Black Jag & Ms Grumpy

Małe jaguary były duchami ZOO. Niby żyły, gdzieś tam… owiane tajemnicą, wspominane mimochodem, czające się w wypowiedziach z pogranicza nieporozumień językowych, ale żadne z nas ich nie widziało.

IMG_6508

Szukałam. Kilka razy spytałam. Jaguarzątka chowano „w specjalnej części do odchowywania młodych kotów”. Aha. Znaczyło to, że zbunkrowali je na peryfriach ZOO, albo jakimś zapchlonym zaułku, razem z innymi zwierzakami z kategorii „części zamienne”, a my, obcy, niegodni jesteśmy by je odwiedzać.

Czekaliśmy więc grzecznie. Mieliśmy dużo innych zajęć. Lekarki nie pytały nas o radę, co znaczyło, że kociaki nie umierały. Praca w Batu Secret ZOO to nie tylko medycyna dzikich zwierząt, to również dyplomacja. Dr Susan nie można naciskać. Jest szefową weterynarzy. Rządzi, dzieli i rozdaje zaszczyty. Koniec.

IMG_6391

Kilka tygodni później wróciła do pracy kolaborantka i „zakała zespołu” Dorty i po tygodniu znajomości zapytała, czy chcemy odwiedzić jej „dzieci”. Dorty jest matką „matką jaguarów”. Odchowała dwa z trzech urodzonych w ZOO jaguarzątek. Przez pierwsze miesiace ich życia karmiła je, poiła, bawiła, leczyła…. z czasem- dawała się tarmosić, gryźć i torturować. Poświęcała im niemal cały swój czas. Do tego stopnia, że zdarzało jej się nocować w ich klatce. To bardzo piękna historia bogato ilustrowana sweetfociami. Ostatecznie, gdy kocięta osiągnęły dobre kilkadziesiąt kilo wagi Dorty dostała absolutny zakaz włażenia na ich wybieg. Jaguary są rzekomo najbardziej „nieoswajalnymi” kotami na świecie, a z wiekiem kocurek stawał się coraz bardziej impulsywny i dominujący. Obecnie Alsa i Radża mają 10 miesięcy i pomimo, że Dorty ostatni kwartał spędziła w Australii, na jej głos reagują jak psy. Biegną z drugiego końca wybiegu, tylko po to, żeby pogłaskała je przez kraty. Oczywiście Radża musi być głaskany dłużej i bardziej. Inaczej spuści Asli lanie.
Gdy już pogłaskaliśmy jaguarzą młodzież, i nakarmiliśmy je kangurzyną nafaszerowaną drontalem (nie zauważyły), Dorty uznała, że może jednak warto sprawdzić, co się dzieje z maluchami.

IMG_6394
Trzymano je na zapleczu wybiegów tygrysów i gepardów. Przez zagracone, cuchnące podwórko przemykały dzikie koty. Na samym środku klepiska, w „klatce transportowej” stała Raja, modelka atrakcji „5 dolców za zdjęcie z tygrysicą”. Patrzyła przez kraty pustym, błękitnym spojrzeniem lalki. Absolutnie obojętna. Podwórko zamykała ściana z drewnianych płyt i grubych krat.
– To gdzie są te jaguary?- zapytałam cicho.
Dorty wymieniła kilka zdenerowanych zdań z opiekunem.
– Tam.- mruknęła i skierowała się do mniejszej z klatek.
Za wysoką ścianą zaczął narastać wściekły pomruk.
– Możemy tam wejść i je zobaczyć?
(krótka indonezyjska rozmowa)
– Opiekun mówi, że nie możemy- oświadczyła Dorty.
– Dlaczego?
– Bo on nam nie pozwala- uśmiechnęła się jadowicie.
– Powiedz mu, żeby się pie*dolił.
(Kilka indonezyjskich zdań, ryk jaguarów za ścianą, szczęk zamka kłótki)
Uchyliłyśmy drzwi. Koty zasyczały wściekle. Opiekun zaczął tłuc bambusową pałką w kraty.
– On nam powiedział, że nas zagryzą, jeśli wejdziemy do środka- poinformowała mnie nieco ironicznie Dorty.
– A ty co myślisz?
– Że ten idiota musi stąd iść, bo one sie go wyraźnie boja. A my staniemy sobie w kącie klatki… i zobaczymy co się stanie.

