Harimau Bella

Pamiętacie Bellę? Sumatrzańską księżniczkę z zaparciem?

IMG_6706Bella

Bella została, być może pierwszą w historii medycyny weterynaryjnej zwierząt egzotycznych, tygrysicą z ropomaciczem, zdiagnozowanym jako koci katar. To nie żart, to jest dramat.
Historia Belli rozpoczęła się, gdy wylecieliśmy w obce kraje, wyrobić nową wizę i pozachwycać się singapurskim ZOO. Wróciliśmy skrajnie zażenowani poziomem, działalnością i strategią rozwoju naszego ogrodu, jednak pełni zapału, by dalej nieść przez ten ocean kretynizmu, lenistwa i beznadziei kaganek oświaty i ratować zwierzątka.
Wróciliśmy po północy. Następnego dnia o 9 rano byliśmy w pracy.
– Co się działo, jak nas nie było?
– Nic się nie działo. Spokój. Nie ma pracy.
– Aha.- w tym ZOO jest masa roboty… ale trzeba czasami przejść się po ścieżkach i zobaczyć, że np. wszystkie kuce mają przerośnięte kopyta, żeby wiedzieć, że wypadłoby je skorygować. Wypadałoby również wiedzieć jak się korekcję kopyt przeprowadza. I wiedzieć jak wygląda norma. Ponieważ tutejsi lekarze nie mają pojęcia o zdrowiu zwierząt, nigdy nie dostrzegają chorób. Mają dobrą pracę. Spokojną.

IMG_7313Gin- longhorn

Chwile później okazało się, że krowa z mastitis ostatecznie się wycieliła, a jej dzieciaczek pierwsze 18 godzin swojego życia przeleżał głodując na zasranym betonie. Ma hipotermię i zapalenie pępka, nie ma za to odruchu ssania ani sił żeby wstać. Nilgai którego zszywałam przed wyjazdem do Singapuru umarł w niedokońca poznanych okolicznościach, a struś, którego zwichnięty staw skokowy składałam i zszywałam ponad tydzień temu ma się świetnie, ale kość goleniowa po raz kolejny przebiła skórę a cały staw to jedna wielka otwarta rana wypchana trocinami.
(Strusia uśpiłam. Cielak pierwsze dwa dni przeżył podłączony do kroplówki, karmiony sondą… a po kolejnych 5 dniach intensywnej opieki zaczął rokować nadzieje. Teraz ma ponad trzy tygodnie, kilkanaście kilo więcej i jest pierwszym dzieckiem Marchewki).
– Dr Susan. Czy na pewno nic więcej się nie dzieje? Bo widzę, że jednak trochę się przez te trzy dni wydarzyło- zapytałam po raz kolejny.
– Nie no, tak naprawdę prawie nic się nie dzieje…
– Prawie?- podchwyciłam.
– Może mogłabyś sprawdzić Bellą?
– A co się dzieje z Bellą?- bardzo lubię Bellę. Sprawa zaczęła mieć charakter osobisty.
– Ma koci katar- oświadczyła Susan.
– Jak to? Przecież dziś rano mówiła mi doktor, że wszystkie nasze wielkie koty są szczepione.
– Bo są szczepione.
– To jak Bella może mieć koci katar.
– Ma- dr Susan=siła argumentu.
– Aha… a jakie ma objawy?
– Nie je.
– Coś jeszcze?
– Nie.
(Choasie…)
– Mhmmmm a czym ją dr leczy? (terapie dr Susan bywają śmiertelnie niebezpieczne i nie ma w nich nic zabawnego)
– Na razie- witaminy…. ale nie działają.
– Aha, a od kiedy ona nie je?
– Od 5 dni.
– Wcześniej jakieś wymioty/biegunka?
– Nie.
– Osowiałość/apatia?
– Nie.
– A kiedy miała ostatnią ruję?
– Nie wiem… może dać jej antyiotyk, co?
Stanęło na tym, że Bellę zbadamy😛

IMG_6694
Badanie tygrysa w klatce ściskowej jest nieco głupawe i niekomfortowe, ale że usypialiśmy Bellę niecały miesiąc temu do lewatywy i pobrania krwi- nie chciałam znów faszerować jej anestetykami.
Przy śmiechach dr Susan, że Bella znienawidzi mnie do końca życia, i obawach, czy wkładając do klatki tygrysa rękę z termometrem wyciągnę ją w stanie nadal użytkowym- przeprowadziłyśmy toporne badanie ogólne. Osłuchiwanie ryczącego, syczącego, wściekłego tygrysa pozostawia wiele do życzenia, ale temperaturę miała w normie.
Dostała lek analogiczny do ranigastu, który w naszym ZOO czyni cuda, i następnego dnia cudownie zjadała 3 kg mięcha. Przez kolejne kilka dni apetyt tygrysicy dopisywał, dr Susan była szczęśliwa, opiekun nie miał żadnych zastrzeżeń i sprawa została uznana za zamkniętą.

