Mrożąca krew w żyłach historia warana, wegetarianizm promująca

O istnieniu waranów paskowanych dowiedziałam się, gdy umarły. Dwa. Z idealnym wyczuciem chwili, gdy tylko zdążyłam powiedzieć głośno, że oto bijemy rekord- od 10 dni nic nie umarło (!), w gabinecie pojawił się jeden z enigmatycznych (i zwykle nieuchwytnych) opiekunów gadów, poinformować nas, że dwa warany, tegu i pyton zdechły.

„Nagła śmierć bez wcześniejszych objawów”.

 colombian-black-and-white-tegu-Tupinambis-teguixin__56072_zoomtegu thetyedyediguana.com

Tegu tak się kryło ze swoim zgonem, że zanim opiekunowie zorientowali się, że nie żyje, szczątki nie nadawały się już do sekcji zwłok. Waranami nigdy nikt się nie interesuje, więc nie pofatygowali się dostarczyć ich do kwarantanny. Pyton zaginął. Może ktoś zabrał, na pasek do spodni… Może nakarmili nim kobrę… kto wie?

Ponieważ od 10 dni żaden ssak nie umarł, kolejka zwierząt dobijających się na tamten świat była długa- a my intensywnie zajęci, nikt więc nie miał czasu ani ochoty wszczynać śledztwa w sprawie waranów. Tegu żal, nie mamy ich już zbyt wiele. Pytona żal… Warany paskowane ganiają tu po wiejskich ściekach i miejskich kanałach… Też ich żal, ale że o osobniki zamienne na bazarze łatwo, więc weteryniorze się nimi nie przejmują.

water-monitorblogs.lifeandscience.org

Kilka dni później zdechł kolejny waran. I jeszcze jeden. Kolejny tydzień zainaugurował następny waran. To była jakaś totalna zagłada. Warania apokalipsa. Nawet ze swoim zerowym doświadczeniem w kategorii leczenia gadów musiałam sprawdzić resztę i zobaczyć, co się dzieje. Tak nakazywała przyzwoitość.

Dorty, komfortowo obojętna na los zmiennocieplnych, pozostawała niewzruszona.

– Dorty, ile wy w ogóle macie tych waranów?

– A bo ja wiem? Teraz pewnie z 5… może 4.

– To mieliście 10 waranów??? W tym bunkrze pod schodami???

– Nie wiem… zwykle kupujemy tak 10-12…  i one po kolei umierają… jak umrą wszystkie, to znów je kupujemy.

– ????????

– Wiesz, to nasze warany, tanie są.

Jak tanie, to luz. Każde życie można widać wycenić.

Zanim skończyłyśmy obchód w kwarantannie adaks dostał wzdęcia, nilgai pobiły się krwawo i brutalnie, hiena okulała, na chirurgię trafiła kolejna pogryziona tamarynka… i znów nie mieliśmy czasu pójść do waranów. O dziwo tym razem waran przyszedł do nas.

Być może opiekunowie gadziarni zaniepokoili się tempem wymierania ich zwierząt. Może chcieli zrobić dobre wrażenie. Grunt, że przynieśli warana, który dziś właśnie skaleczył sobie łapę. Głęboka rana, otoczona gnijącymi mięśniami, odsłaniała białe kości śródstopia (pierwsza zasada przeprowadzania wywiadu- opiekun zawsze kłamie. Tu kłamią przezabawnie).

– Trzeba operować!- ucieszyła się Dorty i zaczęła wywlekać z szafek mniej lub bardziej związane z tematem przedmioty. Nic nie cieszy Dorty tak jak chirurgia. Odkąd wpadła na pomysł leczenia zwichnięcia palca i zerwania paznokcia amputacją dłoni lwiatki złotogłowej, jej zapał naprawdę mnie przeraża.

IMG_5980Memento mori… Batu Secret ZOO

Spojrzałam tęsknie na zegarek. Za 10 minut miałam skończyć dyżur. Popatrzyłam krytycznie na warana. Stara,gnijąca i cuchnąca rana lewego śródstopia. Wrzody skóry. Ropa w pysku. Surowiczo-ropny wypływ z nosa. Koszmarnie odwodniony. Rokowanie- fatalne, abstrahując nawet od mojego doświadczenia w gadzim temacie.