P1130554
Plan spalił na panewce. Klatka miała jakieś 2m2. Oparłyśmy się plecami o ścianę. Koty skuliły się w przeciwnym kącie, na swego rodzaju „blacie pod oknem”.
„Specjalne miejsce do odchowywania kotów”. Betonowy, zatęchły, cuchnący bunkier z kałużą na podłodze, grzybem na ścianach, i maleńkim oknem ledwie wpuszczającym światło. I dwa, wściekłe, chude, przerażone jaguary.
Chciało mi się płakać. Albo wybiec stąd, zabrać plecak i wyjechać. Natychmiast. Albo zabrać tą cholerną bambusową pałkę i spuścić wpie*dol keeperowi. A potem wyjechać. Pieprzona Azja. Zniszczą wszystko. Sprzedadzą wszystko. I wszystko zmarnują. Nawet jeśli zdarzy im się mieć coś cennego- zniszczą i zmarnują.

P1130559

To nie było konstruktywne myślenie. Policzyłam do 10…. 40. Wymieniłyśmy z Dorty kilka przesyconych wulgaryzmami zdań, postanowiłyśmy dokładnie ocenic sytuację, iść do szefowej i zacząć działać.
Tymczasem koty uspokoiły się, i zaczęły nam przyglądać uważnie. Były małe. Naprawdę małe jak na swoje 3 miesiące życia. 10 kg? Może 12? Chude.Matowe. Kocur był czarny, kotka cętkowana.
Zaczęłyśmy rozmawiać o głupotach, nie spuszczaąc z kociaków oczu. One również nas obserwowały. Przeciagnęły się. Spojrzały w zakratowane okno. Pookładały nawzajem, demonstracyjnie, udając, że już się nami nie interesują. Kotka zwinęła się w kłębek. Kocur ostentacyjnie oblizał swoje wielkie łapy i zrobił kilka kroków w naszą stronę. Położyłam rękę na blacie, na którym siedział. Zawachał się, cofnął, poczekał. Kolejny krok. Malutki. I jeszcze jeden. Usiadł, i obserwował mnie uważnie swoimi burymi oczami. Czarny, jak smoła. W półmroku klatki był czarną dziurą o pięknym profilu. Wyciągnął łapę. Dalej. I dalej. Ostrożnie.
Dotknął moich palców. Koniuszkami swoich. Mocniej. Całą łapą. Za czwartym razem chciał unieruchomić mnie wyciągniętymi pazurami. Cofnęłam rękę. On cofnął łapę. I zaczęliśmy zabawę od nowa. Kotka zaczęła skradać się do Dorty.

P1130553
Po 45 minutach doszliśmy do etapu, gdy koty stały na skraju swojej betonowej półki, na przemian próbując dotknąć lub podrapać, albo polizać lub odgryźć nasze palce. Zaczynały poczynać sobie całkiem śmiało, uznałyśmy więc, że na dziś starczy oswajania.
Poszłyśmy prosto do Susan,szefowej. Koty były poważnie niedożywione, zapchlone i zarobaczone. Kocur mial rozległe wyłysienia w tylnej części ciała, najprawdopodobniej grzybicę, kotka krwiaka w prawym oku. Sądząc po zachowaniu, są bite. Klatka w której są trzymane, jest skandaliczna.