IMG_7382
Po tygodniu wróciła. Dr Prista zapytała nieśmiało, czy mogłabym jeszcze raz zbadać Bellę, bo znów nie je… i krwawi z pochwy.
– Od kiedy?
– Od dzisiaj.
(pół godziny później okazało się, że od trzech dni, ale opiekunowie ilczeli, czekali i liczyli, że samo przejdzie).
Obejrzeliśmy tygrysicę, ewidentnie obolałą i zmęczoną życiem. Robimy USG.
Dzień wcześniej, w zwiazku z niemal śmiertelnym zaniedbaniem longhornowego cielaka, przeprowadziliśmy dla opiekunów zwierząt kurs, jak wyglada opieka okołoporodowa nad końmi i przeżuwaczami. Bez większych nadziei, że coś zapamiętają. Raczej po to, żeby następnym razem móc się na nich drzeć z czystym sumieniem. Ku mojemu zdziwieniu graniczącemu ze wzruszeniem- opiekunowie tygrysów potraktowali badanie USG jak egzamin praktyczny z przygotowania do odebrania porodu😀 Przygotowali wszystko- ciepłą wodę, wiadra, ręczniki, rękawice rektalne ( :D)… pominęli tylko podścielenie Belli siana😀

IMG_6699Sugang sprawdza, co za atrakcja go omija i co robią z siostrą

Bella usnęła. Przystąpiliśmy do badania. Pobraliśmy krew. W tle nieustannie drążyłam temat rui, leczenia i życia seksualnego Belli. „Nie, nic nie dostawała… ostatnim lekiem jaki dostała była lewatywa którą TY robiłaś. Myślisz, że to przez to???” „Nie, nie wiem kiedy miała ostatnią ruję, opiekunowie nigdy tego nie wiedzą”.
– Nie, nie może być w ciąży.
– A dlaczego?
– Bo ostatnio miesiąc temu jej brat ją… no wiesz… i dałam jej wtedy zastrzyk antykoncepcyjny.
Tratatatam. I wszystko jasne. Wszystko, poza zrozumieniem jak tygrysicy można podawać lek niemal gwarantujący wystąpienie ropomacicza.
Badanie USG zobrazowało dramatyczną sytuację w macicy Belli.
Po kilusekundowej radości z postawienia pewnej diagnozy… myślałam, że się popłaczę. Bo co ja teraz zrobię? Przecież nie zoperuje tygrysa?! Nigdy nie operowałam tygrysa i nie…. „to tak samo jak zwykły kot, tylko większy” wcale mnie nie przekonywało. Poza tym- czym? Nawet nie mamy tu odpowiednich narzędzi!
Nie zoperujemy- Bella najprawdopodobniej umrze. Zoperuję- ryzyko, że mi się nie uda jest… wysokie.
Przedyskutowaliśmy to najpoważniej w świecie, pomijając chwilowo kwestię mojej palącej rządzy mordu dr Susan, za to tłumacząc im, że własnoręczne operowanie Belli wydaje mi się ostatecznością. Stanęło na tym, że szefowa spróbuje ściągnąć do nas „bardzo znanego chirurga”, a ja w tym czasie spróbuję tygrysicę leczyć farmakologicznie…. a przy okazji mam przestać im powtarzać, że specjalista ma przyjechać jak najszybciej i sprawa jest na cito, bo już to do nich dotarło.

