Kangurzątka smutna historia z happy endem

Historia kangurzątka zaczęła się prawdopodobnie w pewien słoneczny poranek, łomotem do drzwi. Ósma rano, promienie słońca ślizgają się po ścianie łazienki, którą Tomek w przypływie McGuyverowskiego artyzmu zamienił w zegar słoneczny. Ktoś wali w drzwi.

Śpimy dalej. Różne dźwięki dział żywienia wydaje poranku. Po kilku tygodniach budzenia się o 5 człowiek jest w stanie ignorować wszystkie. Poza tym, oprócz licznych wad, spanie w kwarantannie, czyli mieszkanie w pracy, ma jedną zaletę- 15 minut spokojnie wystarczy, żeby wyszykować się na dyżur.

– Miss Ana, Misterrr Tomek!- wrzasnął ktoś za drzwiami, nie pozostawiając złudzeń, że to do nas. Jednocześnie zadzwonił telefon. Dorty. Jej kangur połamał nogę, nie chodzi i chyba umiera, a ona jest 50 km (czyli 1,5 godz. jazdy) od Batu, w pidżamie, w łóżku. Czy możemy go zobaczyć?

P1130988

Pojechaliśmy. Jeden z dusky wallaby (małych, kangurowatych stworzeń żyjących w indonezyjskich lasach) siedział skulony pomiędzy korzeniami potężnego drzewa. Oddychał ciężko i szybko. Ślinił się oficie. Miał wysoką gorączkę.
Akurat łapy były w porządku. Obślinione, ale całe.
Kazaliśmy natychmiast przywieźć go do szpitala.
„Natychmiast” trawało 15 minut, w czasie których kangur dostał drgawek, a pienisty wypływ z nosa nie pozostawiał złudzeń, że obrzęk płuc rozwija się w najlepsze. Wycieczka na skuterze i łapanie w siatkę również nie miały działania terapeutycznego.
Stworzenie miało szczęście, że akurat dzień wcześniej, ostatecznie dotarła do nas nowa partia leków.

P1130983

Tlen, leki przeciwdrgawkowe, uspokajające i moczopędne. Kangur odpłynęła w świat narkotykowej nirvany. Leżał na chłodnych kafelkach sali chirurgicznej, wdychał tlen i z absolutną obojętnością znosił wszystkie nasze zabiegi. Wielkie, niewidzące, urocze oczęta i króciutkie łapki.

Miał poparzony pyszczek. Całą błonę śluzową warg i dziąseł pokrywały pęcherze i nadżerki. Wirus czy zatrucie? Może jakiś osioł postanowił zdezynfekować miski, i nie wypłukał chloropochodnego płynu?

W międzyczasie dotarła Dorty. Głównie po to, by zabrać i zgubić próbki pobranej krwi. Zwierzak prawie się przekręcił, nikt nie ma pojęcia dlaczego… Po co sprawdzać krew, jeszcze by wyszło, że ma uszkodzone nerki czy wątrobę i trzebaby myśleć o długoterminowym leczeniu. Nie ma diagnozy- nie ma problemu.

P1130986

Kungur zamieszkał w izolatce. Gorączkował przez kolejne dwa dni. Pyszczek zagoił się szybko. Apetyt nie wracał. Nie pomagały żadne ziółka, smaczne liście, ranigasty, wody z aloesem. Nic. Kangurzyna grzecznie łykała nutrigel, a potem uciekała w kąt klatki głodować. Tylko relanium było w stanie przekonać go do jedzenia. Z czasem zaczęliśmy podejrzewać, że głównym powodem anoreksji zwierzaka nie jest fizyczny ból, czy jakaś tocząca go choroba, a samotność i stres z nią związany.
Z pewnymi obawami postanowiliśmy wypuścić go z powrotem na wybieg… i od tego czasu widywaliśmy naszego „dusky wallaby” non stop przy korycie, albo z jakimś warzywem w łapce. Jadł i jadł i jadł… a jego upiornie sterczące żebra z każdym dniem wyglądały mniej przerażająco.