IMG_6505
Susan wysłuchała nas uważnie, po czym udzieliła nam pełnego pozwolenia na zmiany w diecie kotów i dopilnowanie ich realizacji, odrobaczenie, oraz odpchlenie. Przeniesienie kotów w inne miejsce było o tyle problematyczne, że nie miała pojęcia, gdzie możnaby było je upchnąć. Aprobata Susan to niemal błogosławieństwo- akcja ratowania jaguarów zaczęła się pomyślnie.
Batu Secret ZOO to nieco schizofreniczne miejsce i każdą większą zmianę należy ogłosić wszystkim potencjalnym zainteresowanym, na wszelki wypadek,  gdybyśmy mieli być później oskarżeni o samowolę i urojenia. Dlatego też zaraz po wyjściu z gabinetu Susan wysmarowałyśmy oddzielne listy do właściciela ZOO i menagera ZOO. Z radością przeczytałam odpowiedź, że mam pełne pozwolenie na robienie wszystkiego, co uważam za stosowne, a jaguarzątka można przenieść w sasiedztwo ich starszego rodzeństwa. Dorty z radością przeczytała, że ma mi we wszystkim pomagać. W pierwszej kolejności zwolniłyśmy opiekuna jaguarów (oczywiście nie trafił na ulicę… dalej pracuje gdzieś w ZOO, ale już nie przy kotach, mam nadzieję, że nie wykonuje niczego związanego z opieką nad zwierzętami). Przy okazji dowiedziałyśmy się też, że kociaki mają 5, a nie 3 miesiące.

IMG_6502

Pobiegłyśmy zobaczyć proponowaną dla małych nowa klatkę. Była znacznie większa. Jedną ze ścian stanowiły żelazne pręty, co zapewniało sporą ilość światła i dobrą wentylację. Za nią roztaczał się widok na długi, wąski wybieg starszych jaguarów. Docelowo koty mogłyby na zmianę korzystać z tego wybiegu. Jedyny problem stanowiły przerwy pomiędzy prętami- małe jaguary spokojnie mogłyby wyciągnąć na zewnątrz całę łapę, co mogłoby zostać uznane przez Radżę za żywą przynętę albo drugie śniadanie. Zadzwoniłyśmy do działu inżynierów, zapytać, kiedy mogą się znami spotkać. Najbliższy wolny termin był kolejnego dnia, po 14. Kwarantanna graniczy z warsztatem- doskonale wiemy, ile herbat inżynierowie piją na dobę… poza tym modlą się i jedzą lunche.
O 16 wróciłyśmy sprawdzić co i w jakiej ilości jaguary jedzą, bo nikt nie potrafił nam tych danych dostarczyć, łącznie z nadąsanym opiekunem.
Jaguarzątka były karmione raz dziennie. Dostawały 0,5 kg mielonego mięsa posypanego krowim mlekiem w proszku. Koniec. Były tak głodne! Chyba nigdy nie widziałam tak wściekle głodnego kota. Kotka, po pożarciu zawartości miski zgryzła dokładnie jej brzegi, i wylizała do czysta drewnianą podłogę klatki, w której dostawała jedzenie.
Rosnące wielkie koty ich wielkości powinny dostawać ok 2,5-3 kg mięsa dziennie. 3-4 razy dziennie. Mięsa i kości, nie krowiego mleka. Te jaguary głodowały.