Wytłumaczyłam Dorty, że moim zdaniem nie ma tu czego ratować,a już na pewno nie będę go operować dzisiaj. Dorty, ze smutkiem, że nie będzie wieczornego krojenia mięsa, równoważonym zdrowym dystansem do gadzich spraw i dramatu herpetarium, przyjęła to gładko. Opiekun- był wstrząśnięty! Jak to? Zobaczył, że zwierze jest ranne! Przyniósł do lecznicy! Natychmiast! I co? Nie będziemy go leczyć? Toż to najzdrowszy waran z całego wybiegu….

Chaosie! Jeśli ten zasmarkany truposz jest najzdrowszy, to jak wygląda najsłabszy?

waran-paskowany--varanus-salvator-7

Zorganizowaliśmy waranowi przyzwoitą klatkę z basenem i lampą grzewczą (które są w naszym przybytku towarem deficytowym), podaliśmy płyny, antybiotyk, oczyściliśmy i wypłukaliśmy paszczę i zapakowaliśmy do nowego apartamentu. Waran wlazł kulawo do koryta z wodą… i zaczął pić. I pił. I pił. I pił… jak smok wawelski. Jak te biedne zwierzęta mają egzystować, jeśli woda w wystawowej klatce nie spełnia ich wymogów higienicznych?! Waranów żyjących „w naturze” w ściekach i kanałach Malang?!

Spędziłam uroczy wieczór chaotycznie i nerwowo czytając o gadziej chirurgii, anestezji, anatomii, analgezji i opiece pooperacyjnej… bo nawet jeśli głośno i rozsądnie twierdzę, że coś umrze… to zawsze jakaś moja niedorozwinięta część łudzi się, że może jednak nie, może akurat tym razem, właśnie tego warana/psa/kota/królika, trafi cud i zwierzak przeżyje.

Australian Water Monitorto akurat „jakiś” waran australijski virtua-gallery.com

Łudziłam się również, że operacja skończy się na amputacji 2 palców i części śródstopia, okazało się jednak, że łapka warana to ruina złożona z gnijących mięśni i spróchniałych kości. Trzeba było amputować całą kończynę.

W swoim przydługim życiu asystowałam przy kilku operacjach amputacji kończyn psów, oraz samodzielnie „zoperowałam” dwa martwe koty, co niewiele znaczy, ale w porównaniu z  resztą zespołu miałam duże doświadczenie.

Wyszorowaliśmy, znieczuliliśmy, zaczęliśmy.

To był koszmar. Nie wdając się w nieestetyczne szczegóły- ten poranek dosadnie uświadomił mi niby oczywistą różnicę pomiędzy tkankami gadów i ssaków. Zanim ostatecznie udało mi się odpreparować i podwiązać wszystkie mięśnie i naczynia stałam na skraju ostrego załamania nerwowego. Miałam ochotę rzucić wszystkie narzędzia w cholerę i uciec. Schować się w szafie. Złożyć śluby już-nigdy-nie-operowania. Rzucić pracę. Wyjechać. Coś podobnie dojrzałego.

Na dodatek waran nie spał dobrze. Czuł. Wiercił się. I żarł izofluran jak szalony.

Nikt w Batu Secret ZOO nie liczy się z kosztami leczenia (liczą się jedynie z kosztami zakupów… ale gdy już coś nabędą są w stanie zepsuć to lub roztrwonić w jeden dzień), ale gdy waran pochłonął 10 ml izofluranu odezwał mi się jakże nieidealistyczny głos ekonomicznego rozsądku (tak, jednak każde życie można wycenić). Jaszczur i tak zdechnie, a ta zabawa będzie nas kosztować fortunę. Co więcej… zgodnie z bezbłędnie działającymi tu prawami Murphiego, ISO skończy nam się na pewno podczas operowania jakiegoś cennego i wrażliwego zwierzęcia.

Varanus-salvator-350-px-tiny-Feb-2014-Tony-Gamble-Tetrapod-Zoologyblogs.scientificamerican.com

Podzieliłam się z dr Susan, dr Dorty, dr Tomkiem i stadem studentów swoim pomysłem na śródoperacyjne uśpienie pacjenta. Tomek poparł mnie entuzjastycznie, studenci jęknęli, Dorty była za a nawet przeciw, a dr Susan radykalnie przeciw. Kazała mi przejść na anestezję infuzyjną i kontynuować.

Kontynuowaliśmy.

