Mt Bromo

Gdyby przed przyjazdem do Indonezji, ktoś powiedziałby mi, że swoje pierwsze 6 miesięcy na Jawie przesiedzę murem w ZOO, a jedyne wycieczki będę robić do ptaszarni za płotem i miasta 40 km dalej, powiedziałabym, że zwariował🙂

IMG_8468

Jednak stało się. Ja, taka zapalona turystka. Pół roku w nowym, egzotycznym kraju- dzień w dzień w pracy. Raz w tygodniu niecały dzień wolnego, spędzany zwykle na spaniu, praniu, sprzątaniu i w porywach zakupach w Malang, a przyjeżdżając na Jawę o okolicznych parkach narodowych, górach, rzekach i atrakcjach wiedziałam więcej, niż ogrodzie zoologicznym gdzie miałam się edukować. To się nazywa pasja. Albo choroba.

Tymczasem jedynie 70km dalej wznosił się i dymił Mt Bromo, bodaj najsłynniejszy wulkan Indonezji, a na pewno Jawy. Mekka turystów. Absolutne „musisz to zobaczyć”.

P1160359to akurat Mt Semeru, sąsiad Bromo

Chcieliśmy to zobaczyć. Bardzo.

Nigdy nie było czasu… Najpierw nie było czasu. Później uznaliśmy, że skoro już tyle czekamy, to poczekamy na przyjazd kierownika M, i zobaczymy razem. Później znów nie było czasu. Chorowały tygrysy. Chorowały tamarynki. Chorowały sitatungi. Karma dla Lwów i dr P wzięły sobie tydzień wolnego. Kierownik M gdzieś wyjechał… Ostatecznie, gdy siłą swą sprawczą i uporem kierownik wyjazd zorganizował okazało się, że wycieczka, obowiązkowo składająca się z podziwiania wschodu słońca nad wulkanami wyniesie nas ponad 50 USD od osoby.

To był nokaut. 50 dolarów za widoczek? W Indonezji???!!! Trochę już wschodów słońca w życiu widziałam (i w pierwszej dziesiątce najlepszych wschodów słońca w moim życiu na pewno są te z Gorców i Bieszczad zimą) i jakoś nie wydawało mi się, aby spektakularność tego z Bromo warta była 50 dolarów.

Pojedziemy sobie sami naszym skuterkiem. Albo wejdziemy pieszo!

P1160364

Kierownik pojechał sam z hiszpańskimi trenerami papug. Po czym wrócił z niewesołym przekonaniem, iż faktycznie, wschód słońca nie był wart swojej ceny. Tłum, kurz, ajfony, lustrzanki, kamerki, aparaty na patkach i miliard Azjatów zza których nie widać nieba.

Pocieszyliśmy się przenikliwością naszej niezwykle słusznej decyzji, żeby bojkotować i nie zwiedzać. Niedługo potem przyjechała jednak Karolina (tak, indonezyjska Polonia rozrasta się pod naszymi skrzydłami jak chwasty po deszczu) i kwestia zwiedzania Mt Bromo wróciła. Bo mimo wszystko, jakże to tak nie zwiedzać, skoro Bromo ma zachwycać. Jest gwiazdka w Lonely Planet. Jest 150 gwiazdek na tripadvisorze… Wypadałoby zwiedzić. Ostatecznie w okolicach Malang niewiele jest miejsc, które warto zwiedzić. Większość ciekawych miejsc już dawno wycięto, zaorano i obsiano ryżem.

P1160346

Tym razem wycieczkę organizwała dr Ucha (czyt. Ucia), weterynarz z zaprzyjaźnionego ZOO, gdzie dla odmiany kaganek oświaty niesie dzielnie Karolina. Fakt, że dr Ucha’i chciało się jeździć po nocy na szczyty wulkanów ze stadem turystów niezaprzeczalnie świadczy o tym, że nie jest to nadmorska wersja dr Karmy dla Lwów. Ucha jest fajna.

P1160401

Było nas siedmioro. W wynajętym samochodzie, którym dojechaliśmy do przeżartej turystyką wioseczki Cemoro Lawang u stóp Bromo, było ciasno i ciepło. Dalej musieliśmy pojechać samochodem terenowym (napisałam najpierw jeep, ale Tomasz żachnął się, że to taka sama ignorancja, jakby pisać na nazywać dzioborożca tukane, czy na odwrót… jeep brzmi lepiej, ale skoro to nie był jeep nic na to nie poradzę). Cena wejścia do parku narodowego jest mniej więcej stała (waha się o kilka tysięcy rupii w zależności od sprzedającego i nieobycia kupującego). Cena samochodu terenowego jest wprost proporcjonalna do ilości obcokrajowców zainteresowanych wynajęciem. Z naszą białą skórą niewiele można było zrobić, za to jadący z nami Pakistańczyk dostał zakaz odzywania się przy kierowcy. Tym sposobem, oraz dzięki obrotności Ucha’i, po kilkunastu minutach targowania, siedzieliśmy w naszym 4×4 i tłukliśmy się dziurawymi serpentynami w kierunku punktu widokowego. Nie chciałabym jechać tą drogą na skuterze. Zwłaszcza w nocy. Poza tym- było upiornie zimno.