IMG_7403takie atrakcje

Los i system indonezyjskich świąt świeckich i religijnych niezawodnie mi sprzyja, następnego dnia znów było wolne, dlatego ani Susan, ani żaden „bardzo znany chirurg” nie chciał nawet słyszeć o pracy. Może to i lepiej, bo gdyby dr Susan pojawiła się na dyżurze ostatecznie mogłoby dojść do jakiś rękoczynów. Dr Susan nie wysłała do analizy biochemicznej krwi Belli, uznała bowiem, że skoro sprawdzaliśmy ją miesiąc temu i było dobrze, to nie ma sensu badać jej teraz. Ostatecznie, co może zmienić w kocie kilka litrów ropy?
W tym czasie my skompletowaliśmy kryzysowy, lecz wystarczający zestaw narzędzi chirurgicznych, a śmiertelnie obrażona i bezsilnie wściekła Bella znosiła wyniośle zastrzyki i kroplówki.
Po kilkugodzinnym uprzykrzaniu Susan życia wybitnie upierdliwymi SMSami, czy już dodzwoniła się do „bardzo znanego chirurga” dostałam odpowiedź, że tak. Przyjedzie. Już jutro. O 15.
Ekstra!
Chwilę później Dorty opowiedziała mi uprzejmie, o wcześniejszej operacji przeprowadzanej przez „bardzo znanego chirurga”, zakończonej sukcesem, zepsutym przez tygrysa, który zdechł mimo profesjonalnej osteosyntezy wykonanej przy użyciu zardzewiałych gwoździ i młotka z warsztatu inżynierów.

IMG_6836Shilla (mamy tu dużo tygrysów)

To koniec. Nie zoperujemy Belli- umrze. Oni zoperują- też umrze. Ja zoperuję- pewnie też umrze. A może właśnie nie? Ostatecznie- ja nie używam narzędzi wytartych o koszulę, i nie wkładam w koci brzuch rękawiczek, którymi przed chwilą szukałam czegoś w kieszeni spodni. Choasie! Może zabiłam ją tym, że uparłam się na sprowadzenie do niej jakiegoś indonezyjskiego konowała!!!!
Już miałam zacząć siwieć, świrować albo odreagowywać na ludziach… gdy dr Prista wyćwierkała łagodnie, że ona „bardzo znanego chirurga” nie zna, bo studiowała gdzie indziej, ale jest szefem katedry chirurgii na uniwersytecie w Surabaya (stolica wyspy Jawa, drugie co do wielkości miasto w Indonezji), ma duże doświadczenie i jest bardzo stary. I może skoro jest profesorem na uniwersytecie, to umie operować?
Mieliśmy dużo pracy, więc pracowaliśmy. Dużo pracy działa terapeutycznie.
Gdzieś w tle Dorty oprowadzała po ogrodzie przedstawicieli Cikananga Breeding and Rescue Centre, którzy nosili się z zamiarem włączenia naszego ZOO do programu rozmnażania zagrożonych wyginięciem szpaków czarnoskrzydłych. Urodziła się sitatunga. Okulał osioł. Longhorn znów nie chciał jeść.
Wybiła 15- profesora nie było.
16.
17.
17.30.
18.
Od ponad tygodnia, dzięki uroczemu longhornowi-niejadkowi pracowaliśmy z Marchewką w trybie: pierwsze karmienie 6 rano, ostatnie karmienie północ (co zwykle oznaczało sondowanie) z 2 kolejnymi karmieniami i masą innych pacjentów w tzw. międzyczasie. Zaczynałam wpadać w „tryb zombi”.
Czekaliśmy. Razem z nami czekał Stephan i Thorsten z Cikanangi. Thorsten- przyszły studentmedycyny weterynaryjnej, podekscytowany, Stephan- cyniczny i złośliwy, szczerze przekonując mnie, że może się założyć o duże pieniądze, że nie zrobiłabym tygrysicy większej krzywdy moim brakiem doświadczenia niż tutejsi fachowcy wyrzadzą ich indonezyjskością.

IMG_7408Sugang

O 18.30 przyjechali. Było ich trzech+dziewczynka do noszenia walizek. Asystentka, doktorantka, może studentka. Kto wie.Nikt jej nie przedstawili. Przyjechali, przywitali i pojechali się pomodlić i zjeść. Ramadan- po zachodzie słońca wszyscy rzucają się na żarcie. A modlitwa w tym wypadku może naprawdę się przyda.
Zapytaliśmy grzecznie, czy chcą coś wysterylizować. Oświadczyli, że nie.
Jedli długo. Na tyle długo, że w marnej swej kobiecej ciekawości sprawdziłam zawartość ich walizek, by odkryć, że- nie mają rękawic chirurgicznych, mają za to narzędzia, czyste i lśniące, zawinięte w szmateczkę.
Przez kolejną godzinę krążyłam po sali operacyjnej starając się nie dostać żadnego napadziku.
Poza tym snuliśmy plan. Plan zakładał, że jeśli będą chcieli zoperować ją tymi narzędziami, to wywalimy ich z sali. Tomek i Thorsten to wysokie, silne chłopaki- plan był więc dobry.
Stephan dodał, być może pocieszająco, że Bella jako tygrys sumatrzańsko-bengalski, dodatkowo krzywy, niski i garbaty, z punktu widzenia ochrony gatunku nie przedstawia sobą żadnej wartości, więc nie muszę aż tak się martwić. Jakoś mi to nie pomogło. Bella, moja księżniczka!

