Lily i Lenon

30 sierpnia straciliśmy Lily.

Miała 3 tygodnie i 6 dni.

To był szok. Nawet w naszym ZOO, gdzie zwykle wszystko żyje zdrowo, aż umrze.

IMG_8453

Mamy tu, przynajmniej w teorii, rotacyjny system opieki nad kociakami- co tydzień karmi je, bada, waży i mierzy inny lekarz. W teorii. W przypadku dr Susan tygryskami zajmuje się każdy przypadkowo spotkany opiekun, sprzątacz, ochroniarz czy ogrodnik, ktokolwiek,byle nie ja, kto akurat napatoczył się, gdy „ona miała ważniejsze sprawy”.

Mimo wszystko jednak Lily wyglądała zdrowo. Przybierała na wadze, bawiła się z braćmi i kleiła do ludzi. Nie gorączkowała. Nie kaszlała.

Grymasiła przy jedzeniu.. ale odkąd Lily otworzyła oczy picie mleka nie było jej ulubioną rozrywką. Srała 2-3 razy dziennie… ale przecież małe kociaki defekują częściej. Lepiej tak, niż Lenon, który najchętniej zamieniłby się w tygrysiego leniwca i wypróżniał raz w tygodniu. Poza tym Lily była bardzo wrażliwą koteczką, a umówmy się- dr Susan nie ma ręki do zwierząt.

Wszystko było więc „dobrze”.

IMG_8462

30 sierpnia Lily miała 38 stopni, czyli jakieś 0,5 więcej, niż normalnie, ale dr Dorty nie uznała tego za istotny szczegół. Po południu nie bardzo chciała jeść, dr Susan uznała więc empatycznie, że skoro tak, to niech głoduje i poszła do domu.

O 9 wieczorem przyszedł po mnie opiekun z nocnej zmiany, przerażony, że Lily wymiotuje i bardzo źle się czuje. Miała 38,8 C i bardzo bolesny, napięty brzuch. Wymiotowała obficie mlekiem i nieustannie płakała z bólu. Podałam jej leki przeciwwymiotne, przeciwbólowe, osłonowe na żołądek i płyny dożylnie.

Po godzinie uspokoiła się, była jednak bardzo słaba i blada. Przestała miauczeć i marudzić. Osłuchałam ją. Miała dramatyczne zapalenie płuc.

Zapakowałam ją do klatki tlenowej, znebulizowałam lekiem ułatwiającym oddychanie, podałam dożylny antybiotyk. Czekałam. Nie było lepiej.

Było gorzej.

Temperatura spadała, błony śluzowe siniały, Lily dusiła się.

O 3 nad ranem zgasła.

IMG_8456

Wynik sekcji zwłok- enterotoksemia. Diagnozę konsultowaliśmy z lekarzami weterynarii z łódzkiego ZOO, którzy często pomagają nam charytatywnie.

Lily miała przewlekłe zapalenie jelit. Od dwunastnicy aż po prostnicę ściana jelit była zgrubiała i sztywna, śluzówka była krwistoczerwona, jelito ślepe owrzodzone.

IMG_8852

IMG_8856

IMG_8863

Bakterie i produkowane przez nie toksyny przedostały się do krwi doprowadzając do zapalenia płuc i obrzęku nerek.

IMG_8834

IMG_8851obrzęknięte nerki

IMG_8857zatarta struktura

Diagnostyka laboratoryjna w tym cholernym kraju nie istnieje… lub tak przynajmniej utrzymuje dr Susan. Powinniśmy pobrać próbki, wysłać by wyizolować chorobotwórcze bakterie i wykonać dla nich antybiogram. Nic z tego.

Zrobiłam preparaty odciskowe z płuc- miliony G- pałek.

W tej sytuacji Lenon i Leon powinni od razu dostać antybiotyk. Nie ważne, że czuli się dobrze. Mieszkali z Lily która zmarła na sepsę, spowodowaną diabli wiedzą jak zakaźną bakterią.