DSC_4462To już długo po wschodzie słońca i zdobyciu Mt Bromo (czyli o 9 rano). Noc bez snu i poranek bez kawy. Niszczące😀

Mt Bromo ma 2329 mnpm, punkt widokowy do którego zmierzaliśmy Mt Pananjakan 2770 mnpm. Wszyscy lojalnie ostrzegali nas, że na szczycie będzie zimno. Temperatura spada czasami nawet poniżej zera.

Pośmialiśmy się. Poniżej zera! Wow i jej! Nie będą tu Indonezyjczycy uczyć nas, Polaków, co to znaczy zimno, i jak się ubrać😛 Poza tym, co to za zimno -1st C?

Na wszelki wypadek ubrałam na siebie wszystkie swoje ciepłe ciuchy…. co aktualnie niewiele znaczy.

Już w wioseczce z parkingiem jeepów można kupić wełniane czapki, szaliki i rękawiczki. Tomek o mały włos nie dostał czapki w kiblu, bo obrotny dziadek klozetowy nie chciał mu wydać reszty w bardziej konwencjonalny sposób. Na miejscu można kupić wszystko, łącznie z kożuchami i puchowymi kurtkami. Co więcej- można wypożyczyć płaszcze i koce!

Przez moment nas to śmieszyło. Przez ten moment, który zajmuje przejście kilkudziesięciu metrów z parkingu do punktu widokowego, i który Indonezyjczycy nazywają chodzeniem po górach. Potem przestało być śmiesznie. Było zimno. Było tak UPIORNIE ZIMNO, że po godzinie dzwonienia zębami poważnie zastanawiałyśmy się, czy nie olać tego wschodu słońca i nie iść grzać się przy jakimś ognisku z kukurydzą na patyku (lokalna gastronomia). Wytrzymałyśmy do końca, ale wracałyśmy sine.

P1160354

Musiałyśmy wytrzymać- przyjechałyśmy wcześnie i wywalczyłyśmy dobre miejsce. Przy barierkach. Wiało co prawda, ale miałyśmy widok na pożar. „Wywalczyłyśmy” nie jest literacką emfazą. Na szczycie był tłum. Prawdziwy, gęsty, tłoczący się, jazgoczący, wpychający w kadr, irytujący tłum. Naprawdę- jest całkiem możliwe i realne, żeby nie zobaczyć wschodu słońca, bo „tłok” zasłaniał.

DSC_4334

Druga sprawa, że blondynkom zawsze wiatr w oczy i ciężej przez życie. Sterczałyśmy sobie przy naszej barierce z widokiem na pożar. Szybko straciłyśmy nasze uprzywilejowane miejsce na rzecz właścicielek tłustych dup, które najbezczelniej w świecie wspięły się na barierkowy murek i windując swoje tyłki na poziom naszych oczu przysłoniły nam nieestetycznie świat, by podrygiwać z zimna rozgrzewając się strzelaniem selfie. A my stałyśmy, marzłyśmy i próbowałyśmy fotografować pożar.

DSC_4329

Świtało, gdy ocknęłyśmy się, że na Google i pocztówkach Mt Bromo wygląda jakoś tak inaczej… że  wulkany tam są, a nie pagórek z pożarem… Odpowiedni (ten, jedyny, wielogwiazdkowy) widok znalazłyśmy tuż przed wschodem słońca. Trzeba być blond, żeby na szczycie góry marznąć i gapić się nie tam, gdzie trzeba! Ale dobrze się bawiłyśmy. I zdjęcia Bromo też zdążyłyśmy cyknąć.

DSC_4351

DSC_4354

DSC_4359widok zmienia się z każdą chwilą

Po obejrzeniu najdroższego wschodu słońca na świecie tłum wraca na parking obowiązkowo zatrzymując się w gastronomicznych barakach Mt Pananjakan. Oferta nie jest duża- zupki w proszku, zupki w kubełku, ziemniaki i kukurydza na patyku, herbata, kakao- ceny wysokościowe, ale wlać w siebie coś ciepłego po godzinach zamarzania- bezcenne. Gdyby tam postawić budę z grzanym winem muzułmańska prohibicja nie miałaby nic do gadania.

