiarki i inne ornitologiczne gadżety i potępieńczo ruszyliśmy pod ptasią budkę.

IMG_50324.45 zaczynamy czekanie… i ten sam widok przez następne 4 godziny

Plan zakładał zaobrączkowanie dzieci i rodziców, oraz pobranie krwi od całej rodziny w celu określenia jak bliskie łączy ich pokrewieństwo.
Dotarliśmy do budki. Rozdzieliliśmy się. Każdy zajął swoje, „najbardziej kamieniste z możliwych” miejsce, i usiadł w wysokiej trawie. Nina i Kate kilka metrów od budki, fotografowie i turyści (w ilości 4) nieco dalej. Gdy już któryś z rodziców wejdzie do domu, i w ogłuszającym wrzasku zacznie karmić pisklęta zadaniem Kate było zablokowanie wejścia do budki siatką, a Niny- podbiegnięcie z drabiną do drzewa, wspięcie się na górę i zapakowanie wszystkich ptaków do woreczka. My siedzieliśmy dalej, by nie straszyć rodziców.

IMG_50351Nina w akcji

Wlepiłam wzrok w ptasią budkę! Już nie chciało mi się spać. Czekałam! Podekscytowana… jak rzadko. Już niedługo! Wspaniałe amadyny wspaniałe!

Czekaliśmy.

I czekaliśmy
Zdrętwieliśmy.
Poprawiliśmy kamienie pod tyłkami.
Czekaliśmy.
W koronie pobliskiego drzewa skrzeczała jakaś wyjątkowo szpetna manorina.
Wzeszło słońce.
Momentalnie zrobiło się gorąco.
Czekaliśmy i ociekaliśmy potem.
Zachciało mi się spać.
Czekałam i zasypiałam. Walczyłam.
Już miałam zamiar się poddać…. była 7.30 i od 4.40 nic, NIC się nie wydarzyło. Dobrze, że nie zostałam biologiem, bo cierpliwość zdecydowanie nie jest moją cnotą. I wtedy, na drzewie kilka metrów od budki pojawiło się coś… błyskotliwego. I nietypowego. Spojrzałam przez obdrapaną lornetkę Huberta i… to był ON! Samczyk! Najpiękniejszy, jakiego w życiu widziałam!!! (widziałam kilka w ogrodach zoologicznych :P).

P1120223
Miał czarny łebek. Jeśli superkolorowe upierzenie amadyn to za mało, ptaki występują w 3 odmianach barwnych. Mogą mieć czarną, czerwoną lub żółtopomarańczową twarz. Ok 70-80% ptaków ma czarną głowę, reszta to odmiana czerwona, a ptaki z żółtopomarańczowymi piórami to ułamek procenta populacji. Kilka lat temu ornitolodzy z Kimberley przeprowadzali eksperyment, sprawdzający presję drapieżników na poszczególne odmiany ptaków. Nad brzegiem wodopoju ustwiano „bałwanki” pomalowane jak czarne i czerwone amadyny. Kanie i inne ptaki drapieżne przypuszczały zdecydowanie większą liczbę ataków na czerwono-lice kukiełki.

images3 odmiany barwne

W tle kręciła się samiczka. Nie była tak ekstrawagancko kolorowa, lecz upierzona w elegnckie, stonowane pastele. Pudrowy róż, cytrynowa żółć, pistacjowa zieleń. Co ciekawe ona należała do odmiany czerwonej. Według Niny ptaki zwykle preferują partnerów w tym samym kolorze, i w parach mieszanych zdrady zdarzają się jeszcze częściej.

IMG_5057
Ptaki były niewiarygodnie ostrożne. Kręciły się wokół budki przez całe wieki. Przyglądając się nam- zamarłym w bezruchu i zdrętwiałym do granic, okolicy, budce, niebu, chmurom i wszystkim potencjalnym zagrożeniom. Ostatecznie samczyk zdecydował się wlecieć do tunelu.
Dziewczyny rzuciły się z siatkami i drabinami do drzewa.
….. i przestraszone ptaki odleciały.
Wróciliśmy do czekania.
Rodzice wrócili po godzinie i tym razem przymierzanie się do wejścia zajęło im jeszcze więcej czasu. Dało nam jednak dobrą okazję, aby ponapawać się pięknem ptaków.
Tym razem do budki weszła samiczka. I udało się ją schwytać.
Połowa sukcesu.
Czekaliśmy na samca.
Czas mijał. Słońce paliło. Pot płynął po plecach. Kamienie uwierały… przez jakiś czas torbę na aparat zwiedzała mała jaszczurka. Samczyka nie było widać. Ostatecznie skapitulowałam i zasnęłam.

