Tak się pracuje w Indonezji! :D

P1130922

Jak już kilkakrotnie pisałam, w indonezyjską pracę wpisane jest czekanie. Jeśli nie jesteśmy zrobić czegoś samodzielnie- na pomoc trzeba czekać. Jeśli potrzebujemy do tego narzędzi- najpierw trzeba czekać na kogoś kto owymi narzędziami zarządza, następnie na kogoś, kto rzeczone narzędzia potrafi znaleźć, ostatecznie zaś, na narzędzia same w sobie. Jeśli nie daj boże trzeba te narzędzia zmodyfikować- trzeba czekać po trzykroć dłużej. Jeśli trzeba coś zamówić…. lepiej zapomnieć.
Jeśli prosimy kogoś, żeby coś dla nas zrobił…. Łuuuu… Panie….
– Trzeba zmienić tą klatkę dla jaguarów, tu.. i tu… musi być wstawiona drobniejsza siatka, albo dodatkowe pręty (kilka m2 siatki… niedużo).
– Łuuuu… huuuu….. tak….. jakby….. nie da sie.
– Jak to nie da się?????
– Nie da się.
– Przyspawać się nie da?!
– Nie da się… bo nie ma drobnej siatki.
– Możemy zamówić.
– Mmmmmm…… hhhhhhhmmmmm…. jak ostatnio zamówiliśmy, to przyszła po 3 tygodniach.
– Aha… A co macie? Mogą być dodatkowe pręty… może być nawet taka plastikowa ściana tymczasowo.
– Mamy dodatkowe pręty.
– To na kiedy może być zrobione?
– Na sobotę.
– O! Super!- super zaskoczona (był piątek)- Dziękuję!
– Na następną sobotę.
– Przecież to tylko kilka prętów!
– Na sobotę… może na środę. Tak. Na środę.
– Ok! Dziękuję! Na środę!
Czas wykonania- 12 dni, po 3 interwencjach „szefa szefów”.
IMG_6508
a jaguarzątka czekają na lepszą klatkę…

Zwykle mamy dużo spraw do załatwienia i zamówienia. Co trwa. Potrzebujemy też tłumacza, więc wszystkie dyskusje nad logistyczno-organizacyjnymi niemożliwościami pracowników na Jawie staje się proporcjonalnie dłuższe (tu mam wrażenie że na jedno zdanie po angielsku przypada 45 po indonezyjsku).
Tematem tygodnia było posprzątanie laboratorium. W ciągu ostatniego miesiąca pomagaliśmy w leczeniu zwierząt głównie w stanie krytycznym (ponieważ wcześniej opiekunowie zwykle nie uznają za stosowne informować weterynarzy, bądź weterynarze uznają za stosowne czekać i zobaczyć co się stanie). Zbrojni w, przynajmniej teoretycznie, moc sprawczą, postanowiliśmy w pierwszej kolejności rozkrzewić w Batu Secret światowej sławy wynalazek pt „profilaktyka”. Na szczepionki na razie nie mamy co liczyć, zaczęliśmy więc bawić się klockami. To co znaleźliśmy jest tematem na odrębny post, albo ilustrowaną encyklopedię pasożytów wewnętrznych strefy tropikalnej. To zaś co w pierwszej kolejności zmroziło mi krew w żyłach, to stan laboratorium.
CIMG1726
włosogłówka, dawca- wielbłąd