P1130518
Postanowiłyśmy zwiększać ilość podawanej karmy stopniowo, zacząć od 0,5 kg2 razy dziennie, później 3 razy dzinnie, a następnie stopniowo zwiększać ilość podawanego podczas posiłków mięsa. Do tego suplementować wapń i taurynę. Na półce w magazynie kurzył się karton mineralno-witaminowych odżywek dla kotów- jak znalazł. Dorty rozpisała wszystko, pogadała z działem żywienia i wróciła wściekła, że zmiany można wprowadzić dopiero za 4 dni, bo teraz jeszcze zużywają produkty z poprzedniej listy zakupów i na dożywianie jaguarów nie ma wystarczającej ilości mięsa.
Przez następne dwa dni w wolnych chwilach odwiedzałyśmy jaguary w ramach naszego ambitnego planu oswojenia rodzeństwa. Menager przyklasnął mu ochoczo, z nadzieją, że może uda nam się wychodować mu łańcuchowego jaguara do kolejnej atrakcji z serii „5 dolców za fotę tempego okrucieństwa”. My chciałyśmy oswoić je na tyle, żeby… były choć trochę mniej agresywne wobec ludzi. Można było dopatrywać się w naszych „sesjach” małych sukcesów… Wtedy też zobaczyłyśmy, że kotka ma złamany prawy kieł rzuchwy, a dziąsło wokół pozostałego korzenia ropieje. Sprawa do wyczyszczenia na już zaraz.
– Musimy to zrobić jak najszybciej!- pisnęła Dorty.- Jutro?
– Dorty, czym? i jak?
– No…. myślałam, że operacyjnie? A czego nam brakuje?
– Rurki intubacyjnej, leków anestezjologicznych, nici chirurgicznych i narzędzi dentystycznych.
– Aha.
Zamówiłyśmy. Z dopiskiem i poleceniem „jak najszybciej”. Przyszły po dwóch tygodniach.
Klatka, jak poinformował nas inżynier, również mogła być przygotowana dopiero po dwóch tygodniach. Dolutowanie kilku prętów wymaga czasu, natchnienia i skupienia. Dwa telefony do menagera skróciły ten czas o kilka dni.
Chciałam już pogrążyć się w totalnej beznadziei i bezsensie pracy w tym cyrku… ale chwilę później przez małpiarnię przetoczyła się seria ciężkich pogryzień, niedźwiedzica malajska obudziła się w kałuży krwistej biegunki i krwawych wymiotów, dr Susan wyjechała na szkolenie… i na zabawy z kociakami, ani wpadanie w depresję nie było czasu.

P1130558
Wróciłyśmy do kotów po kilku dniach. Ku mojemu… wku*wowi roku, okazało się, że dalej dostają pół kilo mielonego raz dziennie. Dlaczego?  Bo wg ogrodowej rozpiski należą do dr Pristy, dlatego też szef działu żywienia nie zaakceptował nowych rozporządzeń Dorty. Oczywiście nie uznał za stosowne powiadomienia jej o tym.

Pomaszerowałam do dr Pristy i najkulturalniej jak potrafię zapytałam, dlaczego nam przeszkadza w leczeniu jej kotów? Dr Prista jąkliwie i lękliwie odpowiedziała, że to ona zajmuje się jaguarami, a nie Dorty, i że z jej wyliczeń wyszło, że powinny dostawać 0,5 kg mięsa. Zapytałam uprzejmie, jak to wyliczyła… po czym korzystając z tego wzoru pokazałam jej, że pomyliła się o 2,5 kg. Zapytałam też, kiedy ostatnio odwiedzała kociaki. Czy wie, ile ważą? Czy wie, że czarny ma grzybicę, a dziewczyna wybitego zęba? Kiedy i czym były odrobaczane? Nie wiedziała nic. Poprosiłam przeuprzejmie, czy w związku z tym, Dorty może przejąć opiekę nad jaguarami, a ona może pofatygować się do żywieniowców i kazać im szykować więcej paszy dla małych kotów. Prista pokiwała nerwowo głową i podreptała do działu żywienia.

P1130533
Dwa dni później okazało się, że jaguary wciąż głodują. PONAD TYDZIEŃ od naszej interwencji. Pomaszerowałyśmy z Dorty do działu żywienia, wściekłe. Okazało się, że niepotrzebnie, bo oni szykują dwie porcje dla jaguarów. Rano i wieczorem. Tyle tylko, że rano ich opiekun nie przychodzi po jedzenie. – Czy poinformowali opiekuna, że ma przychodzić rano po jedzenie?- Nie. – Czy mogą mu to jedzenie przywozić?- Nie, przywożą wieczorem, rano są zapracowani i opiekunowie mięsożernych przychodzą po karmę sami.

