Squeaky Suri i dramat w trzech aktach- miłość, zdrada i małpie dąsy

Squeaky Suri to najpiękniejsza małpka w naszym ZOO. Surili sumatrzański, z rodzaju langurów (Presbytis melalophos), zagrożony wyginięciem endemiczny mieszkaniec Sumatry. Przez kilka tygodni byłyśmy przyjaciółkami.

Ze Squeaky zapoznała nas Dorty. „Taka miła, grzeczna małpka. Lubi jak ją głaszczą”.

IMG_6235

Squeaky mieszka w klatce dla ptaka. Dużej klatce, dla sporego ptaka, wciąż jednak okrutnie małej dla stadnej, zwinnej, żywej małpki. Suri mieszka w celi. Dlatego przez pierwsze dwa tygodnie pobytu w ZOO konsekwentnie trzymałam się od niej z daleka. Serce pęka, a i tak nic w jej sytuacji nie mogłabym zmienić.

A później Dorty zademonstrowała nam, jaką rozpaczliwą przyjemność sprawia Suri bycie głaskaną przez kraty…. i zaczęło się.

Z naszej trójki Squeaky pokochała Marchewkę. Miłością totalną. Tomek najlepiej drapał. Tomek najlepiej głaskał. Tomek najlepiej trzymał za łapkę. Tomek miał najfajniesze guziki przy koszuli. Tomek miał najlepsze zadrapania. Najpiękniejsze paznokcie. I obłędne włosy na rękach.

Suri witała go szerokim uśmiechem, wrzaskiem i dzikimi skokami po klatce. Piszczała gdy tylko pojawiał się jej zakratowanym polu widzenia. Siadała mu na ręku. Głaskała jego dłonie. Oglądała skrupulatnie wszystkie skaleczenia. Wylizywała zadrapania. Wygryzała skórki przy paznokciach. Tomek w końcu miał swoją długonogą, czarnooką blond pielęgniarkę.

IMG_6236

Do czasu, gdy za radą Dorty przyniosłam Suri kwiatka. Squeaky ma bardzo pragmatyczne podejście do kwiatów… być może również traktuje je jako dowód miłości, jednak po krótkim, zachwyconym oglądaniu wpierdziela je razem z łodyżką. Okazało się, że przez żołądek do serca to prosty szlak nie tylko w przypadku mężczyzn, ale i co niektórych zwierząt.

Od tego czasu to ja byłam największą przyjaciółką Suri.  😀 Głaskałyśmy się i iskałyśmy nawzajem, ja jej przynosiłam kwiatki, ona „opatrywała” moje zadrapania. Przytulała się do mnie gdy była zdenerwowana, śmiała się gdy miała dobry humor… i była najcudowniejsza małpeczką na świecie, ze swoją malutką twarzyczką starej eskimoski.

Male-mitred-leaf-monkey-chewing-on-a-branch

A później się przytruła.

W naszym pracocholicznym świecie bez dni wolnych weekendy mogłyby mijać niezauważane. Weekend to-firmowy lunch, tłum na ścieżkach i, dzięki debilizmowi zwiedzających, gwałtowny wzrost przypadków sraczek u małp. Nie ważne, że można sobie w Batu nakarmić legalnie nietoperza papają albo żyrafę liściem… najfajniej jest nakarmić koczkodana cukierkiem, orangutana ciasteczkiem, a gibona lodami.

Dlatego też, gdy w pewien długi, tłoczny, świąteczny weekend zobaczyłam Suri przyciskającą brzuch do drążka huśtawki i bujającą się nerwowo nie byłam zaskoczona. Nie zjedzone śniadanie, rzadkie odchody na dnie klatki… na mój widok Squeaky podbiegła do kraty i niesubtelnie acz wymownie złapała się za kościsty zadek.

Większość przypadków poświątecznych sraczek u naczelnych z sukcesem leczymy tu „przeczekiwaniem”. To jednak była Squeaky. Bolał ją brzuszek. Miała smutne oczka. Moje biedactwo.

Presbytis melalophos 3

Zawróciłam więc do szpitala po węgiel. Trzeba wziąć pod uwagę, że Suri jest grymaśną, neurotyczną babą i węgla dobrowolnie jeść nie będzie.

Rozgniotłam więc kilka tabletek i rozrobiłam z miodem. Powędrowałam po jej ulubione żółte kwiatki. Nalałam miksturę na środek, dbając o estetykę wykonania i zadowolona z siebie pobiegłam do pacjentki.