IMG_5041
Przespałam kolejne zjawienie się samca, jego grymaszenie i dywagacje, czy ryzykować wejście do budki, i podłą interwencję kani czarnej, która przestraszyła go, gdy już niemal podjął decyzje, że zaryzykuje i nakarmi pisklęta. Przestraszony przez drapieżnika uciekł, a Nina uznała, że pisklaki są głodne już zbyt długo i nie powinniśmy więcej czekać.
Zabraliśmy się za obrączkowanie tego, co mamy.

P1120271
Wszystkie ptaki dostały metalową i kolorowe obrączki. Metalowe obrączki zawsze są oznaczone serią i długim numerem- pozwalając na pewną identyfikację raz złapanego ptaka. Wadą jest to, że aby ją odczytać, trzeba zwierzaka złapać (pomijając łabędzie i inne wielkie ptaki, które dostają proporcjonalnie większe obrączki). Kolorowe obrączki są mniej trwałe, i czasami się gubią, pozwalają jednak zidentyfikować ptaka z daleka. Umożliwiają na stworzenie wielu kombinacji, i później, za rok, obserwując w buszu samczyka „srebrna/niebieska i różowa zielona” wiemy, że pochodził z gniazda „srebrne/niebieskie”, kto był jego ojcem, kto matką, jak daleko odleciał od domu, z kim się spotyka (o ile też została zaobrączkowana), czy i jakie łączy ich pokrewieństwo, ile ma lat, ile z jego rodzeństwa przeżyło (lub zostało wypatrzone w okolicy)…. wiele, wiele informacji. Obrączki są lekkie, rozmiar dopasowany do łapki i dobrze założone nie powodujążadnego uszczerbku na zdrowiu i sprawności ptaka.

IMG_5061amadyny składają zwykle 6 jaj (3-7); w sprzyjających warunkach mogą wyprowadzić dwa lęgi w roku

Rodzicielstwo bada się za pomocą sprawdzenia DNA dzieci i rodziców. Krew pobiera się z żyły skrzydłowej, za pomocą kapilary. Do testu wystarczy mniej więcej kropla krwi.
Wiele drobnych ptaków podchodzi do związków dość pragmatycznie. Panie (ptasie panie) słusznie (acz niemoralnie) zakładają, że najlepszy partner wcale nie musi być najlepszym ciachem w okolicy… Zwykle zresztą te dwie cnoty się wykluczają. Według ptasiej filozofii, partner może być mierny, byle był wierny…. i pracowity. Ale już ojciec pisklaków powinien być najlepszym towarem w buszu! Oczywiście najlepszy towar w buszu zwykle jest równocześnie raczej słabym partnerem, bo co kobiecie po facecie, który zamiast karmić dzieci lata po sąsiadkach. Życie ptaków jest fascynujące i fakt, że wspólnie wychowują młode, wcale nie znaczy, że to faktycznie ich młode (a przynajmniej nie jest to pewne dla samca). W przypadku amadyn zwykle 1/3 lęgu jest z nieprawego łoża.

P1120275kolorowe zajady pomagają rodzicom trafić w dziób dzieciaka w ciemności dziupli

Po obfotografowaniu pisklęta wróciły do gniazda, a matka na wolność.
Tydzień później Nina przyjechała pod gniazdo złapać, tym razem z sukcesem, nieszczęsnego samczka. Zwykle budki odwiedzane są 4 razy podczas jednego lęgu. By sprawdzić, które zostały zajęte, i gdzie złożono jaja, by potwierdzić, że młode się wykluły, by je zaobrączkować, oraz ostatecznie- sprawdzić, czy i ile z nic hopuściło gniazdo. Częstsze obserwacje pod budkami nie są prowadzone, aby niepotrzebnie nie straszyć ptaków.

