Kuba odc 4. Cienfuegos

Kuba:odcinek 4, a w nim Cienfuegos, morze Karaibskie i Bożeny na krańcu świata!

cuba-physical-mapCienfuegos-3, Playa Larga- 4. Playa Larga leży nad niezwykle historyczną Zatoką Świń- czyli miejscem, gdzie Amerykanie zdesantowali oddziały, mające obalić rządy Fidela Castro. Walki trwały trzy dni, i biorąc pod uwagę dorobek CIA w kreowaniu porzadku tego świata- zakończyły się spektakularną porażką.

Cienfuegos po hiszpańsku znaczy 100 ogni, i mój, wyhodowany na baśniach tysiąca i jednej nocy Andersena z braćmi Grimm, umysł wietrzył tu epicko-dramatyczną historię. Niestety przewodniki i mieszkańcy milczeli na temat jakiejś zjawiskowej genezy nazwy tej miejscowości. Żadna himera ani inny smok skrzydlaty nie roztrzaskał się tu na polach trzciny cukrowej. Żadnej dramatycznej bitwy stu wystrzałów podczas rewolucji. (I dopiero po powrocie, nieoceniona Wikipedia oświadczyła, że to na cześć jakiegoś generała. Nuda, tak się zabija legendy).

DSC_3990

Cienfuegos, podobnie jak Trynidad, leży na południowym wybrzeżu Kuby i jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, ze względu na prześliczne centrum budowane pod silnym wpływem francuskiej (na drodze wyjątku nie hiszpańskiej) myśli architektonicznej. Lazurowe pałacyki, turkusowa zatoka, bezchmurne, błękitne niebo i palmy- mi się podobało! Do tego cicho, leniwie i upalnie. Kilka parków ze zbawiennym cieniem rozłożystych drzew i hordami niby dzikich, ale miziastych, kotów i bardzo towarzyskich Kubańczyków. Ja głaskałam koty, Damien prowadził swoje hobbystyczne-antropologiczne badania na temat post-fidelowej rzeczywistości (Fidel był najmądrzejszym, najwspanialszym i najzmyślniejszym człowiekiem na świecie, żadnych dodatkowych wniosków, czy niepotrzebnych wątpliwości) i wszyscy byli szczęśliwi. W tle- czekaliśmy na Bożeny.

DSC_3985Bardzo błękitne miasteczko

DSC_3987

DSC_3988

DSC_3983

Tu o Bożenach słów kilka, bo są to charaktery godne powieści. Bożeny są piękne, blond, światowe i szalone. Blond może być atrybutem wybiegającym nieco ponad fenotyp. Fakt, że Bożeny, czy ja, zjechały całkiem spory kawał świata, jest koronnym argumentem w dyskusji „czy każdy może podróżować?”. Zaprawdę- jeśli nam się to udaje, to znaczy, że każdy dałby radę. Dodajmy jeszcze, że Fidel postanowił rozstać się z tym padołem rumu i trzciny cukrowej dzień po tym jak rozpromieniona Nati zadzwoniła do mnie z piskiem „Gwiazda!!! Mam bilety!!! Pijemy na Kubie!!!!”… Tak się piszę historię. Powinnyśmy aplikować do CIA.

Oczywiście żadna z Bożen na krańcu świata nie nazywa się Bożena.

15380711_10211530898978045_2577459250995530544_n

Po przyjeździe dziewczyn, kilku kolejkach mojito i pinacolady sączonych na malowniczym balkonie ponad zabytkowymi, acz obdrapanymi uliczkami Cienfuegos stało się jeszcze piękniejsze. Po schlaniu się z tubylcami na maleconie i otrzymaniu kilku kuriozalnych propozycji towarzyskich (Hi, you’re cute, sex?) wyjazd stał się jeszcze bardziej interesujący. Blond factor. Zawsze działa. Zawsze jest „bardziej”.

DSC_3992największe zagłębie handlu i konsumpcyjnej rozpusty jakie widzieliśmy na Kubie

DSC_3991w witrynach przedświateczne szaleństwo

DSC_3995moje ulubione zdjęcie el comendante sante subito padre columbo

Jak wiadomo leniwe wakacje bez większych planów nigdy nie są leniwe, a ilość miejsc do odwiedzenia rośnie wykładniczo każdego dnia. Dziewczyny chciały karaibskich fal, cudnych plaż, i nurkowania przy Cueva del Peces. My chcieliśmy ptaków, mokradeł i komarów, czyli Peninsula de Zapata. Kierunek był jeden, więc nie było problemu. Dodatkowo blond factor działał bez zarzutu i Damien, który do tej pory zarzekał się, że nie będzie ryzykował wypożyczania żadnego zabytkowego rzęcha na poczet naszego wygodnego i wielkopańskiego zwiedzania Kuby uznał, że to jednak doskonały pomysł. 10 minut później gremialnie uznaliśmy, że to jednak poroniony pomysł. W tym miejscu należy podkreślić, że przejechanie taksówką całej wyspy, wszerz, wzdłuż i dookoła wybrzeża, będzie tańsze niż wynajęcie fury na 1-2 dni.

