Dziurawe siatki, wredne sąsiadki i rzeź małpiątek odc1

Nieszczęścia chodzą parami.
Być może dlatego, że uniknięcie ich wymaga uczenia się na błędach i/lub szybkich reakcji.
W tym kontekście Jawa powinna być ojczyzną wszelakich nieszczęść. Czegokolwiek by o tej wyspie i jej przyjaznych obywatelach nie pisać, Indonezyjczycy nie są w stanie działać szybko. Zawsze po drodze jest przecież lunch do zjedzenia, herbata do wypicia, albo rozmowa z kolegą do skończenia… jeśli zaś wszystkie drogi ucieczki od pracy bledną w obliczu bezwzględnej polskiej emigracji, zawsze pozostaje bezdyskusyjne koło ratunkowe w postaci modlitwy. Allach nie jest po mojej stronie. Nauka na własnych błędach również pracownikom Batu Secret ZOO nie przychodzi łatwo.
Tym sposobem dwa tygodnie temu mieliśmy weekend małpiej chirurgii pediatrycznej. Nie musimy dodawać, że to był nasz debiut🙂
IMG_6558pigmejka… a raczej pigmejek Burak

Historia jest o tyle przyjemna, że mimo trwałych uszczerbków na zdrowiu kończy się szczęśliwie (taaaak, żyjemy na Jawie- tu tylko zgon jest nieszczęśliwym zakończeniem, choć nie da się ukryć, że tylko my śmierć pacjenta traktujemy jako zawodowa porażkę; pozostali weterynarze stoicko postrzegają ją jako naturalny koniec każdej istoty, oraz większości terapii). O tyle nieszczęśliwa, że oba wypadki w ogóle nie powinny się wydarzyć.
Małpki zostały dotkliwie pogryzione. W sobotę lwiatka złotogłowa. W niedzielę pigmejka. Obie późnym wieczorem, bo cóż to by był za weekend, gdybyśmy nie pracowali po 11 godzin dziennie. Przyczyną obu wypadków były źle zbudowane, bądź zabezpieczone klatki.
IMG_6524 lwiatka złotogłowa

Tamarynki i marmozety żyją po sąsiedzku, w szeregu klatek z drobnej siatki. Są ciekawskie, nadpobudliwe, szybkie i bezwzględne. Ciekawość stała po stronie ofiar. Bezwzględność po stronie katów. Głupota, jak zawsze, po stronie obsługi.
Wieść niesie, że już dawno, dawno temu, Dorty jak i szef ZOO zgłosili potrzebę wymiany ścian działowych między małpiszonami.Siatkę miały zastąpić lite ściany.Ile zwierząt musiało zostać pokąsanych, aby ktoś dojrzał do tej decyzji, legenda milczy, pewnie wiele. Po długich dniach marudzenia, picia herbaty i ociągania się (o których opowieść również milczy) inżynierowie wstawili do klateczek drewniane płyty. Nie byliby jednak sobą, gdyby zrobili to dobrze. Płyty są przymałe.
z15600513Q,Lwiatka-zlotoglowa-z-wroclawskiego-zoo lwiatka z wrocławskiego ZOO (wroclaw.gazeta.pl)

