Odcinek w którym pojawia się nowy bohater :P

Kolega M zrobił zawrotną karierę. To dobra historia. Tak absurdalna, że mogłaby wydarzyć się tylko w latynoamerykańskiej powieści surrealistycznej, albo na Jawie. Mam w niej swój istotny udział i póki co jestem z tego dumna.

IMG_8463Jawa, nasza okolica

Fakt że XY ZOO, ze swoją kolekcją ponad 1000 zwierząt i armią 300 pracowników nie ma kierownika był dla mnie sporym zaskoczeniem.

Wolność, hipisizm i świat bez granic TAK, ale mój schizofreniczny umysł nie mógł jakoś pojąć idei wielkiego zakładu pracy bez kierownika i kata z batem nad niewinnie modlącymi się i wiecznie-pijącymi-herbatę uciśnionymi pracownikami. Oczywiście w twardych realiach równikowej rzeczywistości również nie było miejsca na idylliczne bezkrólewie, ZOO funkcjonowało więc tak, jak mogło- czyli to, co do życia i szczęścia potrzebuje jedynie wody, banana i partnerki mnożyło się bez opamiętania (czyt. kozy i nutrie), a co wrażliwsze gatunki poddawane były bezwzględnym zasadom selekcji „naturalnej”. Drzewa rosły, słońce świeciło, zwiedzający zwiedzali, cośtam w klatkach żyło i wszyscy byli szczęśliwi. My zaś błyskawicznie zdaliśmy sobie sprawę, że jako marni weterynarze bez władzy i doświadczenia w pracy z egzotycznymi, nie damy rady wprowadzić w jawajską patologię europejskich standardów.

IMG_6754

Zaczęłam więc do cotygodniowych raportów dla szefa dopisywać krótką rozprawkę dającą się streścić do „POTRZEBUJEMY KIEROWNIKA”.

Pomiędzy raportami pisałam oczywiście bloga, bo na tle innych rozrywek dostępnych na Jawie wieczorowa porą, siedzenie przed kompem jest naprawdę dużą atrakcją.

W tym miejscu pojawia się kolega M. Kolega M. napisał mejla, że czyta i lubi i fajnie, a poza tym, czy mamy na stanie lamparty jawajskie, które chciałyby polecieć do Europy porozmnażać się i ocalić podgatunek. I tak od mejla do mejla okazało się, że kolega M pracuje w ZOO od dawien dawna, trochę się zna, ma dobre serce, chce poprawić karmę, albo się nudzi, mógłby więc trochę mi pomóc profesjonalnymi radami. Jak zaproponował, tak uczynił… a dwa miesiące później dostał pracę. Jako kierownik!

Moja proza odmienia życie czytelników! Jestem jak Paulo Koeljo😛

IMG_6354

Oczywiście kilka emaili i książek o lampartach i żyrafach przyjaźni nie czyni (przynajmniej nie w moim pokrętnym przypadku).

Nowy kierownik.

Był strach. I stres.

Ale przecież to Polak. Swój. Wódkę przywiezie. I drożdże winne. W końcu będzie można z kimś pogadać. Może nawet się napić.

IMG_6265

Przede wszystkim nowy kierownik miał ogromne znaczenie strategiczne. Sama dr Susan nie zwolnię, ani nie przekonam szefa. Jeśli tysiące dolarów puszczone z dymem w postaci trupów tygrysów czy gepardów nie są wystarczającym argumentem, to sama nic więcej nie wymyślę. Może kierownik da radę. Na początek wystarczy, że przejmie 3/4 jej kompetencji i w końcu do klatek XY ZOO zawitają modnie brzmiące enrichmenty i diety składające się z czegoś więcej niż bananów i marchewki. Poza tym, gorąco liczę na to, że teraz Susan nie będzie mogła blokować wszystkich moich pomysłów swoim arbitralnym „nie bo nie” i w końcu będę mogła zacząć działać i leczyć.

Nadziei było dużo.

Przyjechał M.

IMG_7466

M. okazał się być bystrym człowiekiem i po trzech dniach był już w 100% pewien, że to, co przeszkadza w XY ZOO najbardziej, to dr Susan. Niestety zwolnienie jej, jako pierwsza czynność zawodowa, nie wchodzi w grę. Nad kierownikiem M jest jeszcze kilku innych szefów, którzy mogą mieć obiekcje wobec tak szybkiej i drastycznej decyzji na temat dalszej „kariery” head veta. Mają się dogadać. I współpracować. Kierownik M i dr S po pierwszych zgrzytach i burzach i huraganach póki co przykładnie stosują się do odgórnych rozporządzeń, ćwierkają o dartach, słodzą o krokodylach, piją sobie z dzióbków, misterują, doktorują i są przeuprzejmi i przeuśmiechnięci do zażygania. W kuluarach ostrzą noże. Sieją cykutę. Syntezują arszenik.

Czekając na cios w plecy staramy się szukać alternatywnych rozwiązań. Idzie nam zaskakująco dobrze. Mamy wspólny cel- („Nowe Singapore ZOO”), a to już dużo. Na wypadek, gdyby ktoś chciał nas podsłuchać, przetłumaczyć i zdekonspirować, dr Susan występuje w naszych dialogach jako „dr Karma dla lwów”. Oczywiście nigdy nie myśleliśmy poważnie o strąceniu naszej koleżanki z pracy na wybieg lwów… dr Susan jest za tłusta.

IMG_6869

*

– Mam cały Reptile Garden do odrobaczenia… mógłbyś mi pomóc, jak będziesz miał czas?

– Nie ma problemu.

– Tylko wiesz, jak ja mam odrobaczyć kobrę? Nafaszerować jej węża fenbendazolem?

– Kobrę…. to ty zostaw do odrobaczenia dr Karmie. I grzechotnika też. I żmiję nosorogą… jest tam coś jeszcze?

– Taipan😀

**

– Widziałaś gdzieś dr S?

– Nie, a co?

– Muszę z nią przedyskutować plan przenoszenia tego największego krokodyla różańcowego.

– Oo! Nie spodoba jej się.

– Nie obchodzi mnie to. Musi mi pomóc.

– A co? Masz wakat na pozycji „żywa przynęta”

–😀

***

– Wiesz, no nie musisz mi tłumaczyć, że zestaw ksylazyna, zoletil i ketamina od święta to marny zestaw dla słonia czy żyrafy…

– No tak, no ja rozumiem, że nie wszędzie się ma etorfinę, czy immobilon, ale żeby mieć chociaż medetomidynę!!! …. Chociaż też, jak już, to wolałbym, żeby kupili immobilon, bo przecież jak Susan kupi czystą etorfinę, to ona się tym zabije….. …………………….:D

–😀

****

Po Safari wciąż biega „wściekły” jelonek, który tydzień temu zrzucił scypuł i najchętniej zamordowałby cały świat. Za tydzień 5 naszych byków wielbłądów jedzie na wakacje na Bali i przecież wet prowadzący powinien być przy załadunku😀 Są niedźwiadki malajskie z zacinającą się niebezpiecznie klatką ściskową. I mandryle. I jaguar Bima. Bizony. Wredna eland…. tyle możliwości😛 Mamy taką niebezpieczną pracę😛

Przede wszystkim jednak nagle zrobiło się dramatycznie dużo pracy! Bo jeśli nie mam czasu pisać wieczorami, ani robić zdjęć na dyżurze… to znaczy, że jest aktywnie. I rozwojowo. I dobrze.

IMG_8787


3 thoughts on “Odcinek w którym pojawia się nowy bohater :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s