Reanimacja, reaktywacja, wiosna

Minęły ponad 2 miesiące odkąd wróciłam.
Nowy etap.

DSC_7177-001

Kiedyś mój egzystencjalny licznik tykał w kierunku „do wielkiej podróży”. Teraz jest już „po”. Trochę melancholijnie. Trochę nostalgicznie. Trochę starczo. Może czas na nowy życiowy cel😛 Ambitniejszy tym razem. Rozsądniejszy. Akceptowalny społecznie: do kupna mieszkania; do spłaty kredytu za mieszkanie; do emerytury😛 Byle nie: do ślubu/pierwszego dziecka/drugiego dziecka/pierwszej komunii/matury dziecka/studiów dziecka/ślubu dziecka… bez przesady🙂
Póki co przeprowadziłam się do nowego miasta. Podjęłam nową pracę. Adoptowałam nowego kota. Zaczęłam nowe życie.
Nie znalazłam drugiej (trzeciej… jeśli równouprawnić pisanie na zlecenie) pracy. Nie zaczęłam pisać książki. Nie zaczęłam biegać.
Prawie zamordowałam swojego starego bloga.

IMG_5329
Chciałabym w tym miejscu serdecznie podziękować wszystkim, którzy pisali; że brakuje wam moich notatek. To bardzo, bardzo miłe. I bardzo, bardzo zaskakujące😛 (zarówno wasze istnienie, jak i gusta). Miło mi, że przez tyle miesięcy byłam waszym integralnym dodatkiem do porannej kawy🙂 W pewnym sensie czuję się zobowiązana do wyjaśnienia przyczyn przerwy w nadawaniu.

IMG_2728
Wracając do kraju miałam cały ambitny plan o czym, o kim, jak, gdzie i kiedy pisać dalej. Lubiłam to. Nadal lubię. Przez te dwa lata blogowania zza granicy weterynarzbezgranic przeewoluował z kameralnej stronki dla rodziny i bliskich przyjaciół („widzisz Mamo: żyję/jem/zwiedzam/dobrze się bawię/jest OK/nie martw się; pozdrawiam z Okaihau) w bloga o szokującym mnie zasięgu i jedno z moich największych hobby. Nawet nie wchodziło w grę porzucanie go. Moja ulubiona zabawka i moje małe królestwo! Świat jest pełen tematów, na które mogłabym pisać (hołdując jakże popularnej i skądinąd znienawidzonej przeze mnie zasadzie- „nie znam się, to się wypowiem”).
Nie wzięłam pod uwagę dwóch czynników. Cenzury (chciałam napisać „polskości i cenzury”… :P). I mojej odporności psychicznej.
Tu zaczynam się tłumaczyć.

DSC_7171-001cztery pory roku to cudowna sprawa!

Zacznijmy pseudopsychologiczną wiwisekcją. Jest tyle miejsc, zwierząt, przygód, zdarzeń, dań i zjawisk, o jakich chciałam napisać. Jakby nie patrzeć mam na dysku dziesiątki gigabajtów zdjęć z poprzednich wyjazdów. Bajkał, Kaukaz, Nordcapp, fiordy. Piękne miejsca. Piękne krajobrazy. Poza tym- wróciłam po dwuletniej podróży. Coś powinnam myśleć. Czuć. Widzieć zmiany! Oto Polska, już prawie jak Zielona Wyspa. Tęcza na Placu Zbawiciela jakby barwniejsza. Świąteczne światełka na Nowym Świecie bardziej świetliste. Ludzie radośniejsi. Drogi mniej dziurawe. Zima mniej zimna. Ludzie piszą w takich momentach o swojskości, wierzbach na polu, europejskości, czystości ulic (tak, tony psiego gówna na chodnikach to nic w porównaniu z syfem w Bangkoku) i szerokim zaopatrzeniu sklepów (serki, deserki, kefirki, jogurty!!! a nie tylko zupki w proszku, suszone strzykwy i sos chilli). Tyle tylko, że mi nie było swojsko i nie tęskniłam za jogurtami. Było mi zimno i tęskniłam za Tomkiem. A każde próby pisania o tym, jak gdzieś, tam, kiedyś, łaziliśmy po lesie/górach/buszu/plaży/wąwozie/mieście/stepie/deptaku/sklepie wydawały mi się niepotrzebnym masochizmem.

DSC_7175
Cenzura. To było oczywiste, że o moim nowym miejscu pracy nie będę pisać tak, jak o Batu Secret ZOO. Ostatecznie dr Susan jest tylko jedna😛 Mimo wszystko zatrudnienie blogerki z… kontrowersyjnym dorobkiem notatkowym, w tak szanującej się instytucji, budziło duże emocje. Początkowo myślałam, że to nic. Nie szkodzi. Zabawię się w poprawność polityczną i nieskazitelność ideową. Dam radę.

A potem się przestraszyłam, że przez swój niewyparzony jęzor (klawiaturę?), idiotyczne zacięcie do opisywania świata, grafomanię i narcystyczną potrzebę lansu, zniszczyłam swoją weterynaryjną karierę. W ciągu kilku dni udało mi się żałować, wstydzić i nienawidzić tego bloga. Chciałam go nawet zlikwidować, ale skończyło się na usunięciu kilku notatek (teraz żałuję). Ale bałam się. Bardzo. A gdy już trochę ochłonęłam wyszło mi, że jeśli od teraz mam się zastanawiać nad każdym zdaniem, przecinkiem czy przymiotnikiem, to nie będę pisać wcale. Nie będę się bawić w autocenzurę. Paranoicznie dywagować czy „lubię swoją pracę” ktoś postronny odbierze jako kpinę, autopromocję, wazelinę, szyderstwo, jawne kłamstwo czy obrazę majestatu, i co w konsekwencji z tego wyniknie. Dwa lata dzikiej wolności i ideowej anarchii przeminęły z wiatrem:/

DSC_7165
Przez pewien czas zastanawiałam się również, czy nie przekierować się w stronę life-stylowo-opiniotwórczo-społeczno-refleksyjną. Jakby nie patrzeć sieć pełna jest poczytnych blogów „o niczym”, a lubię „o niczym” rozmyślać i dzielić nic na czworo. Polska!- taki ciekawy kraj! Życie!- taka ciekawa aktywność!

Póki co jednak w najbliższym odcinku będą zdjęcia z mojego pierwszego po powrocie wyjazdu turystycznego: Kraków! Dawna „stolyca” Polaków! (jaki Kraków jest pewnie każdy widział, zwłaszcza, że mało odkrywczo włóczyłam się tylko po starówce, ale zdjęcia wyszły ładnie!)

Odwiedzałam Loleczku! Kota z Tajlandii! I Kaję, przyjaciółkę z Tajlandii… wszyscy jednak wiemy, że w pewnych kręgach to zawsze kot jest najajśniejszą gwiazdą.DSC_7099


2 thoughts on “Reanimacja, reaktywacja, wiosna

  1. Cieszę się, że wróciłaś do pisania c: bardzo brakowało mi weta bez granic. I jeszcze wielki powrót w dzień sprawdzianu z inseminacji. Teraz nie straszne mi zarodki i owca Dolly, to chyba taki swoisty dobry omen.🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s