DSC_3993

Wytarabaniliśmy się więc z naszymi plecakami i bożenowymi walizkami na krzywe chodniki i upał Cienfuegos by po 5 minutach zamieszania i „my friend, quieres taxi?” toczyć się wielką, starą, kopcącą krypą w kierunku Playa Giron. Jak na kubańskie taksówki przystało, czas nie zatrzymał się tu jedynie na zabytkowej linii samochodu, ale i jedynej dostępnej ścieżce dźwiękowej. Z bliżej nieznanych mi przyczyn historia zachodniej muzyki popularnej na Kubie zakończyła się na Brianie Adamsie, Whitney Huston i niezidentyfikowanych włoskich hiciorach, i właśnie to, a nie Buena Vista Social Club czy cokolwiek lpkalnego jest maltretowane w taksówkach i hotelowych barach. Ruch przez większą część trasy był jednostronny, bo jak się okazało asfalt dróg doskonale nadaje się do suszenia ryżu. Serio.

DSC_3999

W Playa Giron nie było nic. Miało być nurkowanie, turystyka, bary pod palemką i mojito… Nie było nic. Absolutnie nic. Pustki na miarę syberyjskiej wioski po nuklearnej apokalipsie. Absudralnie szerokie drogi. Niewiarygodnie bezchmurne niebo. Upał. Pusty plac zabaw i kilka parterowych domków. Wysiedliśmy z taksówki. Minutę później łapaliśmy ją z powrotem. Bez większego entuzjazmu kierowca zgodził się zawieść nas do Cueva de los Peces. W Cueva de los Peces plaża była niepozorna, a woda nad rafą lazurowa do bólu. Oprócz kilku turystycznych busików tam również nie było nic. Wściekły kierowca zgodził się zabrać nas do Playa Larga, zarzekając się, że nie pojedzie ani kilometra dalej.

DSC_4019

Playa Larga nie wyglądała dużo lepiej, ale kierowca odjechał, zanim zdążyliśmy zaprotestować. Kurzący się plac. Trochę bezpańskich kundli i zapewne czyiś dzieci. Jakiś bar. Kilka palm. Udręczone dorożkowe koniki. Niezmienna bezchmurność. Niezmienny upał. Mi się podobało. Playa Larga składa sie na dobrą sprawę z jednej ulicy wzdłuż której jest „wszystko”- bar z muzą na żywo, kilka restauracji i pomniejszych budek, oraz duży wybór casas particulares (zaskakujący jak na wioskę w której de facto nic nie ma).

DSC_4004

DSC_4025

W Playa Larga (z hiszpańskiego „duża plaża”) jak się okazało nie było tak bardzo niczego… że nawet ładnej plaży się tam nie uświadczy. Co prawda nie jestem wielką koneserką plaż i mogłabym udawać, że nie widzę tych śmieci pod hotelowym płotem, czy mętów mielonych przez fale… ale tym razem Bożeny uparły się, że skoro to mój pierwszy raz na karaibskiej plaży, to musi być doskonały (taka fanaberia wbrew ogólnym zasadom pierwszych razów). Przeszliśmy wzdłuż wybrzeża całą wiochę. Tu było za dużo śmieci. Tam plaża zbyt ziemista. Tu woda niewystarczająco turkusowa. Tam fale nie takie…. Skończyła się Playa Larga, zaczęły chaszcze, przed nami zamajaczyła rzeczka… Wyprawa nabierala kolorów i przygodowości 🙂 Mi podobało się coraz bardziej.

DSC_4006

DSC_4012

Do wymarzonej… a przynajmniej najlepszej z możliwych plaż dojechaliśmy autostopem. Na Kubie jest to niemałe osiągnięcie. I nie o prowincjonalną, pustą drogę tu chodzi. Za podwożenie autostopem turysty grożą kierowcy bardzo wysokie mandaty. Nawet taksówkarze muszą mieć specjalne pozwolenie na przewóz obywateli z zachodu. (Nie udało mi się wybadać, czy trzeba zdać jakiś egzamin z myślopraworządności, czy udowodnić, że dziadek patriotycznie palił z Che wioski lub cygara… niemniej turystów wożą tylko wybrańcy). Mimo to, trochę z nudów, trochę z nawyku- cośtam usiłowałam zatrzymać. I zatrzymałam. Konika, woźnicę, furmankę… z uwiązanym do wozu kaleką na wózku inwalidzkim. Wtedy mnie to bawiło do łez. Nas wszystkich. Absurd spełniony. Świat wg Kosturicy. Stary chłop wołający śpiewnie „caballo”. Bożeny gramolące się w swych zwiewnych sukienkach na kostropate dechy wozu. Ja usiłująca espanio-migowym dogadać się z woźnicą, jednocześnie nie spadajac z prowizorycznego siedzonka. Teraz myślę, że było coś okrutnie smutnego w tym zabiedzonym koniku, kalece z cewnikiem i workiem wyprowadzonym przez nogawkę, naszym śmiechu i wakacjach. Chociaż ich też najwyraźniej bawiła ta sytuacja. Brudnokasztanowy caballo ciągnący po wybojach nieheblowany spaceship, na którym na moment spotkały się dwa, kompletnie różne światy.

DSC_4041

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s