Babuszka

To był najpiękniejszy widok jaki mogliśmy sobie tego ranka wymarzyć! Babuszka na antypodach!

IMG_0693

Babuszka jest gibonem borneańskim, któremu na stare lata dane było zostać bohaterem historii kryminalnej… prowadzącej do smutnego wniosku, że na Jawie lepiej trafić w ręce białych przestępców niż praworządnych Indonezyjczyków.

Babuszka została porwana.

Przez nas.

Było to dawno, dawno temu, kiedy to kierownik M stawiał pierwsze kroki na jawajskiej ziemi i przyjechał obejrzeć ZOO M, gdzie również ma rządzić, dzielić i próbować pracować. M-ZOO nie zrobiło na kierowniku najlepszego pierwszego wrażenia. A to mara biegała po ekspozycji z gigantyczną raną grzbietu, zżeraną przez kolejne pokolenie much,a to nadliczbowy niedźwiedź malajski spędzał swą młodość w klatce 1*1,5 metra, albinotyczny kangurek dreptał po wybiegu z kikutami usychających łapek, a ostronos obnosił się po klatce z gigantycznym nowotworem gruczołu mlekowego… Kiedy więc doszliśmy do kwarantanny, gdzie na podłodze klatki wykonanej w klasycznym indonezyjskim stylu: „wielki beton; asceza” dogorywał skandalicznie odwodniony, wychudzony, skołtuniony gibon z połamaną ręką, kierownik M wzburzył się. Argument, że przecież małpa ma wodę (zawieszoną 1,5 metra nad ziemią), tylko nie pije (warstwa glonów, larwy komarów i cały mały ekosystem w misce „bo w ciepłym klimacie tak się dzieje z wodą”) nie pomógł.

Zapakowaliśmy gibonicę do bagażnika i łamiąc kilka poważnych przepisów pojechaliśmy do naszego wspaniałego ZOO.

IMG_0692

Kierownik M w ówczesnym czasie bardzo wierzył w moje chirurgiczne talenty i założył optymistycznie, że z pomocą kilku książek naprawię małpią łapę. Niestety sytuacja okazała się być beznadziejna. Uraz był bardzo stary (zwichnięcie nadgarstka), długotrwałe nie używanie dłoni doprowadziło do dramatycznych przykurczy ścięgien mięśni zginaczy nadgarstka i palców, oraz zaników mięśni przedramienia. Babuszce nie można było nawet rozprostować palców, a rehabilitacja półdzikiego zwierzęcia nie wchodziła w grę.

Ostrzygliśmy jednak małpie dready, wyczesaliśmy tragicznie zaniedbaną sierść, odpchliliśmy, odrobaczyliśmy, nawodniliśmy i zaczęliśmy porządni karmić.

IMG_0694

tak jedzą nasze małpy i czasami zastanawiam się, czy nie poprosić działu żywienia, żeby mi też szykował co rano jakąś miskę (ale wtedy Susan na pewno próbowałaby mnie otruć)

Babuszka spędziła kolejne kilka tygodni w klatce w naszej kwarantannie; pomiędzy stadem zapasowych ostronosów, a jawajskim gibonem psychopatą, który doprowadza do szału nas i niewątpliwie wszystkie kwarantannowe zwierzęta, wyjąc opętańczo co noc, o 3 nad ranem.

W międzyczasie zastanawialiśmy się, co by tu z Babuszką zrobić, bo jako kaleka, stara, smutna małpka jest „nieekspozycyjna”, a żal trzymać ją do końca życia w kwarantannie. Odesłanie jej z powrotem do M-ZOO również nie wchodziło w grę.

Wtedy też, zwiedzając imperium braci RR kierownik znalazł „zapomniane ZOO”. I się zachwycił. Blisko. Cicho. Zielono. Są wielkie klatki. Jest klimat (zmierzch ludzkiej cywilizacji, listopad i przemijanie- zarastające tropikalnym zielskiem woliery, suche liście chrzęszczące pod stopami i wysypisko śmieci budowlanych 50 metrów dalej). Jest potencjał i wielkie możliwości.

Pozwolenie na wykorzystanie porzuconych wolier dostaliśmy zaskakująco szybko.

I zaczęło się. Teraz pomiędzy pacjentami meblujemy klatki. Projekt jest porywająco „ekologiczny”, bo recyklingowy. Gałęzie zabieramy z zaplecza żyrafiarni. Trochę prostych tyczek podprowadziliśmy z nowego wybiegu dla lwów (projektant był najwyraźniej zafascynowany Biskupinem- nie widzę innego powodu dlaczego lwie cztery ściany muszą być obite palisadą prymitywnie ociosanych pieńków). Reszta jest z odzysku. Z wysypiska. Nasze małpy będą skakać po blatach wyrzuconych stołów, starych skrzynkach transportowych, niepotrzebnych paletach, tablicach informacyjnych i drzwiach donikąd…

IMG_0695

Świetnie się bawimy. Nawet trochę zazdroszczę Tomkowi, że ma mniej pacjentów, a więcej czasu na budowanie dziwnych konstrukcji z belek i gałęzi. Fajna praca. Wymierna.

Babuszka była trzecim zwierzakiem, który wprowadził się do „Zapomnianego ZOO”. Ma specjalną klatkę z szerokimi, niskimi stopniami i poręczami z lin. Budę dla psa na ziemi. Spokojne sąsiedztwo w postaci wiewiórek olbrzymich.

Pierwsze trzy dni nieco nas zawiodły. Tomek popisał się swoimi konstrukcyjno-empatycznymi zdolnościami, przygotował jej klatkę spokojnej starości, a gibonica siedziała tylko na parterze. Może wydawała się bardziej zrelaksowana i szczęśliwa. Miała świeże powietrze. Ziemię, a nie siatkę pod stopami. Ptaki i wiewiórki, a nie gibona-psychola za towarzystwo. Poza tym, jak każda stara małpa w tym ZOO, po kilku tygodniach znajomości była już totalnie zakochana w Marchewce i na jego widok biegła do siatki, żeby się przywitać, potrzymać za ręce i popatrzyć sobie w oczy, więc teraz przesiadywała sobie razem z Tomkiem, albo obserwowała, jak robi nowe klatki i strach się bać, jakie małpie myśli krążyły po jej starej głowie. Wszystko było w porządku… tyle tylko, że żyła na podłodze.

Dziś rano siedziała na najwyższej półce.

I śpiewała cichutko.

* I to są momenty dla których tak bardzo bardzo warto starać się i pracować w ZOO; bo czasami jednak udaje się zrobić coś dobrego.

ngs94-0142


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s