Ucięliśmy. Efekt końcowy trzeba przyznać był zaskakująco esteczny.

Bez większych nadziei czekałam, aż gadzina zacznie wracać do żywych. Wyciągnęłam rurkę intubacyjną- była praktycznie zapchana krwisto-ropnym glutem.

Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu- waran się wybudził.

A 3 godziny później zdechł. IMG_6714

Zrobiliśmy sekcję zwłok. Stan płuc nie był dla nikogo zaskoczeniem. Zaropiały glut. Za to wątroba… Sinobordowa, tęga masa wypełniona kawernami ropy. Nie było to wielkim pocieszeniem, ale biedny waran nie miał prawa przeżyć jakiegokolwiek anestezji. Był martwy, zanim jeszcze opiekunowie ocknęli się, by przynieść go do leczenia.

IMG_6725

Cokolwiek jednak toczyło nieszczęśnika, dotyczyło również jego pozostawionych w klatce kolegów, a znając podejście pracowników ZOO do kwestii higieny (zarówno zwierząt i ich żywienia, jak i osobistej) za chwilę będzie udziałem wszystkich gadów z Reptile Garden, albo i ogółu zwierzaków całego sektora Secrat A.

Dla pewności przejechaliśmy się do apokaliptycznej ekspozycji waranów. Zgodnie z przewidywaniami- umierały. One też miały „świeże rany” kończyn, owrzodzoną skórę i smarki wiszące do ziemi.

W grę wchodziła tylko eutanazja. Uśpić te biedne, konające zwierzęta, zdezynfekować wybieg i modlić się (hmmm… oni modlą się co najmniej godzinę dziennie), by zaraza nie rozprzestrzeniła się na inne gady. 14 july_17

Dorty była wstrząśnięta. Jej światowy umysł jest w stanie zaakceptować eutanazje jednego zwierzęcia, lub zaniedbanie tysiąca, ale nie uśpienie 3 dogorywających jaszczurek.

– Ania, nie możesz tego zrobić. -ostrzegła- Oni Ci na to nie pozwolą. To aż 3 warany.

– Które i tak zdechną za kilka dni, może za tydzień.

 

– No to nawet jakby…  co z tego? Zawsze kupujemy gady od Mr Eko i zawsze jest to samo. Wszystkie zdychają. – A nie można kupić ich gdzie indziej?

– Nie.

– Aha. Ale zobaczysz, załatwię tą eutanazję.

OSHIM-00000528-001

Poszłam do szefowej, radykalnej zwolenniczki ochrony życia w cierpieniu i poinformowałam ją o swoim planie. Susan wysłuchała mnie zaskakująco spokojnie.

– Dr Ania, tego nie można zrobić- stwierdziła.- Nie można uśpić wszystkich waranów. Może uśpisz 2 najgorsze? Zostaw jednego.

– Ale wszystkie są chore! Chodzi o to, żeby zlikwidować rezerwuar tych bakterii.

– Ja nie mogę Ci na to pozwolić

. – A gdyby szef mi pozwolił.

– To możesz, ale Ty powiesz opiekunom. –

– OK😀

– Ale wiesz, to nic nie zmieni. Bo my zawsze kupujemy warany od Mr Eko. I one zawsze umierają. Więc nowe też będą od Mr Eko. I też będą chore.

– No właśnie. A czy nie można przestać kupować warany od Mr Eko?

– Nie.

– Dlaczego???

– Bo Mr Eko długo już z nami współpracuje i dużo wie.

– Aha.

Napisałam nafaszerowanego anatomopatologicznym językiem śmierci mejla, okraszonego najobrzydliwszymi zdjęciami z sekcji, wysłałam do szefa i pół godziny później miałam pozwolenie na masową zagładę.

Asian-water-monitor-lizard-swimming-portrait

Strach padł na weterynarzy. Co teraz. Grzeszyć? Jak to powiedzieć opiekunom. Może da się jednak ocalić warany.

– Ania, czy ty naprawdę chcesz zabić te 3 warany?- zapytała sprytnie Prista.

– Nie dr Prista, nie chcę ZABIĆ trzech waranów bo nie lubię zabijać zwierząt. Chcę się ich pozbyć z ZOO, a nie wydaje mi się moralne wypuszczanie ich na wolność, żeby siały jakąś zarazę i zdychały w ściekach.

