Kimberley off road odc2

O Kimberley można przeczytać bardzo wiele dobrego.
Kraina baobabów. Ziemia małych smoków. Raj ornitologów. Ostatnia ostoja małych torbaczy. Najdzikszy obszar kontynentu. Kolebka aborygeńskiej sztuki naskalnej. Ląd najbardziej spektakularnej linii brzegowej. Zizemia diamentów. Ostatecznie- najprawdziwsza Australia. I najpiękniejsza Australia.

kimberley-map
Jadąc na staż do Kununurry nie mieliśmy o tym bladego pojęcia. Nie z lenistwa- tym razem moja ignorancja była zagraniem strategicznym. Znalezienie lecznicy chętnej do złamania nowych zasad ubezpieczeniowych i przyjęcia dwóch zamorskich weterynarzy kosztowało mnie sporo wysiłku, a przekonanie Tomka, że zrobię staż razem z nim, albo sama, bez względu na jego demotywujące marudzenie jeszcze więcej. Nie chciałam więc psuć sobie czekania na wolontariat świadomością, że chwilowy powrót do weterynarii okupię gniciem w jakiejś dziurze, gdzie much jest 150 tysięcy razy więcej niż mieszkańców, a dookoła równina płaska jak stół, po horyzont i dalej. Są w australijskim outbacku miejsca, stworzone by nakręcić „Lśnienie 2”.

P1110502i tak kilkaset kilometrów…

Kimberley jednak do nich nie należy. Moim zdaniem spokojnie może liczyć na miejsce w pierwszej trójce najpiękniejszych regionów Australii- nawet jeśli pomysł wybierania najpiękniejszych miejsc na tak zróżnicowanym kontynencie  jest z założenia krzywdzący.

IMG_5130
Wspaniale się stało, że mieliśmy staż właśnie tutaj, i właśnie w kwietniu. Czas, jak się okazuje jest bardzo ważny w zwiedzaniu północnej części kraju. W porze deszczowej nigdzie nie można wjechać, bo wszędzie tylko rzeki, bagna, rozlewiska i krokodyle. W porze suchej nigdzie nie warto jechać, bo wszędzie pożary, a wszystkie rzeki, wąwozy i jeziorka wysychają, albo zamieniają się w mętne kałuże. Do tego mieszkaliśmy u Richarda, więc w każdy weekend jechaliśmy na wycieczkę w najciekawsze miejsca okolicy, wieczorami wysłuchiwaliśmy wykładów na temat kimbelyeowych gadów i płazów, a gdyby tego było nam mało- mieliśmy do dyspozycji cały regał książek o ptakach i ssakach Australii oraz sztuce naskalnej Aborygenów i tajemniczego plemienia, które wymalowało tutejsze skały w prześliczne obrazki zwane dziś Bradshaw figure.

20A72D87F1C0BEFA9C8BC863283F4EA4

psychodeliczne Wandjina, czyli duchy/bóstwa/istoty deszczu. Wandjiny zawsze są pozbawione ust- inaczej zatopiły by świat. Tradycyjnie Aborygeniu uważali, że wizerunki naskalne „są częścią skały”, a ich obowiązkiem jest jedynie ich odświeżanie (ewentualnie malwanie oczu na czarno węglem- by sprowadzić deszcz), nie łączyli jednak istnienia rysunków z twórczością ich przodków (co zmieniło się w ciągu ostatnich klikunastu lat- na skutek rosnącego zainteresowania archeologów naskalną sztuką)

www.kimberleyfoundation.org.au

abdream5australianstamp.com

dancingfiguresBradshaw figures mocno namieszały w australijskiej archeologii. Początkowo, powszechnie uznano, że nie są one związane z artystyczną działalnością Aborygenów. Reprezentują całkiem inny styl i poziom umiejętności- są malutkie, zgrabne, dynamiczne i szczegółowe- pdczas gdy aborygeńskie dzieła nawet jeśli fascynujące, zwykle przedstawiają grubociosane klocki. Metody określania wieku rysunków budzi wiele wątpliwości, ale uważa się, że są dużo starsze niż najstarsze Wandjiny. Sami Abrygeni określali je w przeszłości jako Gwion Gwion, i uważali, że są dziełem jaskiniowego ptaka, który złamał sobie skrzydło i narysował je własną krwią. Aborygeni nigdy więc nie odświeżali tych wizerunków (w przeciwieństwie do swoich wandjin, dingo czy dziobaków). Całkiem niedawno jednak pewne plemię uznało ja za swój totem, tradycję, spóściznę i oficjalnie oświadczyli, że to ich dzieło. Aborygeni mają dość elastyczne poczucie czasu i tradycji i np. w Kakadu Natinal Park upierają się, by nie regulować populacji zdziczałych koni, ponieważ to zwierzęta tradycyjnie wykorzystywane przez ich przodków. Problem oczywiście w tym, że ta tradycja nie sięga dalej niż 250 lat wstecz, a tabuny koni stanowią sporą konkurencję dla tradycyjnych kangurów i jamrajów. Wracając do Gwion Gwion- archeolodzy wysnuli kilka fascynujących teorii, jakby rysunki mogły być dziełem Homo floresiensis, czyli „Hobbita” z wysp Indonezji, który 40 tys lat temu mógł dotrzeć do Australii, albo zostały stworzone przez inne, bardziej zaawansowane technicznie i artystycznie aborygeńskie plemię, które później wyginęło w tajemniczych okolicznościach.

australianstamp.com

Bradshaw_rock_paintingsFigury Bradshaw’a pozostają zagadką czekającą na wyjaśnienie! en.wikipedia.org

Przejście przez Andy’s Chasm opisywałam już w jednym z poprzednich odcinków. Oczywiście każdy, kto tam był powinien twierdzić, że to najpiękniejsze miejsce na świecie, a przynajmniej w Kimberley. Wszyscy mieszkańcy są z niego przeogromnie dumni i jeśli już kopnął nas zaszczyt pojechania tam z nimi nie powinniśmy później grymasić, że w Karagini National Park jest ładniej. Jest podobnie pięknie…. i dla mnie podobnie klaustrofobicznie. Andy’s Chasm jest więc bezapelacyjną gwiazdą i skarbem okolicy, ale mi bardzo, bardzo podobało się na wyjeździe do Harris Hole! Niekoniecznie bardziej, ale porównywalnie.