Naczelne nigdy nie należały do zwierząt z kręgu moich największych zainteresowań, jednak z moich obserwacji wynika, że jeśli w klatce czy ścianie gdzieś jest jakaś szczelina- małpa na pewno wsadzi tam łapę. To nawet nie biologia, tylko prawo Murphiego. Tak też zrobiło lwiaczątko złotogłowe, które właśnie dorosło do wieku, by zacząć złazić z matczynego grzbietu i samodzielnie zwiedzać świat. Wsadziło swoją łapkę na drugą stronę… i zostało przywitane kłami sąsiadki.
Szamotanina musiała być ostra. Dzieciak stracił palec wskazujący, dłoń była dotkliwie pokąsana, a kości przedramienia połamane. Opiekun odważył się poinformować o tym zdarzeniu weterynarzy dopiero późnym wieczorem, tuż przed końcem swojej pracy. W tym czasie łapka była już spuchnięta i sinofioletowa.
golden_headed_lion_tamarin_by_shadow_and_flame_86-d4x3kho
Tak się nieszczęśliwie złożyło, że przyjazd lwiatki do szpitala zbiegł się z niespodziewaną wizytą szefa.
– O nie- powiedział szef- Ono jest warte 10 tys USD, musicie to uratować.
Na weterynarzy padł blady strach. Wczoraj przez kilka godzin przeprowadzaliśmy sekcję zwłok bantenga, który pewnie też swoje kosztował…jeśli teraz zmarnujemy złote małpiszątko, to będzie bardzo zły weekend.
Tak naprawdę nikt nie miał pojęcia, co robić. Tu zwykle leczy się witaminami i czekaniem. Zasugerowaliśmy uprzejmie chirurgiczne opatrzenie ran, „zrobienie czegoś” z wiszącym makabrycznie kciukiem, oraz, w pierwszej kolejności, podanie leków przeciwbólowych. Wszyscy ochoczo przystali na ten pomysł… po czym okazało się, jedyny lek przeciwbólowy w szpitalu (fluniksyna) właśnie ma status zaginionego.
Później okazało się, że zgrabniutki aparat do inhalacji wziewnej jest sprzętem dziewiczym, bo choć stoi w sali operacyjnej od roku, nikt nigdy go nie użył!!! Na szczęście izofluran, jako nigdy nie używany, nie miał szczęścia się zgubić.
P1130840
Skompletowaliśmy narzędzia sterylizując je polowo w alkoholu, bo tutejszy sterylizator również nie doczekał się nigdy użycia; przygotowaliśmy termoforek pod malucha, (później okazało się, że mają tu ładną matę z termoregulacją), Dorty wyjęła spod lady chirurgiczne rękawiczki przywiezione z Australii i pobiegła ochoczo myć ręce płynem do mycia naczyń… Spojrzałam kontrolnie na stolik, czy wszystko jest… Nie było nici. Chwilę później okazało się, że w całym szpitalu… w całym ZOO trzymającym ponad 1000 zwierząt, nie ma ŻADNYCH nici chirurgicznych… Dobrze, że jesteśmy wędrownymi dziwakami, i mieliśmy w apteczce wciąż sterylny, choć przeterminowany nylon 4-0.
P1130848
Lwiatek ważył niecałe 100 g. Zmieścił się cały w masce do inhalacji. Jego maleńka łapka sterczała groteskowo ponad ogromnym polem operacyjnym (przywiezionym przez Dorty z Australii… tutaj jeśli coś mają, to nie oszczędzają. Z tej płachty w Tajlandii wykroiło by się pola operacyjne do sterylizacji co najmniej 6 kotek). Dłoń sinofioletowa i chłodna. Połamane kości przemieszczały się wyraźnie wyczuwalne pod skórą. Poważnie zastanawiałam się, czy opatrywanie dłoni ma sens. Może pogruchotane kostki zniszczyły główne naczynia krwionośne i jutro i tak trzeba będzie ją amputować. Poza tym, co mam z tym złamaniem zrobić? Nawet nie wiem dokładnie jak wygląda (RTG w ZOO niet). To są momenty w których marzy się, by mieć obok kogoś, z większym doświadczeniem, albo samemu dysponować większą wiedzą. Ostatecznie uznaliśmy, że amputować rękę i okaleczyć dzieciaka zawsze zdążymy, najpierw jednak spróbujemy ją uratować.
P1130845
Usunęliśmy fragment ocalałego paliczka palca wskazującego. Przyjrzeliśmy się rozszarpanemu i połamanemu kciukowi, oraz głębokim ranom go otaczającym i uznaliśmy, że nie będziemy w stanie go naprawić. Po wycięciu wszystkich zakażonych tkanek założyliśmy szwy. Skórą z grzbietu i wnętrza dłoni zakryliśmy ranę śródręcza. Przerywany prosty. Ze świadomością, że mały, albo matka, rozprawi się z nim szybciej, niż byśmy sobie tego życzyli.
Połamane przedramię, pełni wątpliwości i ostatecznie sfrustrowanej rezygnacji- zostawiliśmy bez żadnej stabilizacji. Uznaliśmy, że żaden małpiszon, ani tym bardziej jego matka, nie będzie tolerować opatrunku na łapie, a walcząc by się go pozbyć, może zamienić to złamanie w otwarte i dodatkowo skomplikować sprawę.
Maluch wybudził się błyskawicznie. Ktoś bohatersko odnalazł fluniksynę. Podaliśmy mu antybiotyk i po raz ostatni oceniliśmy efekt naszego zabiegu. Był nieco upiorny, coś pomiędzy Iti, a Edwardem Nożycorękim.
Oddaliśmy dzieciaka rozhisteryzowanej matce, która chwyciła go w ramiona i uciekła w najdalszy kąt klatki.
IMG_6522
Rano, z bijącym sercem odwiedziliśmy lwiatki w szpitalu. Co jeśli maluch nie żyje? Albo jego łapa zwisa bez czucia? Albo rany nie będą się goić?
Żył. Obejrzenie dłoni zajęło nam trochę czasu, bo obrażona rodzicielka nie pozwalała grzdylowi ruszyć się z jej grzbietu, i zachowawczo chowała się po kątach. Ostatecznie, przekupiona syropem z witaminami, o smaku owocowym, zaczęła współpracować. Łapka dzieciaka była nieco mniej spuchnięta. Co więcej- czasami, pewnie gdy się zapomniał- próbował się na niej opierać.
Następnego dnia dłoń wyglądała lepiej, a dzieciak udowodnił nam, że potrafi zginać wszystkie trzy ocalałe palce.
Sprawa zaczynała wyglądać opytmistycznie.
IMG_6527
Przez kolejne kilka dni małpy po kolei rozpracowały wszystkie szwy, a dzięki wieloowocowej multiwitaminie i antybiotykowi o smaku pomarańczowym zaczęły witać nas radosnym wrzaskiem i walczyć o dostęp do każdej strzykawki. Kochana mamusia wyżerająca synkowi lekarstwa. Maluch z każdym dniem coraz pewniej posługiwał się poranioną ręką.
W sobotę, równo po tygodniu od operacji podbiegł na nasz widok do ściany klatki, wspiął się na wysokość mojej twarzy, i demonstracyjnie zawisł na siatce, trzymając się jedynie połamaną łapką. Wytrzeszczył swoje wyłupiaste oczka i zaczął wrzeszczeć, że chce syrop.
IMG_6528


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s