Zanim jednak nasz pacjent wrócił do swojej rodziny, otrzymaliśmy kolejne zgłoszenie ratunkowe. Kangur z tego samego wybiegu, ma drgawki, trudności w oddychaniu i ślinotok. Niestety tym razem zwierze nie zdarzyło dojechać do szpitala. Umarło w czasie transportu. Sekcja zwłok wykazała obrzęk płuc i przekrwioną błonę śluzowa dna żołądka. Nie mogliśmy ocenić stanu jamy ustnej, bo standardowo taksydermiści dorwali się do zwłok pierwsi i nam zostawili tylko oskórowany, zdekapitowany korpus.

IMG_6887wystrój wybiegu kangurów to odrębna historia

Kolejnego dnia w czasie obchodu ZOO, co jak się okazuje jest zamorskim, niepraktykowanym i nierozumianym tu zwyczajem, nazywanym „szukaniem kłopotów”, szczególnie czepliwie i krytycznie lustrowaliśmy wybieg walabii. Co się dzieje? Co one jedzą? Co one piją? Czemu tak zdychają? Czym i kiedy czyszczą im wybieg? Kto, co i dlaczego im tam wrzuca?

Sytuacja była nieco beznadziejna. Walabie mieszkają w wielkim „akwarium” pośrodku jednego z wielu placów gastronomicznych. Szklany płot ma nieco ponad metr wysokości- każdy może im wrzucić wszystko. Frytki, lody, papierki, resztki hamburgera, tylko żarłoczność indonezyjczyków chroni kangury przed codziennym rozstrojem żołądka.

P1140056kangur najlepszy przyjaciel żółwia

Przerzuciliśmy się na obserwowanie walabii. Może któraś zaczyna się ślinić albo dyszeć? Nie. Południe. Upał. Bezwietrzna pogoda. Kangury leżały rozciągnięte na piaszczystym wybiegu i rzuły leniwie. Sielanka…..
– Ejjj, Tomek? Gdzie jest matka tego małego kangurzątka?- zapytałam.
O tej porze dnia maluchy, jeśli nie w torbie, odpoczywają gdzieś blisko swojej mamy. Ten dzieciaczek leżał w słońcu, kompletnie sam… (słaby, głodny i nieszczęśliwy- dopowiedziałam sobie).
– ….. nie mów mi, że ci idioci nie powiedzieli nam, że ta wczorajsza kangurzyca to była matka karmiąca???!!! Na dodatek najmłodszego kangurzątka???!!!

P1140037

Oczywiście tak właśnie było. Nikt naszym opiekunom nie płaci przecież za spostrzegawczość, kojarzenie faktów, informowanie o stanie zwierząt… ani pracę. Naszym opiekunom płaci się głównie za obecność, modlitwy, oraz, w części przypadków, zamiatanie wybiegów.

Nie mamy preparatu mlekozastępczego dla torbaczy. Nie mamy nawet tak małego smoczka. Dzieciaczek wyglądał jak siedem nieszczęść i wypadało wymyślić coś szybko.
– Spróbujmy go podstawić do tej drugiej mamy kangurzycy!- strzeliła błyskawicznie Dorty.

Popatrzyliśmy na nią niedowierzająco. To na pewno zadziała. Przestraszyć wszystkie kangury, zrobić kolejne chaotyczne polowanie, złapać matkę w siatkę, unieruchomić i wsadzić jej do torby cudze dziecko. Masterplan!

P1140040

Nie mieliśmy jednak żadnego lepszego, więc siejąc malkontentyzm zgodziliśmy się spróbować. Opiekun kangurów, jako potencjalnie najmniej stresujący, wskoczył na wybieg, wziął sierotkę pod pachę i zaczął skradać się w kierunku domniemanej matki zastępczej. Kangurzyca obserwowała go, niezdecydowana czy dziwić się czy niepokoić. Reszta kangurów przysiadła w bezpiecznej odległości, słusznie zakładając, że będzie ciekawie. Opiekun dodreptał na satysfakcjonującą odległość i ofiarnym gestem podsunął w kierunku kangurzycy dzieciaczka. Kangurzyca odskoczyła zniesmaczona.
Opiekun poszedł za nią. Podrzucił jej kangurzątko. Kangurzyca odskoczyła na bezpieczny dystans…. Opiekun poszedł za nią… i tak przez bite pół godziny, aż kangurzyca osiągnęła najwyraźniej apogeum irytacji i po kilku próbach ucieczki zmieniła taktykę i postanowiła olewać rzucanie w nią bahorami; kangurzątko zaś osiągnęło szyt desperacji i przy kolejnym podrzuceniu przyskikało do jej torby i szturmem postanowiło zdobyć dostęp do mleka.

