Marchewkowy terror

Historia ta wydarzyła się w ciężkich czasach, gdy cielak Jin nie rzucał się na butelkę jakby od tygodnia głodował, ale był rozkapryszonym do granic możliwości cielaczkiem niejadkiem, łaskawie raczącym pić jedynie z rąk taty Marchewki.

Oczywiście nie zawsze było to możliwe. Czasami Tomasz miał na głowie inne sprawy. Czasami miał dosyć swojego słodkiego maleństwa. Tamtego dnia popołudniowe karmienie spadło na dr Pristę.

Po 15 minutach proszenia, miziania, głaskania, zachęcania, masowania brzuszka, klepania zadka, wkładania smoczka w pyszczek i wpychania smoka w ryj dr Prista przydreptała zameldować porażkę.

Przyszłam z pomocą i odsieczą.

Jeśli Tomek był dla Jina Mamą, Tatą, dobrym wujkiem, przytulakiem i przyjacielem, ja byłam podłą suką krzywdzicielką od kroplówek i zastrzyków. Znał mnie. Kojarzył. Poza tym, czasami zdarzało mi się go karmić.

Sprawdziłam temperaturę mleka. Pogłaskałam, poklepałam i wyprzytulałam Jina, coby nabrał ochoty do współpracy. Wsadziłam mu smoczek do dzioba. Jin pociamkał, pociamkał… wyrwał się i nie chciał pić dalej.

– JIN!!!!! O co Ci znowu chodzi???- wrzasnęłam sobie w myślach, a potem krytycznie przyjrzałam się butelce. Odkręciłam. Powąchałam.

– Dr Prista! Jak on ma chcieć pić, jeśli to mleko jest skwaśniałe?- zapytałam.

– Jak to skwaśniałe?- zdziwiła się dr Prista.

– Nooo… jest skwaśniałe, może nam dali takie z Eco Parku, albo trzymali za długo poza lodówką… ale jest skwaśniałe.

– Yyyyyyh- zapowietrzyła się dr Prista wąchając mleko- Naprawdę jest skwaśniałe!

– Yyyyyyh…. Tylko nie mów dr Tomek!!!!

IMG_7317


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s