*

Ponieważ za sprawą mojej skromnej osoby liczba rodaków w imperium RR osiągnęła liczebność spokojnie usprawiedliwiającą założenie w Batu konsulatu, baru ze śledziem, wódką i ogórem, a już na pewno refundowanej przez NFZ poradni psychologicznej, w naszej smutnej egzystencji emigrantów na Jawie pojawiła się namiastka życia towarzyskiego. Z uwagi na brak pubów, klubów i lokali (o szkołach tanga i milongach nie wspominając), podkreślam namiastkowość tego życia. Dobrze, że po 5 miesiącach poszukiwań udało nam się znaleźć monopolowy.

Życie towarzyskie upływa więc nam na wspólnym gapieniu się w telewizor i skakaniu po 15 kanałach. Jest nawet Animal Planet. Teoretycznie moglibyśmy oglądać filmy, jednak w sytuacji gdy ja jestem chwilowo zauroczona produkcjami Ves’a Anderson’a, Tomek „Transformersami”, a reszta nie ma (sensownego) dostępu do internetu- o porozumieniu nie może być mowy.

Gapimy się więc w TV.

Popatrzyliśmy na wytarzanego w błocie komandosa wyżerającego skorpiony spod kamieni i pijącego wodę z kałuży. Obejrzeliśmy fragment filmu przyrodniczego o Wyspach Wielkanocnych, traktującego o fakcie, że umarło tam wszystko co mogło. Przerzuciliśmy się na CNN, gdzie tylko walki, wybuchy, wojny i zamachy. Spróbowaliśmy spojrzeć na świat z innej perspektywy, w Al Jazeerze były tylko wybuchy, walki, wojny i zamachy. Przełączyliśmy na BBC gdzie były zamachy, wojny, walki i wybuchy.

– Ja *** (tu spontaniczny wyraz negatywnych emocji)! Tego się nie da oglądać! Znaczy ja nie mogę! Wszystko jest bez sensu! Wycięli w pień lasy na Wyspach Wielkanocnych i niczego się nie nauczyli; wszystko zniszczą, spalą, zaorają, zeżrą i wybiją. Chińczycy wpierdalają ostatnie tygrysy, jacyś amerykańscy komandosi wpieprzają skorpiony i jaszczurki… później pewnie bachory w przedszkolach też żują jaszczurki bo się napatrzą na tego idiotę… A cała reszta świata zamiast wziąć się i ratować co zostało, będzie się bawić w wojny i masakrować cywili bo tak najłatwiej. Boże!…. Musze się napić!-podsumowałam.

– Łoooohoho… no to jak już się zaoferowałaś… to jedziesz po wódkę😀
– Yyyyy… nie no… to była taka… filozoficzna rozkmina.

– Nie, nie… znaczy tak, tak… zgadzamy się z tobą; trzeba się napić.

– Ale przecież piliśmy wczoraj?

– No i?

– I przed wczoraj.

– Jedziesz po tą wódkę czy nie?

– No właśnie wiesz… ja nie wiem czy… znów?

– My jesteśmy za.

– Ale ja nie jestem.. chyba- asertywność, moja mocna strona.

– OK, to rzucimy monetą. Patrz- tu masz ptaszka, druga strona, masz… kurwa też ptaszka😀 No to nie, wróć. Tu masz „jalak bali”- jak wypadnie, to pijemy. A tu masz… „bank Indonesia” jak wypadnie…. to tym bardziej pijemy…. to chyba musisz jechać.

Nie jest lekko żyć na Jawie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s