IMG_6705
Doktory wróciły. Być może dostali w czasie modlitwy objawienia, gdyż postanowili wysterylizować narzędzia…. z innej, nowej walizki.
Dr Susan, Thorsten i stado opiekunów pomaszerowali po pacjentkę.
Doktory ubrały się w zielone operacyjne wdzianka. Założyli czepeczki. Założyli nasze rękawice chirurgiczne. A potem zaczęli zwiedzać salę, oglądać wziewkę, poprawiać włosy, stawiać pasjanse, poprawiać playlistę na kompie i dłubać w zębach. Sterylnymi rękawiczkami.
Gdzieś między rozpaczą, a obłędem usiłowałam zebrać się w sobie i postanowić, że zoperuję kota i zrobię to dobrze.
Tymczasem do akcji wkroczył Marchewka. Mój bohater. Zapytać, jak to możliwe, że profesor z uniwersytetu w Surabaya nie wie, co to aseptyka. Dyskusja była długa. I odkrywcza. Profesorowie popisali się m.in. oryginalnymi spostrzeżeniami, zakładającymi, że skoro podłoga w sali chirurgicznej nie jest jałowa, to ręce chirurga również być nie muszą, ponieważ bakterie i tak są wszędzie. Na szczęście dużo się z Tomaszem kłócimy, co jest swoistą lekcją „retoryki” a przynajmniej odwracania kota ogonem, Marchewka zmienił więc strategię.
– To w takim razie na indonezyjskim uniwersytecie nie uczy się studentów jak zakładać i jak posługiwać się sterylnymi rękawiczkami?- zapytał Tomek- Bo w Europie, to absolutna podstawa.
– Oczywiście, że się uczy- obruszył się profesor.
– To dlaczego profesor tego nie stosuje w swojej praktyce.
– Oczywiście, że stosuję.
– To dlaczego nie stosuje pan tego u nas? Co to, nasz tygrys gorszy?!
Profesory pogaworzyły, pomruczały i skapitulowały. Zdjęły rękawiczki i chciały już marnować następne, ale kazaliśmy im czekać, aż pacjent będzie gotowy do operacji. Obrazili się.

DSC09824
Pobiegliśmy poinformować dr Pristę i dr Susan o naszym sukcesie towarzyskim i ogólnej sytuacji, oraz planie wyrzucenia ich za drzwi jeśli spróbują zabić naszego kota. Trzeba przyznać, że przyjęły to nad wyraz spokojnie.
Chwilę później na salę wniesiono Bellę. Półśpiącą. W półotwartej klatce. Chłopcy uznali, że wygodniej będzie im nieść mniejszą klatkę transportową. Umknęło im jednak, że w małej klatce nie zmieści się wielki, dorosły tygrys. Na dodatek nie spała, ale opiekunowie popisali się znajomością zasad BHP, zarzucili Belli jakaś szmatka nagłowę i uznali, że już teraz jest dobrze.
Kiedyś ktoś w tym ZOO zginie.
Założyliśmy venflon, podłączyliśmy Bellę pod wziewkę, wygololiśmy… w tym czasie Tomek grzmiał pokazując profesorom, jak się zakłada jałowo rękawiczki. Przeklinałby… ale Tomek nie przeklina.

DSC09827
Zaczęło się. Ja z bijącym sercem i alkoholem w ręku, żeby dezynfekować łapy, którymi profesorowie niewątpliwie podłubią zaraz w nosie.
Profesory zestresowały się. I dobrze.
Macica była gigantyczna.

DSC09830
Chirurdzy podwiązali tętnice jajnikowe, podebatowali, pomyśleli i zapytali, czy zgadzamy się na ewakuowanie zawartości macicy, bo inaczej nie dadzą rady jej w żaden bezpieczny sposób zszyć i usunąć.
Oczami wyobraźni widziałam już całą ropę, krew i syf wlewający się do jamy otrzewnej.
Obłożyliśmy całą okolicę chłonnyi polami operacyjnymi. Profesory obiecały otworzyć róg macicy… po czym przecięły w trzonie.