Gdy już odnaleźliśmy w parkingowym tłumie nasz samochód, władowaliśmy do środka i zaczęliśmy grzać obsadą- ruszyliśmy w kierunku Morza Piasków. I, ostatecznie, Mt Bromo.

DSC_4364

Mt Bromo to tak naprawdę taki „wulkan w wulkanie”… jak ruska matrioszki. Mt Bromo jest aktywnym wulkanem położonym, razem z 4 innymi wulkanami, w ogromnym kraterze wulkanu Tengger.

Morze Piasków to wulkaniczny pył pokrywający dno potężnego krateru.

O ile słynny wschód słońca nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia- tu naprawdę zaczęłam się świetnie bawić!

DSC_4379

Indonezyjczycy to nacja, która chodzenie traktuje jak atawizm bądź sport ekstramalny. W Indonezji nawet do sklepu za rogiem jeździ się skuterem. Jeździliby skuterami po mieszkaniu, gdyby metraż im na to pozwalał. Dlatego kilkaset metrów z parkingu na skraj krateru wulkanów można pokonać konno.

DSC_4399

Morze Piasków przemierzają potępieńczym stępem w górę i dzikim galopem w dół dziesiątki koników.

DSC_4454

DSC_4451

DSC_4403

 

DSC_4451

 

Na całej długości „szlaku”, zwykle w relatywnie mniej kurzących się miejscach, rozstawione są kramy z bukiecikami suchych kwiatków, na ofiarę bogom z wulkanu. Indonezja to bardzo uduchowiony kraj, pełen paranormalnych mieszkańców parających się najróżniejszą działalnością, zwykle przestępczą, gdy nie są właściwie czczeni i obdarowywani. Nic więc dziwnego, że bogowie wulkanu wymagają sporej ilości bukiecików. Co więcej, Mt Bromo pełni bardzo ważną rolę w kulturze ludu Tenggerese (lekko 600 000 ludzi mieszających „w okolicy”). U stóp góry znajduje się hinduska świątynia (Pura Luhur Poten- dla zainteresowanych; mocno żałuję, że jej nie zwiedzaliśmy), a raz do roku (w grudniu bądź styczniu, w zależności od pełni księżyca) na szczyt wulkanu wyrusza procesja z darami; w zamian za kwiatki, owoce, warzyw, a w porywach kozy i inne zwierzęta wierni otrzymują obietnicę szczęścia, zdrowia, urodzaju i ochrony przed złymi urokami. Tradycja Yadnya Kasada wywodzi się z XV-wiecznej legendy, zgodnie z którą dobrzy bogowie wysłuchali modlitw zdesperowanych, bezpłodnych rodziców obdarzając ich 24 pociechami, z zastrzeżeniem, że 25 musi zostać strącony w czeluście krateru…. jak szczęśliwi rodzice posłusznie uczynili.

DSC_4422

My oczywiście nie wierzymy w zabobony i nic w cuchnące siarą opary nie wrzucałyśmy. A że jestem nieśmiałą sierotą nie mam też żadnego zdjęcia zakutanych w 15 chust i hidżab handlarek… i to wielka strata.

DSC_4419

Karawany koników zatrzymują się dopiero pod schodami na szczyt, i tu dla jawajskich turystów zaczyna się masakra. Schody!!! Nie-ruchome schody! Straszne!

Stałyśmy w korku. I odpoczywałyśmy co 3 stopnie. Niskie, niestrome schody, takie wyzwanie!

P1160403

A na szczycie takie widoki!

DSC_4435

P1160399

 

P1160399

DSC_4440

 

Pomijając Mt Tongariro (albo Mt Dum w Mordorze Nowej Zelandii) nigdy wcześniej nie byłam na żadnym wulkanie.

I robi wrażenie. Niby wielka kupa żwiru i popiołu, ale dymi. Aktywny jest. Wybucha regularnie. Kilka lat temu plunął sobie kamykami i zabił dwóch turystów (tak, mamo, jestem ostrożna). Brzeg krateru taki wąski. Zbocza takie strome. Dziura do wnętrza Ziemi. Fajnie🙂

Przede wszystkim jednak obezwładniająco klepie siarą.

DSC_4437

Dlatego też ciężko jest długo kontemplować wulkaniczne czeluści.

Łatwiej brnąć po kostki w pyle i fotografować koniki. Koniki były malutkie, drobniutkie i urocze.

DSC_4449

DSC_4457

DSC_4456

DSC_4445

Morze Piasków w całej okazałości.

DSC_4406

Te dwa durnowate cienie to Karolina i ja.

DSC_4388

My mieliśmy profesjonalne chirurgiczne maseczki… a przyjaciele Ucha’i poszli w romantyzm🙂

DSC_4458

Nasz wóz.

I powrotna droga na normalną Jawę.

DSC_4469

DSC_4467

DSC_4463

 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s