Osobne, przestronne pomieszczenie. Dwa mikroskopy. Jeden zepsuty. Okazało się, że gdy odmoczyć, zmyć i zdrapać gówno, naskórki, resztki barwników i kurz impregnowany olejkiem immersyjnym z okularu i obiektywów- to działa całkiem dobrze. Ściany, meble i kafelki- pierwotnie białe. Pierwotnie. Zlew również. Blaty.. gdzieś pod warstwą zaschniętych cieczy, wydzielin, tkanek, sosów i resztek lunchy… drewniane, szklane i metalowe. Lodówka pękająca w szwach od ton gówna sprzed wieków. A w każdym kącie, na każdej szafce, stole czy półce- próbki. Rozmazy, odchody w woreczkach, pasożyty w pudełeczkach, parujące wolniutko próbki moczu i zużyte szkiełka wszelkiego rodzaju.
To było miejsce, w którym można było złapać glistnicę omiatając podłogę samym spojrzeniem.
Pierwszego dnia wyszorowaliśmy i zdezynfekowaliśmy wszystkie stoły, półki, krzesła, i sprzęt, który będziemy używać. Wieloletnia kolekcja próbek moczu i zapomnianych flotacji spłynęły zlewem w świat- pewnie do pobliskiej rzeczki uwielbianej przez dzieciaki, albo na pole ryżu.
Z pełną świadomością, że chłopaczek zatrudniony na stanowisku mop operator nie poradzi sobie z trudnością zadania, kazaliśmy mu umyć podłogę. Chłopak naprawdę pracuje tylko i wyłącznie jako sprzątacz budynku weterynaryjno-żywieniowego. Nigdy nie widziałam go myjącego okna, ścierającego kurz, albo sprzątającego chirurgię, zakładam więc, że zakres jego obowiązków kończy się i zaczyna na zwilżaniu mopem podłóg dwóch korytarzy. Nie przemęcza się.
Tamtego dnia najwyraźniej był jednak wyjątkowo zapracowany, oświadczył więc, że zmyje podłogę jutro.
Kolejnego dnia omiótł żółto-szare, lepiące się kafelki mopem i dumny z siebie oczekiwał podziękowań. Nieludzki Marchewka wskazał mu paluchem kilka co większych plam na podłodze i kazał je umyć. Chłopiec (lat na oko 20parę) westchnął potępieńczo i po godzinie dezercji wrócił dźwigając pojemniczek z podchlorynem. Rozlał go na podłodze i przez pół godziny wpatrywał się biernie w ciecz, pozwalając jej „działać”. Po czym demonstracyjnie pogłaskał plamy na podłodze gąbeczką i uznał, że są niezmywalne. Poszedł na lunch i nie wrócił.
Marchewka wziął do ręki szczotę i wśród obleśnie żółtych płytek spod zlewu wyszorował białą plamę. Niemożliwe stało się możliwym.
Kolejnego dnia pokazaliśmy chłopakowi cud dokonany przez „Perfekcyjną Marchewkę Domu” i wytłumaczyliśmy, że oczekujemy takiego efektu na całej powierzchni gabinetu.
Sprzątacz jęknął i zaczął nas unikać.
A my standardowo zaczęliśmy marudzić dr Priście.
Dr Prista, trzeba to napisać, w ciągu ostatniego tygodnia przeszła piorunującą metamorfozę i stała się naszym najlepszym pomocnikiem w załatwianiu „wszystkiego”. Tym razem problem był widać poważny, bo po kilku godzinach pertraktacji, nieco zalękniona oświadczyła Tomaszowi (w obliczu Marchewki wszyscy stają się tu lękliwi), że ekipa opiekunów izolatki (5 ludzi zajmujących się głównie jedzeniem lunchu i plotkami) może posprzątać laboratorium, ale dopiero za 3 dni. Czy możemy tyle poczekać?
Tu widać każdy pracownik musi dojrzeć do pracy, jeśli już jest nieunikniona.
Ilu ludzi potrzeba, żeby umyć 12m2 podłogi????
W Indonezji 5.
P1130922
Przypatrzmy się jeszcze raz temu zdjęciu. Tak naprawdę nie jest pozowane 🙂 Chłopaki robią szum i pozują… Rudi chowa mi się w kącie, bo nieśmiały… a pod ścianą, za ich plecami Hana szoruje podłogę 🙂
Oświadczyli nam, że sprzątanie zajmie im dwa dni… ale ładnie umyli podłogę, więc jesteśmy im bardzo wdzięczni i doceniamy ich niecodzienny wysiłek.
P1130923
Żeby nikt nie pomyślał, że tylko sprzątanie należy w Indonezji do zajęć wymagających zgranego, wykwalifikowanego zespołu pracowników:
Ile osób potrzeba, żeby ogolić lamę:
IMG_6197
5. Tomek strzyże, Anga trzyma, Fendi też trzyma, X nadzoruje trzymanie, Y nadzoruje strzyżenie.
Sprawiedliwie trzeba napisać, że Ali to silna, sprytna lama i w dwójkę ciężko byłoby ją złapać, więc chłopcy przydali się do nagonki
Ile więc potrzeba osób, żeby ostrzyc alpakę, która sama wlazła do szopy, bo za kilkoma marchewkami polazłaby nawet do piekieł.
IMG_6332
6 🙂 Nie wszyscy zmieścili się na zdjęciu. Tomek-strzyże, Susan- patrzy, Willi- trzyma alpakę, X- opiera się o alpakę, Y- trzyma ścianę, Z- pilnuje wtyczki w gniazdku (nie zmieścił się w kadrze).
Dlaczego nas to dziwi, szokuje, wkurza i frustruje? Bo jesteśmy z Polski, gdzie często zimno i za mało słońca! 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s