Zbolała Squeaky entuzjastycznie złapała kwiatek, by chwilę później zorientować się, że dziwny jakiś jest, czarny. Wskoczyła z nim na dach swojego domku, i zaczęła pedantyczne oględziny. Niby  żółty kwiatek. Ale czarny jakiś. (Tu uważne spojrzenie na mnie). Pachnie normalnie. Lepkie to. (Tu podejrzliwe spojrzenie na mnie). Bleh… no ale wciąż, to żółty kwiatek…

Squeaky z chirurgiczną precyzją wygryzła wszystkie płatki i wyrzuciła terapeutyczny środek.

Southern-mitered-langur-P-m-mitrata

– Oż ty mała cwaniaro… – pomyślałam, i wycofałam się z kolejnym kwiatkiem poza małpie pole widzenia. Otworzyłam koszyczek kwiatka, wydłubałam dziurę w dnie kielicha, wlałam tam kolejną porcję węgla na miodzie, i poskładałam w całość. Trochę przybrudzony był… trochę ten węgiel wypływał spodem.

Zaniosłam go Suri.

Squeaky ociągając się, podejrzliwie zeszła z antypodów dachu swojego apartamentu. Wyciągnęła rękę po kwiatka. Przytrzymałam go, uznając, że jeśli trochę poczeka, albo straci pewność, że na pewno dostanie kolejny smakołyk, może zje go bez większego grymaszenia.

Nic z tego. Suri zlustrowała kwiatka przez kraty, uznała, że to kolejny podstęp i straciła nim jakiekolwiek zainteresowanie. Zachciało jej się za to głaskania.

siary_15348-simpai

– OK paskudo… w takim razie załatwimy cię jak kota- pomyślałam tym razem. Psiknę jej resztkę węgla z miodem na futro, Suri to pedantyczna laleczka, będzie musiała się wyczyścić, więc zje lekarstwo i poczuje się lepiej.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Głaszcząc ją ostrożnie przełożyłam strzykawkę przez kraty i pobrudziłam jej goleń.

Skueaky pojrzała na swoją nogę z przerażeniem i krzyknęła rozdzierająco. Odskoczyła na huśtawkę. Z huśtawki na dach. Kulała! Brudną nogę ciągnęła bezwładnie za sobą. Sztywno wyprostowaną w kolanie.

Usiadła na dachu krzycząc boleśnie. Rozpaczliwie potarła sierść dłońmi. Nie zeszło. Przykleiło się do palców. Squeaky w absolutnie ludzkim geście zrezygnowania machnęła rękami. Puściła mi spojrzenie zdradzonej, skrzywdzonej, niewinnej lecz wściekłej koteczki. I demonstracyjnie obróciła się tyłem.

Presbytis-melalophos_TNBBS_JM_2

– I jak poszło?- zapytał Tomek, gdy wróciłam do kwarantanny. Mimo statusu eks-ukochanego zdrowie Squeaky Suri wciąż leżało mu na sercu.

– Kuleje. – stwierdziłam. – Sparaliżowałam jej nogę węglem. (i streściłam historię surilijowego leczenia).

Być może Tomek chciał wykorzystać podstępnie swój moment i odzyskać małpie względy, być może dla dobra ewentualnego przyszłego leczenia chciał naprawić sytuacje… poszliśmy pacjentkę przeprosić.

Nazrywaliśmy kwiatków. Zatrzymałam się w strategicznej odległości od klatki.

Squeaky bujała się na huśtawce. Wściekła. Z boleśnie wyprostowaną, brudną nogą. Obserwowała wyniośle tłumy turystów i ignorowała wszelkie podsuwane jej lody i cukierki. Na widok Tomka uniosła dumnie głowę i kulejąc wskoczyła na dach domku. Odwróciła się do niego plecami.

1282501762

Tomek pogadał do niej wesoło. Pomówił słodko. Miło. Współczująco. I przepraszająco. Nic. Squeaky tkwiła na dachu, niewzruszona. Ostatecznie Marchewce nie pozostało nic innego jak zostawić kwiatki na progu ukochanej… i odejść.

Teraz obserwowaliśmy ją razem. Squeaky kontem oka namierzyła naszą pozycję. Podąsała się jeszcze chwilę. Po czym zmieniła zdanie. Kulejąc zeszła na półkę z jedzeniem, wzięła kwiatki w łapki i nie spuszczając z nas oczu ostentacyjnie rzuciła je na ziemię. I wróciła na dach domku.

 

 

***

Po tygodniu dąsania Suri znów przychodzi do nas po kwiatki i czasami daje się pogłaskać… ale dawna miłość odeszła na zawsze.

1-15b

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s