DSC09840

Na stół wylała się gęsta sinobrązwa maź, a w niej… dwa na wpół zgniłe kocięta. Tygrysiątka ograniczone do strzępów skóry i czaszki. Pojedyncze kości pływały luzem. Widok był upiorny.

DSC09850
Zmieniliśmy pola operacyjne, profesory zmieniły rękawiczki niespecjalnie rozumiejąc dlaczego tym razem i zaczęli szyć.

Jeżdżąc nićmi po rozprutej, zionącej resztkami ropy macicy. Załatwili w ten sposób trzy świeżo otworzone nici. Przy czwartej stało się jasne, że jeśli każę im wyrzucić jeszcze kilka- nie będzie czym Belli pozszywać do kupy. Zanim zabrali się do zszywania powłok brzusznych wypłukali nieco jamę otrzewnej.
Układałam w myślach wszystkie moje informacje na temat leczenia zapalenia otrzewnej i patrzyłam, załamana i coraz bardziej zmęczona. Profesory szyły. Pomijając fakt, że szyły paskudnie brudno- szyły ładnie.
Skończyli.
Operacja trwała 2,5 godziny

DSC09862
Odwiązaliśmy tygrysicę od stołu. W całej beznadziej tej operacji trzeba było przyznać, że spała bardzo ładnie. Teraz jednak miałam problem. Rurkę intubacyjną trzeba wyjąć w momencie, gdy pacjent jest na tyle przytomny, by kasłać i przełykać. To znaczy, że nie jest co prawda całkowicie przytomny i sprawny, ale… znacznie. „Znacznie przytomny” obolały tygrys poza klatką…. Stałam przy Belli, głaskałam jej wielki, piękny łeb i usiłowałam wycyrklować, kiedy tą cholerną rurkę wyciągnąć…

DSC09834
Ostatecznie obyło się bez ofiar. Zapakowaliśmy Bellę do za małej klatki, odnieśliśmy do jej sypialni, dwóch opiekunów zostało na warcie. Profesory pojechały. Doktory uciekły do domu. Tomek zbierał listę zamówień na drinki. Ja sprzątałam cuchnącą ropą salę operacyjną i rozmawiałam ze Stephanem o indonezyjskości i Cikanandze, szczęśliwa z propozycji, że jeśli już ZOO doprowadzi mnie na skraj szaleństwa lub depresji- tam przyjmą mnie z otwartymi ramionami, a nawet pokojem, wyżywieniem i kieszonkowym.
– Naprawdę Ania, potrzebujemy tam weterynarzy, zwłaszcza doświadczonych- możesz do nas przyjeżdżać w każdej chwili.
– Wiesz, akurat doświadczonym weterynarzem to ja nie jestem.
– Oj tam, przecież widzę, że pracowałaś wcześniej w zawodzie w Polsce. Nawet powiem Ci, że sporo z małymi kotami!
– A skąd wiesz, że dużo z kotami?
– Bo jak długo pracuję z dużymi kotami, nigdy, NIGDY, nie widziałem, żeby ktoś wpadł na pomysł wywiązywania tygrysa do operacji gazowymi bandażami :DDDD

DSC09818-001

mrożące krew w żyłach połączenie blondynizmu i jawajskości

Chwilę później Stephan pojechał do domu, a my odreagowywaliśmy w naszym pokoju. System of a Down ryczał i grzmiał. Tomek pił. Thorsten i ja piliśmy i paliliśmy. Rozmawialiśmy. Dorty nie piła, nie paliła i milczała. Było cudownie. Nikt, kto nie przebywał w dzikiej Azji Południowo-Wschodniej, samotnie wśród tubylców, dłużej niż 1,5 miesiąca, nie może docenić, jak wielką przyjemność może sprawić rozmowa z Europejczykiem (zakładając, że to Europejczyk na poziomie). Dlatego Dorty siedziała cicho. Nie rozumiała, z czego się śmiejemy. I o czym w zasadzie mówimy. Jawa to intelektualno-towarzyska pustynia.

DSC09823
O pierwszej w nocy poszliśmy obejrzeć pacjentkę i zwolnić opiekunów do domu. Bella półleżała, wodząc po klatce szeroko otwartymi oczami naćpanej koteczki.
O 8 rano leżała grzejąc się w plamie słońca wpadającego przez wąskie zakratowane wyjście. Obserwowała wybieg.
Przywitałam się z nią grzecznie i usiadłam przy ścianie klatki; z jakiś powodów do niej zawsze mówię po angielsku, mając irrancjonalną nadzieję, że wtedy więcej rozumie.