IMG_8880

Dr Susan podejmowała decyzję całe dwa dni. Oficjalnie, czekała na opinię „zaprzyjaźnionego specjalisty od kotów” z ZOO w San Diego. Pomysł, że dr Susan „przyjaźni się” z jakąś weterynaryjną sławą jest równie absurdalny, jak założenie, że ZOO z San Diego utrzymuje jakiekolwiek stosunki z taką patologią jak „nasze” ZOO. Ktokolwiek jednak siedział po drugiej stronie komputera doradził uprzejmie, że w takim przypadku podanie antybiotyku o szerokim spektrum jest wskazane.

IMG_8881

Koty dostawały więc leki, o Lily wszyscy zapomnieli, a w Lenonie stopniowo rozwijało się zapalenie płuc. Trochę mniej jadł. Przestał przybierać na wadze. Przeprowadziłam z dr Susan kilkanaście długich, ciężkich rozmów, starałam się być przemiła, starałam się być prze-profesjonalna, usiłowałam jej pokazać, o co chodzi… ale Susan jest najwyraźniej głucha.

Antybiotyk zmieniły po 4 dniach. Gdy już nawet Susan nie miała tupetu by zaprzeczać, że Lenonowi rzęzi w płucach.

IMG_8883

W międzyczasie przyjechał nowy kierownik ZOO, który w pierwszej kolejności postanowił zbawić batuańskie gady, dotychczas nieodmiennie umierające z tak skomplikowanego powodu jak chroniczne wyziębienie. Skoro więc już wkrótce pojawią się lampy grzewcze, a już teraz pojawił się ktoś, kto temat węży ogarnia- nagle okazało się, że mam na wyłączność 7 pacjentów, którzy w ogóle nie obchodzą dr Susan= nikt nie przeszkadza mi w pracy. Ten sam kierownik sprawił również, że „karmienie tygrysów” stało się uniwersalnym immunitetem, peleryną niewidką i absolutnie ulubionym zajęciem dr Pri i Susan. Zakładanie, że spędzając z tygryskami co najmniej 4 godziny dziennie codziennie zauważą, że coś się dzieje, byłoby oczywiście błędem.

P1150164

W niedzielę Lenon zaczął umierać. Dusił się. Miał gorączkę.

Dusił się dobre kilka godzin, zanim dr Prista zadzwoniła, czy mogę im pomóc. Dr Susan przecież doskonale panowała nad sytuacją. Przez te kilka godzin zepsuła kilka klisz RTG w ramach ćwiczenia się w robieniu zdjęć (bo akurat wczoraj naprawili aparat) i odkręciła butlę z tlenem.

Gdy przyszłam do gabinetu półżywy Lenon szamotał się w za dużej masce tlenowej. Leki uspokajające dla zwierząt skończyły nam się 2 miesiące temu i do tej pory nie mogę się doprosić następnych. Miał 40,8 C gorączki, ale żadna nie wpadła na to, żeby podać mu antypiretyki.

Osłuchałam. Opukałam. Klatka piersiowa była „zalana”.

Wytłumaczyłam, co się dzieje, o co chodzi i że muszę spuścić ten płyn, żeby miał szasnę oddychać. „Jak?” Strzykawką… „Nie, bo nie”… bo nigdy o czymś takim nie słyszały. Mogą mu co najwyżej podać furosemid.

Nie upierałam się. I tak nie miał szans.

Kilkanaście minut później zmarł.

Te marne 3 sekundy gorzkiej satysfakcji na widok przerażenia i zdziwienia, gdy odessałam ze stygnącego ciałka 5 ml żółtej cieczy. Przećwiczyły… spuściły z niego pół szklanki wysięku, gdy wpadłam na pomysł, że lepiej zrobić to pieprzone zdjęcie i pokazać im chociaż, jak to wygląda na RTG. Susan nie nadaje się nawet na karmę dla lwów, ale Prista nie jest złym lekarzem.

Zrobiliśmy zdjęcie.

IMG_8902

IMG_8901

Zrobiliśmy sekcję.

Dokładnie te same objawy, pomijając szklankę ropnego płynu w opłucnej.

P1150398

 

P1150401

To samo zapalenie jelit. Przy czym trzeba podkreślić, że Lenon NIGDY nie miał biegunki. Do samego końca cierpiał na zaparcia.