– Aha, czyli trzeba je wywieźć z ZOO- stwierdziła Prista.

Zgodnie z obawami Dorty opiekunowie waranów nagle zapałali do nich desperacką miłością i nie chcieli oddać ich na pewną śmierć.

– Oni później nie będą się ciebie słuchać, jak teraz zabijesz ich zwierzaki- mruczała Dorty.

Ciężko byłoby mi to sobie wyobrazić, bo i tak się mnie nie słuchali. Keeperzy nie słuchają się nikogo… tylko głosu wiary i żołądka.

monitoring-lizard-dispersal-evolution_18712www.earthtimes.org

Po południu problem częściowo się rozwiązał- kolejne dwa warany spolegliwie wzięły się i  dobrowolnie zdechły.

Zaczynałam poważnie zastanawiać się, nad nocną wizytą i potajemnym uśpieniem ostatniego warana, tak aby opiekunowie rano (lub kilka dni później) ze mogli odkryć, że ich zwierzak w spokoju i zgodnie z boską wolą- wyzionął ducha. Byłam już niemal przekonana, że skrytobójstwo jest optymalnym rozwiązaniem, gdy zaszczycił mnie swą wizytą Samuel. Samuel jest (samozwańczym) specjalistą od gadów i (równie samozwańczym) szefem opiekunów herpetarium.

– Samuel chce z Tobą porozmawiać- poinformowała mnie Dorty.

– Tak?

– On się pyta, czy może wziąć sobie tego warana, skoro ty chcesz go uśpić, a on nie chce, żebyś go uśpiła.

– A gdzie on będzie tego warana trzymać.

– W domu.

– Dorty… powiedz mu bardzo poważnie, że to na co jest chory waran, może być niebezpieczne dla ludzi.

(tłumaczenie)

– A jeśli ma w domu małe dzieci, starsze lub chore osoby, albo jego żona jest w ciąży- to może być bardzo bardzo niebezpieczne.

(tłumaczenie)

– Dalej chce tego warana?

– Tak.

– To niech go zabiera- skapitulowałam. Ostrzegałam. Jeśli za chwilę w batuańskiej wiosce wybuchnie epidemia opornej-na-wszystko-salmonellozy, to nie moja wina.

– Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!- rozpromienił się Samuel.

– Też dziękuję.

BO-OK-monitor-lizard-08-0003_xlarge

Warany zniknęły, a my przez następny tydzień ganialiśmy za opiekunami, żeby ostatecznie któryś raczył sprzątnąć i zdezynfekować ich klatkę.

Tomek zaś prowadził śledztwo w sprawie Mr Eko. Szukaj, a znajdziesz.

– Wiem już, skąd Mr Eko ma tyle waranów- oświadczył tajemniczo po kilku dniach.

– Z kanałów Malang?- mruknęłam raczej twierdząco.

– Nie.

– Z kanałów Dżakarty?

– Nie🙂 –

Z kanałów Bangkoku?

– Nie… tzn nie wiem z jakich kanałów, ale nie o to chodzi. Najpierw zgadnij, ile kosztuje jeden duży waran.

– Pojęcia nie mam.

– 10 USD.

– Nooo, to ładnie że wydaliśmy tyle kasy na leki dla tamtego.

– A teraz najlepsze!!!- rozpromienił się Tomek- Dlaczego Mr Eko ma tyle waranów????

-????

– Bo zaopatruje w waranie mięso restauracje!!!!!!!!

Historia oparta na faktach.

Drogi czytelniku! Jeśli jedząc mielone, myślisz o smaku mielonych, a nie cierpieniu zwierząt, masowych egzekucjach cielaczków i prosiaczków, wpływie chowu bydła na efekt cieplarniany, czy swoim osobistym poziomie cholesterolu we krwi i nic nie przeciągnie cię na stronę miłośników sałaty…. zostań wegetarianinem w tropikach. A przynajmniej pamiętaj, że zamawiając superegzotyczny kotlet z warana możesz liczyć na szczątki gada, którego pokaleczone łapy gniły za życia, skórę znaczyły sączące się wrzody, a narządy wewnętrzne toczył ropny proces zapalny. malaysian-water-monitor-varanus-joel-sartore

fineartamerica.com


One thought on “Mrożąca krew w żyłach historia warana, wegetarianizm promująca

  1. Pingback: Irak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s