IMG_7376

Bella odwróciła się i długo wpatrywała się we mnie swoimi przepięknymi oczami. Po czym dźwignęła się ostrożnie i powoli podeszła w moją stronę. Usiadła tuż obok. Obwąchała moją rękę. Dała się pogłaskać po nosie. Przez jakiś czas siedziałyśmy tak, wąchając się, głaszcząc i obserwując, aż Bella uznała, że dosyć tych bzdur. Wstała. Przez ostatni dni chodziła jak babuleńka, drobnymi kroczkami, tylne łapki tuż obok siebie. Cierpiąca i obolała (tak, dostawała leki przeciwbólowe). Tym razem po kilku kroczkach kociej gejszy uznała, że jest lepiej. Przyspieszyła. Wydłużyła krok. Przespacerowała się tam i z powrotem. Nocna klatka nie jest duża, ewidentnie jednak było widać, że Bella czuje różnicę i jest jej lepiej. Po kilku rundach zatrzymała się pod swoją „półką sypialną” i przymierzyła do skoku…. po czym pokręciła zdegustowana głową i uznała, że jeszcze nie tym razem. Oparła za to przednie łapy o wysokie, betonowe poidło i wyginając grzbiet zaczęła rozciągać sobie mięśnie łap i brzucha. Po kilku powtórzeniach oparła o poidło tylne łapy i zrobiła kilka skłonów. Moja kochana!

IMG_73801

Miałam postanowienie, że nie będę już myśleć o żadnym zapaleniu otrzewnej. Stało się. Zoperowali. Podaję jej płyny, antybiotyki i leki przeciwbólowe. Obserwuję. Koniec. Nic więcej nie zmienię. Nie ma co świrować. Trzy dni. Odczekać trzy dni i jeśli dalej będzie dobrze- zacząć świętować.
Wieczorem przyszłam ją nakarmić. Niech dziewczyna wie, że potrafię coś więcej niż dźgać ją igłami. Karmiłam ją z ręki. Żeby nie zeżarła za szybko zbyt dużo. Różnie to z kotami bywa, zwłaszcza jeśli mają prawo być bardzo głodne. Bella delikatnie i kulturalnie pożarła 1,5 kg kangurzyny. Kolejne pół kilo pochłonęła nocą.
Kolejnego dnia czuła się dobrze. Zjadła 3 kilo jedzenia. Kroplówki znosiła z zaskakującym spokojem.
Trzeciego dnia czuła się dobrze. Dr Prista kicała po korytarzu piszcząc radośnie, że Bella przeżyje. Dr Susan też się cieszyła. Ja czekałam. Do późnego wieczora czekałam na jakiś „nagły obrót sytuacji” i gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia. A nóż o 23, równo 3 doby po zakończeniu operacji Bella nagle wypije 10 litrów wody, dostanie wysokiej gorączki i umrze? Nie jest dobrze zbyt mocno kochać swoich pacjentów.
Bella nie umarła.
Piątego dnia wypuściliśmy ją pierwszy raz na wybieg. Po czym zagonienie jej na noc do klatki zajęło opiekunom niemal godzinę.
Dziś, 15 dni po operacji jej stan ogólny nie budzi żadnych zastrzeżeń. Spaceruje po wybiegu, wygrzewa się w słońcu, okazjonalnie kłóci się z braćmi.
Wyzdrowiała.

IMG_6702

* zdjęcia z operacji dzięki uprzejmości Thorstena

** Informacyjnie dla wszystkich nie związanych z weterynarią czytelniczek i czytelników koty posiadających: WSZYSTKIE tabletki, zastrzyki, pastylki i „szczepionki” antykoncepcyjne dla kotów prędzej czy później prowadzą do tego samego, co spotkało Bellę- czyli ROPOMACICZA (ewentualnie, do nowotworów gruczołu mlekowego, które u kotów w 80-90% są złośliwe). Jeśli nie macie macie hodowli rasowych/wystawowych kotów i nie myślicie o rozmnażaniu swojej kotki. WYSTERYLIZUJCIE JĄ. Dla jej zdrowia, dobra i komfortu.


3 thoughts on “Harimau Bella

  1. Pingback: Irak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s