Poszłyśmy do jaguarów, zapytać, czy opiekun wiedział, że ma przychodzić po jedzenie dwa razy dziennie. Opiekun wypowiedział się długo i kwieciście. Dorty prychnęła, zamiast mi przetłumaczyć. Nowy opiekun jaguarów, nawet jeśli ich nie bił, również nie należał do najlepszych współpracowników. Poinformowałyśmy go, że w takim razie od dziś wie, że rano ma chodzić po karmę na górę (stromo pod górkę) do działu żywienia.
– To niemożliwe- odparł prostolinijnie opiekun.
-….. yyyy, dlaczego?
– Bo to jest daleko- poinformował nas opiekun.
( JA PIE*DOLĘ I TRZYMAJ MNIE CHAOSIE BO ZARAZ TYPA ZAMORDUJĘ (500, może 600 metrów!!!!, które my pokonujemy co najmniej kilka razy dziennie codziennie, poza tym, typ ma skuter którym może wjechać na dział żywienia i zaparkować pod samym bunkrem jaguarów)
– Że co prosze?
– On mówi, że to jest za daleko, żeby chodzić- powtórzyła Dorty.
– To powiedz mu, że jeśli za daleko mu chodzić po karmę dla jaguarów od jutra może zacząć chodzić po ZOO z miotłą- warknęła.
– Żartujesz?- upewniła się Dorty.
– Nie!
Dorty wzięła oddech i wyłożyła keeperowi nowe zasady współpracy. Koleś popatrzył na mnie niedowieżająco po czym skapitulował. Nie wymagał również dalszych wyjaśnień w kwestii dosypywania krowiego mleka do kociej karmy. Terror. Harmonijna współpraca z weterynarzami i działem zaopatrzenia totalnie zużywa moje dyplomatyczne możliwości i cierpliwość.
Od tego czasu jaguary zaczęły jeść więcej.

P1130540
Niedźwiedzica malajska, pomimo ciężkiej anemii, dramatycznej żółtaczki i koszmarnych wyników krwi, zaczęła zdrowieć, przez do dr Prista zaczęła się mnie wzorowo słuchać. Można zaryzykować stwierdzenie, że teraz lubię z nią współpracować.
Po długich dniach pracy inżynierowie wstawili w ścianę i drzwi nowej klatki kilka dodatkowych prętów i jaguary mogły wprowadzić się do nowego, lepszego domu. Po raz kolejny mają nowego opiekuna. Pierwszy raz w życiu fajnego. Mają więcej światła i więcej przestrzeni. Więcej spokoju. Zawiesiłyśmy nasz wielki plan oswajania. Co prawda kocur, o ile nie ma nic ciekawszego do robienia, lubi podejść od czasu do czasu do kraty i bawić się w łapanie naszych rąk… zwykle nawet delikatnie, bez wyciągania pazurów, kotka jednak pozostała bezwzględna. Dlatego odpuściłyśmy sobie przesiadywanie w ich klatce. Gdy uznały, że nie muszą się nas bać- dziewczyna straciła cały respekt. Teraz zresztą mają lepszą rozrywkę- starsze rodzeństwo. Radża jest nimi zafascynowany. Zwłaszcza swoją garbatą miniaturką. Często więc przesiadują nos w nos- po dwóch stronach drzwi. 5 miesięcy i… 40 kg różnicy.

IMG_6511
Dzięki temu, że ostatecznie zaczęliśmy rozmawiać z dr Pristą dowiedzieliśmy się, że bezimienne kociaki kiedyśtam zostały przez nią ochrzczone. Chłopak, to Putra (co po indonezyjsku znaczy syn), dziewczyna do Virgin. Imiona, jak widać, musiały zostać zmienione. Byłybyśmy w stanie przeżyć Putrę…. ale Virgin???? Tego się nie robi kotu!

Nazwać jaguara to poważna sprawa. Myślałyśmy więc długo. Myślałyśmy… myślałyśmy…. i myślałyśmy…Tomek też myślał🙂 … i przez cały ten czas kocur, to był po prostu black jag, a kotka, być może z powodu bolącego zęba wiecznie wściekła i nadąsana była grumpy… ostatecznie więc uznałyśmy, że może nie warto się wysilać. Stanęło na Black Jag in Ms Grumpy.

Kilka dni po przeprowadzce jaguarów w nowy, lepszy, (wciąż zakratowany) świat przyjechały rurki intubacyjne i mogliśmy ostatecznie wyrwać pozostałości kła. Operacja wypadła w piątek 13🙂

 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s