Śmierć na Jawie

Krótka przypowiastka o indonezyjskości w obliczu nieodwracalnego dramatu śmierci.

9 rano, do kwarantanny wbiegają opiekunowie w wrzaskiem, że kangur umiera. Trzeci raz ta sama historia- drgawki, obrzęk płuc, ślinotok. Odkręcamy tlen, podajemy furo i relanium, zwierzak uspokaja się, oddech wydłuża. Zostawiamy Pristę z kangurem i biegniemy do dramatycznie pogryzionej kapibary. 15 minut później dr Prista stwierdza zgon.

– Ejjj, zanim taksydermiści oskórują i zdekapitują kangura niech poczekają na mnie, OK?- upewnia się Tomek.

– OK, a dlaczego?- dziwi się Prista; w Batu nic nie robi się „od początku do końca”- sekcja nie jest wyjątkiem.

– Yyyy, no jak to??? Chcę obejrzeć głowę, pysk, krtań, uszy… takie tam.

– Aha.

(…)

– No i?

– No i coś w tej szyi krepituje?

– Jak to krepituje!?- Prista i ja.

– Głośno krepituje- Marchewka, mistrz ciętej riposty.

– Yyyyyyyh- westchnęła Prista- Na prawdę krepituje! To co to znaczy?

– Że ma uszkodzony kręgosłup.

– Yyyyyyyh- westchnęła Prista.- Czyli to prawda! To żółw!

– Jaka prawda? Jaki żółw?

– Żółw zaatakował kangura!!!!

(wymieniliśmy z Tomkiem poważne spojrzenia)

– Opiekunowie powiedzieli, że gdy przyszli rano do pracy, kangur leżał na ziemi, a żółw deptał po jego głowie… i że to dlatego…

– ………aha………

– Ale tak mówią opiekunowie, nie ja!…. tak mam w ich raporcie… że to wina żółwia.

P1140056

 

krwiożerczy drapieżca i niewinna ofiara


4 thoughts on “Śmierć na Jawie

  1. Pingback: Irak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s