P1110980

P1050378
Przestrzeń! Można sobie popływać w basenie tuż nad progiem wodospadu, i krętymi, wąskimi rzekami pomiędzy skałami (ale nie wysokimi na kilkadziesiąt przytłaczających metrów). Trochę trzeba się powspinać, ale bez „ekscytującego” poczucia, że jak coś zrobimy źle to połamiemy sobie  wnajlepszym wypadku obie nogi w 5 miejscach (dla takiego tchórza jak ja, ten argument ma znaczenie).

P1110990
Gdy pochwaliliśmy się w lecznicy, że jedziemy w weekend do Harris Hole wszyscy zgodnie oświadczyli, że to niemożliwe. Poziom wody w rzekach jest za wysoki- nigdzie jeszcze nie dojedziemy. Donieśliśmy o tej istotnej opinii Richardowi. Richard oświadczył, że organizatorem wyjazdu jest Reachel i ona twierdzi, że jej koleżanka już tam w tym roku była. Reachel jest angielską policjantką na emigacji przygodowo-zarobkowej, więc przesłuchiwać ludzi potrafi.
W sobotę o 6 rano spotkaliśmy się przy wielkim baobabie i ruszyliśmy. 2 samochody i 2 crossy-ojciec z 7 letnim synem, na męskiej wyprawie bez mamy.
Droga była długa. I piękna.

IMG_4990

IMG_4987
Pierwsza rzeka była zaskakująco głęboka. Druga- nie lepsza. Przejazd trzeciej zajął nam godzinę, w tym wymagał przycięcia piłą łańcuchową jakiś zwalonych pni drzew. Nigdy wcześniej nie jechałam prawdziwym off roadem! Było super!

IMG_4996

IMG_4995
Jakieś 3 km przed metą minęliśmy siedzącego na brzegu rzeki Olliego- 7 letnie bush-dziecko. Ollie ryczał. Motor leżał tuż obok. „Wywalił się?” zapytałam troskliwie Mike- ojca. „Nieeee, utopił motor tylko… ja nie wiem co ten dzieciak sobie myślał, ale wymyślił, że przejedzie przez rzekę”. „Na pewno wszystko z nim w porzadku?”- jakoś wyjątkowo włączył mi się tryb opieki nad dziećmi. „Taaaak, spoko, po prostu ma złamane serce”- wyjaśnił Mike, zapakował nam syna do samochodu i pojechał dalej.

IMG_4988Ollie, lat 7

Dojechaliśmy. Ollie na widok wodospadu zapomniał o swojej crossowej porażce i pognał skakać z drzew do wody.

P1050427dziecko buszu

Mike nie było.
Po obfotografowaniu się we wszelkich możliwych pozach i konfiguracjach ze znajomymi na tle wodospadu Reachel zaczęła się martwić. Może coś się stało. Nie ma go już jakieś pół godziny, a jechał ciągle z nami. Postanowiła zobaczyć co się dzieje! Dobra policjantka.
Po 20 minutach wróciła, prosząc Richarda o piłę łańcuchową. Oparacja zakończyła się sukcesem- Reachel odnalazła Mike, który…. utopił swój motor w rzece, bo „nie wiedział co sobie myślał, ale wymyślił, że przejedzie”, po czym zawracając do wodospadu zakopała się w nadrzecznym bagnie.
Gdy już wszyscy ostatecznie wrócili na miejsce, a Richard wypłakał, że na pewno stępiono mu piłę (stara outbackowa mądrość ludowa głosi „nigdy nie pożyczaj sąsiadowi piły łańcuchowej ani żony- obie zawsze wracają spieprzone”), poszliśmy wspinać się ponad wodospad. Mam wrażenie, że Australijczycy mają odmienne podejście do wodospadów. Mi zawsze wydawało się, że wodospad to jest coś, co się podziwia i fotografuje. Tu-wodospad to jest coś, pod co można podejść i koniecznie zobaczyć go z góry. Zero szacunku- wszyscy widząc wodospad myślą chyba w pierwszej kolejności, żeby pod niego podejść.
Wdrapaliśmy się więc na górę… i było przepięknie.

 P1110967

P1120067

P1120013

 P1120015

P1120032

P1120041

P1120051

P1120057

Następnego dnia Richard dzwonił do Reachel zapytać, jak sobie radzi po obdrapaniu swojego nowiutkiego samochodu i wyłamaniu z jego boku progu i kilku innych nieistotnych elementów. Reachel po powrocie w pierwszej kolejności zadzwoniła do swojej koleżanki, zapytać, jakim cudem udało im się dojechać do Harris Hole kilka tygodni wcześniej i bez masakrowania samochodów. Koleżanka zdziwiona odpowiedziała, że nie była w tym roku w Harris Hole. Myślała, że Reachel pyta ją, czy była tam w ogóle, bo przecież wszyscy wiedzą, że na początku kwietnia nie można się tam dostać! 😀

P1120085

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s