P1150428

Tak samo zmasakrowane nerki.

P1150420

P1150423

Ta sama rozmowa, czy można gdzieś wysłać próbki na mikrobiologię. Tym razem zakończona odkrywczym spostrzeżeniem, że wysyłanie próbek i tak jest bez sensu, bo na antybiogram czeka się tydzień.

Oczywiście nie możemy zmienić Leonkowi antybiotyku, bo jakże to? Żeby było lege artis musi jeść Trimoxul przez minimum 6 dni. Nie ważne, że jak dosadnie pokazał Lenon- ten lek ewidentnie nie działa. Przecież nie można odstawiać antybiotyku po kilku dniach.

IMG_8887

Leonek póki co jest tak samo rozkoszynym łobuzem jak przez ostatnie tygodnie. Ma jednak lekką biegunkę, której w tej sytuacji nie powinno się tłumaczyć doustnym antybiotykiem. I zaczynam go lekko słyszeć. On zaczyna pokasływać. Na zdjęciu RTG widać delikatne cienie wokół drzewa oskrzelowego. Nie mogę się doprosić o biochemię krwi, żeby ocenić stan nerek, bo po co?

Dr Prista zgodziła się na leczenie wspomagające, osłonowo-przeciw-wrzodowo-odkasłująco-witaminowe.

Skąd to przyszło? Kto to zawlókł? Mówiłam, że do tygrysów powinna mieć dostęp ograniczona ilość osób. Czystych. Bez butów. W czystych ciuchach. Nie ochroniarzy z żonami, taksydermistów z dzieciakami, pracowników kwarantanny z pradziadkami, weterynarzy prosto po sekcji zwłok… To nie, tutaj nikt nas nie słucha… bo po co? Urodziło się/umarło, łatwo przyszło/łatwo poszło…. tyle tu wszystkiego zdycha… w sumie w czym lepszy mały tygrys od małej lamy?

Tak tragicznie bardzo chciałabym, żeby te bakterie były wrażliwe na nowy atb. I żeby przeżył. Chociaż Leonek.

IMG_8891


9 thoughts on “Lily i Lenon

  1. To tragiczne i małostkowe ze strony władz zoo aby patrzeć jak jakiekolwiek zwierzaki cierpią i nie pomagać im! Ze strony lekarza weterynarii to podstawa i obowiązek zrobić wszystko, żeby takie bezbronne storzenie miało jakieś szanse. Podziwiam Cię, że nadal próbujesz walczyć z tym systemem i ratować, co się da. Za pół roku sama dostanę dyplom i myślałam o egzotycznych praktykach za granicą, by wyrwać się z tego polskiego zaścianka, gdzie ludzie też z przymrużeniem oka patrzą na swoich „pupili”. A ja tylko chciałabym pomagać, mam nadzieję, że ktoś mi kiedyś na to pozwoli.
    Trzymam za Ciebie kciuki i gorąco pozdrawiam!

  2. Jakoś tak przykro, że nie można im było choć na koniec ulżyć. Nawet uśpić. Śmierć z uduszenia jest straszna…
    W Polsze domowe kociaki z takimi objawami maja zakłądane dreny opłucnowe, antybiole minimum 2 z synergizmem w podaniu dożylnym….Ech…

    1. wciąż żyje, jest kłóty z 10 razy na dobę- dwa rodzaje antybiotyków+leki wspomagające+płynoterapia… radosny jest, aktywny, zainteresowany światem i gryzieniem wszystkiego co złapie… i non stop ma sraczkę. Aktualnie jest 3 dzień na głodówce, dostaje tylko oralit do picia i cały czas ma sraczkę. Szukaliśmy już ameb czy innech stworów w odchodach.. ale nic nie możemy znaleźć. Nie wiem, jak to rozwiązac… a o takie kosmiczne luksusy jak analiza krwi nie mogę się doprosić.

      1. moja wiedza na temat dużych kotów niestety jest żadna, ale może warto sprobowac z pektynami (o ile nie dostaje) ? Coś w stylu naszego pectovitu. U naszych „rodzimych” gatunków spisuje sie świetnie. 3mam kciuki !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s