To był teatrzyk łamiący serce. Dookoła przetaczały się tłumy niewidzących-zwiedzających, a ja stałam oparta o barierki i nie mogłam oderwać od tego dramatu oczu. Biedne, maleńkie, samotne kangurzątko. Głodne i zagubione.

P1140051
Odwołaliśmy opiekuna, żeby już nie przeszkadzał. Kangurzyca zdecydowanie mniej alergicznie reagowała na aspiracje malucha, niż polowanie keepera. Sierota trochę ją irytowała, była jednak tylko małym, bezbronnym stworzeniem. Nie zachowywała się wobec nigo agresywnie, nie próbowała go przestraszyć, ani uciekać. Nie starała się również mu pomóc. I to wystarczyło. Mały krążył dookoła, na przemian desperacko i nieśmialo… a ja myślałam, że zaraz się rozpłaczę.

To był idiotyczny plan. Naprawdę, debilny.

Postanowiłam przejść się chwilę, wypalić fajkę spokoju (nie… zwykle nie palę) i pomyśleć nad mniej melodramatyczną strategią adopcyjną. Gdy wróciłam w okolice wybiegu maluch pił. Nie był to z pewnością najbardziej komfortowy posiłek w jego życiu, niemniej udało się! Kangurzyca najwyraźniej jeszcze nie zdecydowała się, czy chce wychowywać dwójkę dzieci, wierciła się i co chwilę odskakiwała od ssącej sierotki, ale za każdym razem pozwalała mu trochę wypić i to było najważniejsze!

Taki durny plan.

P1140042
Wzruszeni i szczęśliwi powędrowaliśmy do kwarantanny zmontować dzieciakowi torbę zastępczą. Taki maluch musi mieszkać w torbie. Musi mieć gdzieć swoje bezpieczne miejsce, gdzie może się do czegoś w nocy przytulić, nawet jeśli będzie to tylko termofor zawinięty w ręcznik. Zrobienie kangurzej torby z dwóch poszewek na poduszki i ręcznika nie jest skomplikowanym zadaniem. Powierzyliśmy je więc studentom, coby poczuli się potrzebni i edukowani. 15 minut!😀 5 studentów i 15 minut intensywnej zespołowej pracy umysłowej😀 żeby wymyślić jak złożyć do kupy 3 kawałki materiału. Ile za to mieli z tego radości🙂

P1140035
Wieczorem przedstawiliśmy kangurzątku jego nową sypialnię. Sierotka skakała pomiędzy dorosłymi kangurami miląc się i szukając kontaktu. Samce, nie samce.. było mu wszystko jedno. Gdy jednak zgłodniał powędrował prosto do swojej przymusowej matki zastępczej i bez większych problemów napił się tyle ile chciał. Kangurzyca czekała cierpliwie, najwyraźniej pogodzona ze swoim losem.

P1140041

Walabie są niesamowite. Od tego czasu maluszek nocuje w torbie z hotelowej pościeli. W południe zaś zawsze widzimy go wylegującego się co dzień przy innym kangurze. Teraz całe stado jest jego rodziną. I, obserwując je, czasami mam wrażenie, że dorosłe zwierzaki właśnie tak o nim myślą.

P1140059

* próbowaliśmy rozwikłać zagadkę tajemniczych zatruć, ale nic nam z tego nie wyszło.

** Nazywanie walabii kangurem nie jest do końca poprawne z biologicznego punktu widzenia… ale że jest to notka „do kawy” a nie artykuł naukowy, uznałam, że wygodniej będzie mi stosować to zamiennie i umieścić tu sprostowanie. Walabia to walabia, kangur to kangur- (a raczej walabia smukła/walabia Benneta, kangur rudy/kangur górski). Zwierzaki należą do tej samej rodziny (kangurowate) i rodzaju (Macropus) są jednak innymi gatunkami. Tak więc każda walabia należy do kangurowatych, ale nie każdy zwierzak z rodzaju kangurowatych jest walabią. Każdy szpak jest ptakiem nie każdy ptak jest szpakiem. Błąd polega na tym, że walabia jest z kangurowatych, a nie jest kangurem.’Kangurowate” jednak nie brzmi.

P1140037

 

 


2 thoughts on “Kangurzątka smutna historia z happy endem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s