P1120253
Taki sposób obrączkowania ptaków może rodzić pytanie, czy zestresowani rodzice nie porzucą młodych. Nie porzucą. Ptaki, to nie ssaki i w większości mają słabo rozwinięty węch- więc obcy zapach na pisklętach z reguły ich nie obchodzi, a wysiłek włożony w odchowanie dzieci wydaje się być zbyt duży, by niweczyć wszystko przez jedną, przykrą przygodę. Oczywiście nikt nie wie, co się dzieje w ptasiej głowie i jak one widzą to przymusowe obdarowanie biżuterią, ale obrączkowanie ptaków w gniazdach jest szeroko stosowaną praktyką na całym świecie i przynosi więcej zysków, niż strat. Oczywiście nie znaczy to, że można bezkarnie grzebać w ptasich gniazdach. To, że wiele polskich ptaków drapieżnych obrączkowanych jest, gdy są jeszcze nielotnymi bałwankami, nie zmienia faktu, że wokół większości gniazd wyznaczona jest strefa ochronna i nikt nieuprawniony nie powinien tam podchodzić. W przypadku ptaków śpiewających najbardziej ryzykowne jest, że podchodzący do gniazda człowiek może zdradzić jego położenie sroce albo wronie, która już po zaobrączkowaniu maluchów przyleci tu na obiad i zeżre cały przychówek. Tak więc ornitolog, powodujący jednorazowy stres, i obrączkujący pisklęta raczej nie spowoduje porzucenia/straty lęgu, ale już „ciekawski” podglądacz niepokojący ptaki i kręcący się wciąż przy gnieździe jak najbardziej.

P1120279

Kolejną ciekawą sprawą jest australisjka strategia ochrony przyrody przez wzniecanie pożarów. Brzmi absurdalnie. Kontrolowane pożary pomagają nie tylko amadynom, potrzebującym do życia starych drzew z głębokimi dziuplami, gdzie budują gniazda (albo budek z tunelem przypominającym im długą drogę do domu w pniu baobabu), ale i wszystkim drobnym ssakom i większym gadom. Pożary są naturalnym zjawiskiem w buszu. Nawet jeśli nie wznieci ich człowiek, spowoduje je piorun. Rzecz w tym, że ogień ogniowi nie równy. Naturalne pożary pustoszące busz w poże suchej są szybkie i niesamowicie gorące. Wyobraźcie sobie suchą jak wiór trawę wysoką na 3 metry, wyschnięte krzaki i temperaturę +40. Taki ogień strawi wszystko. Wielkie drzewa i niskie krzewy, dające schronienie i miejsce na gniazda ptakom i setki zwierząt, które nie zdąrzą uciec. Pożary wzniecane pod koniec pory deszczowej są powolne, wciąż zielona trawa bardziej się tli niż płonie. Dlatego też co roku Departament Ochrony Przyrody stara się w newralgicznych obszarach tworzyć mozaikę wypalonych i nietkniętych terenów, co w porze suchej:
– zmniejszy ryzyko powstawania pożarów,
– ograniczy szybkość ich rozprzestrzeniania
– da zwierzętom większą szansę na skuteczną ucieczkę

P1120191
Według wyników liczenia, łapania i obserwacji ptaków, ssaków i gadów ta strategia działa, choć pewnie nie bez znaczenia są podejmowane od niedawna próby kontroli liczebności zdziczałego bydła, zdziczałych wielbłądów, zdziczałych koni, kóz i bawołów… które również mają ogromny udział w niszczeniu delikatnego środowiska Australii.
Jak w takim razie przyroda radziła sobie z pożarami przed przybyciem do Oz białych ludzi? Z pomocą czarnych ludzi. Aborygeni od tysięcy lat przeprowadzali kontrolowane wypalanie traw by chronić siebie, oraz pozyskiwać lepsze tereny łowieckie- na popiołach szybko wyrasta młoda, zielona trawka, która wabi kangury… i obiad gotowy. Dopiero 200 lat temu, gdy do Australii zawinęli Anglicy, z alkoholem, rasizmem, prawem własności ziemi i wszelkimi strategiami gospodarczymi aborygeńskie tradycje odeszły w zapomnienie. Obecnie są praktykowane na terenie Parku Narodowego Kakadu i niektórych obszarach oddanych pod władzę „tradycyjnych właścicieli ziemskich”. Aborygeni z okolic Kununurry mają to szczęście, lub nieszczęście, że na ich tradycyjnych terenach znajduje się kopalnia słynnych różowych diamentów i regularnie dostają pieniądze za udospępnianie im terenu (czy tam dzierżawę, albo procent od dochodu…). W skrócie dostają grube pieniądze za nic. Dlatego też kununurrscy Aborygeni w ogromnej mierze zajmują się alkoholizowaniem na trawnikach, i tłuczeniem butelek. Wypalaniem traw zajmuje się Departament Ochrony Środowiska.

P1120255

Obecnie liczebność dzikich ptaków szacowana jest na ok 2 tys osobników, najłatwiej zobaczyć je koło Wyndham- niewielkego portu 100 km na północ od Kununurry. Amadyny wspaniałe raczej nie wyginą w ciągu najbliższych lat- wciąż tysiące ptaków żyje w klatkach na całym świecie. Mogą za to zniknąć z australijskiego krajobrazu.


2 thoughts on “Ah! Wspaniałe amadyny wspaniałe!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s