Szczęśliwe szopy i marchewkowe zabawki

Dzisiejsza notatka poświęcona będzie efemerycznemu zjawisku, jakim jest Tomasz Marchewka dobro czyniący (każdemu się zdarza).

DSC_5496

Zanim jednak rzesze fanek zyskają kolejne powody do wzdychania, dwa mądre słowa: stereotypia i enrichment.

Stereotypia to sposób zachowania zwierząt, który co wrażliwszych obserwatorów skłania do refleksji nas zasadnością istnienia ogrodów zoologicznych. Mam wrażenie, że ludzie z przerażającą łatwością są w stanie zaakceptować przetrzymywanie zwierząt (dzikich, „rzeźnych”, hodowlanych) w klatkach, o ile te nie łażą maniakalnie w kółko, nie smarują szyb, gałęzi, siebie i kolegów gównem, nie kopulują na wybiegu, bądź nie onanizują na oczach dzieci, młodzieży, starców, duchownych i osób głęboko wierzących. Maniakalne łażenie w kółko to właśnie stereotypia. Trzy kroki w prawo-ściana- obrót- trzy kroki w lewo-obrót-trzy kroki w prawo-ściana-obrót-trzy kroki w lewo… Podłoga-gałąź-gałąź-półka-gałąź-gałąź-podłoga-gałąź-gałąź-półka… Proste, bezsensowne, bezmyślnie powtarzane ruchy, za którymi stoją poważne zaburzenia psychiczne.

Enrichment*- z angielskiego i jawajskiego „wzbogacenie”, czyli w przypadku ZOO wszystko to, co można zwierzakowi wrzucić do klatki, żeby jego życie stało się piękniejsze. Platformy, liny, hamaki, drabinki, dziwne dyspozytory do żarcia, sadzawki z rybkami, baseny z bojami, huśtawki, zabawki, kołowrotki… jeśli jest czas, wola, wyobraźnia i pozwolenie rządzących- można poszaleć.

* w naszym wielokulturowym czyt. jawajsko-polsko-chińskim zespole, jak i materiałach edukacyjnych z których korzystamy, wszyscy enrichment nazywają enriczmentem (ew. „apgrejtem klatki”) i dziwnie by mi się pisało, gdybym teraz nagle na potrzeby czystości językowej próbowała to na siłę spolszczyć… niech więc już raz tak „światowo” zostanie.

IMG_1179

W naszym ZOO, przy wszystkich jego spektakularnych wadach i absurdach, uczciwie trzeba przyznać, że stereotypia nie jest dużym problemem. „Nieduży” w mojej subiektywnej ocenie oznacza 10-15 zwierząt w kolekcji liczącej ok 1300 osobników. Wśród nieszczęśliwych zwierząt były dwa szopy pracze. Każdy z nich żył na innym wybiegu. Jeden z parą, a drugi z pięciorgiem współwięźniów. Nie wariowały „aż tak bardzo”. Tylko od czasu do czasu, być może w z okazji co większych „napadzików” dreptały maniakalnie wzdłuż szyby. Może miały jakieś kłopoty towarzyskie? Reszta towarzystwa nie miała żadnych problemów egzystencjalnych. Bawiły się grupowo na kołowrotkach, myły łapki w miskach z wodą, spały do góry brzuchem i od czasu do czasu kłóciły o jedzenie. Wybiegi miały ubogie, ale starały się nimi cieszyć, jak mogły.

P1120992

Z pomocą przyszedł im Tomasz. Tomek pała do szopów miłością wielką. Moim zdaniem mamy pod opieką dziesiątki bardziej fascynujących, majestatycznych, pięknych i intrygujących zwierząt niż szopy… ale im też nie można odmówić uroku.

Pierwsza zabawka powstała, gdy umierałam z nudów na wyjeździe służbowym do Jakarty.

Rurki z kamyczkami!!!

IMG_1181

Dobry enrichment to przemyślany enrichment, czyli m.in taki, który ma umożliwiać zwierzakowi ekspresję zachowań podobnych do tych, z jego naturalnego środowiska. Co lubią robić szopy pracze? Prać!!! (niewiarygodne, ale prawdziwe). Wystarczy popatrzeń na nie, jak entuzjastycznie moczą łapki w miskach na wodę i zamieniają ją w błoto na resztę dnia.

Tomek podarował im przybite do deski rurki PCV, z wodą i kamyczkami!

IMG_1177

To była euforia!!! Bawiły się cały dzień. Do zmierzchu. Gdy już wyciągnęły wszystkie kamyczki wrzucały je z powrotem, żeby móc się bawić dłużej!!! Co prawda po pierwszych 10 minutach zabawy postanowiły odkryć, skąd się bierze woda i przewracały zabawki, szybko jednak odkryły, że nadmierna ciekawość do niczego dobrego nie prowadzi i bawiły się tak, jak plan zakładał.

IMG_1189

Szopy były zachwycone. Tomek był zachwycony. Miał więc motywację, by tworzyć dalej. Mamy tu poważną rozbieżność opinii w kwestii oryginalności tego pomysłu- osobiście uważam go za plagiat mojej sadzawki z pokrywką z pleksi i dziurkami na łapki…. ale nie prawa autorskie są tu najważniejsze.

Tomek McGuiver pomyślał i zrobił. Zakosił moją miskę do kąpania żółwi. Zabrał kamyczki z terrarium gekonów. Pleksię najwyraźniej dostał od inżynierów. Kawałki deseczek i śrubeczek znalazł razem z Jackiem w pierdolniku koło gadziej kwarantanny. A rybki zabrał wodnym żółwiom. W świecie Marchewki szopy są aktualnie najważniejsze🙂

DSC_5462ostatnie szlify

DSC_5464zamknięcie ala „pomysłowy dobromir”… wytrzymuje w porywach pół godziny szopiej zabawy

DSC_5465żywa przynęta

DSC_5469efekt końcowy

DSC_5498reakcja szopów

DSC_5495reakcja zwiedzających

DSC_5499szopy szalały!

DSC_5500szybko okazało się, że szopom wcale nie chodzi o złapanie rybki, tylko o ŁAPANIE rybki. Dość szybko wyłowiły z zabawki wszystkie ofiary, ale były tak zaaferowane macaniem kamyków i pilnowaniem, by koledzy nie ukradli im ich dziury na łapkę, że nie miały czasu ani ochoty na zjadanie łupów.

DSC_5490Nie o było się bez spięć i demonstracji, kto jest najważniejszy przy korycie, uzgodniono to jednak bezkrwawo

DSC_5517ten nie miał czasu się podrapać 

DSC_5524monopolista łowiący na dwie łapki🙂

Ciąg dalszy nastąpi

DSC_5583


2 thoughts on “Szczęśliwe szopy i marchewkowe zabawki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s