Void Mother

ścieżka dźwiękowa https://www.youtube.com/watch?v=zWW2nnus_xA

Minionej zimy byłam w Karkonoszach dwa razy. A nie lubię Karkonoszy.

DSC_6505

Są za małe, za mało strome, za mało dzikie, za mało widokowe, za mało skaliste. Za dużo w nich schronisk, za dużo miast w dolinach, za dużo banalnych prostych. Wszystko, wszystko co kocham w górach, w Karkonoszach jest „nie takie”. Ale nie dla samych gór się jeździ w góry. Czasami dla ludzi.

– Karkonosze to najbardziej niedoceniane góry w Polsce- twierdzi mój kolega. Ma stuprocentową rację. Przez te paręnaście dni Karkonosze udowodniły mi, że nie są ani proste, ani banalne, ani lekkie, że nie potrzebują zjeżonych grani ani przepaścistych stoków, żeby spuścić mi większy fizyczny wpierdol niż jakiekolwiek góry dotychczas i sponiewierać do granic rozpaczy. Potrafią być też spekakularnie piękne, choć jest to powściągliwe piękno bezwzględnej pustki, mrozu i bieli.

DSC_6682

Nasz grudniowy wyjazd miał zostać zwieńczony notką z serii „pot, łzy, zaspy, dramat” pod dumnie brzmiącym tytułem „Polskie-kurwa-Karakorum”. Tak to sobie wymyśliłyśmy klnąc na szlaku, ale zanim zebrałam się, żeby opisać, jak to chciałam umrzeć wygrzebując się kolejny raz z zaspy po szyję, rozegrała się tragedia na Nanga Parbat i już nie wypadało pajacować własną słabością pod takim odniesieniem.

Prawda jest jednak taka, stara i bezdyskusyjna (choć widać ciołkom jak ja musi być regularnie przypominana), że nie ma łatwych gór, bywają tylko dobre warunki. Przy silnym mrozie, wietrze, który najpierw zrzuca cię ze stopni schroniska, a potem usypuje na Twoim szlaku zaspy jak zasieki i metrach świeżego śniegu, które zamieniają kosodrzewinę w pola pułapek, wnyków i zapadni- nie jest lekko. Jest przygoda. Jest „wyczyn”… czy tam „wyczynek”… A potem w połowie drogi okazuje się, że na dobrą sprawę ty już nie masz siły, że wypełzasz z zasp na drżących rękach i drżących nogach bo mięśnie robią co mogą, ale właśnie nie mogą już za wiele. Że robi ci się zimno. Że robi ci się słabo. A to dopiero połowa drogi. I tu nie ma gdzie odpocząć. Staniesz- zamarzniesz. Więc idziesz (poza tym inni idą, to nie ma się co mazgaić). I jest bardzo źle. I jest bardzo strach. I idziesz, bo uparta jesteś, a nie dlatego, że możesz. I zaczyna się czarowanie, bo czymś trzeba zająć głowę. I zaklinanie rzeczywistości, żeby zaraz znów się nie zapaść. 5 kroków. 10. 15kroków.  50 metrów… „bożebożeboże 50 metrów spokoju… zaraz znów się zapadnę… to statystycznie niemożliwe żeby tyle iść bez śniegowej dziury…zaraz znów zapadnę…” No i się człowiek zapada. Dla równowagi robi 2 kroki i znowu. I znowu. I znowu. Jak się okazuje to nie jest ściema z podręczników do patofizjologii, albo przypadłość koni na Służewcu- mioglobinuria istnieje, trzeba się tylko wystarczająco mocno skatować.

IMG-20180306-WA0012

DSC_6495

Grudzień przyniósł jeszcze jedno odkrycie. Do tej pory śnieg w moim świecie był biały (albo zszarzały brudem miasta). Się skrzył. Lśnił. Okazjonalnie oślepiał. W świetle latarki okazuje się, że śnieg zachowuje się jak piasek na nadmorskiej plaży. Nie jest monotonnie biały. Ma tysiące odcieni układających się w hipnotyzująco piękne wzory.

DSC_6506

W marcu śnieg był gruby, ubity, miejscami oblodzony. Szło się po nim wybornie. Marzec był też miesiącem gęstej mgły i złudzeń. Widoczność na 2-3 trasery*. I nic poza tym. Żadnych drzew, żadnych krzaków, żadnych gór, głazów, punktów odniesienia, linii horyzontu. Kilometry przez biel. Tak, jakby człowiek oślepł w negatywie. Biało. Koniec.

DSC_6682

Mój mózg wariował. To jest ciekawe, co proste bodźce, lub może ich drastyczny brak, bo oprócz ryczącego wiatru nic tam na szlaku nie było, potrafią człowiekowi zrobić z głową. Najpierw zwariował błędnik i poddały się oczy. Niebo-ziemia- wszystko jedno. Coś przecież musi być gdzieś widać: gdzie jest bardziej ubite, gdzie jest bardziej nawiane- nie. Nic. Wydaje się, że przed tobą wielka zaspa- robisz krok… i trafiasz w próżnię. Wydaje się, że to konkretny dół w śniegu… nie, to tylko malutkie zagłębienie. Wydaje się, że przed tobą równo i wygodnie… i prawie wywracasz się o jakąś wredną zaspę. Przez pewien czas szłam jak ślepy paralityk z urazem móżdżku. Potem mi przeszło… i umysł zaczął prawdziwą zabawę.

DSC_6635.NEF

DSC_6679.NEF

DSC_6685.NEF

Był w mojej głowie jakiś dramatyczny opór materii, przed aklamacją, że nie ma nic. Mnie ta pustka fascynowała wręcz chorobliwie, ale mózg miał na nią inny pomysł. Mózg ją wypełniał. I tak szłam przez zaśnieżone lasy przecudnej urody- niewątpliwie Lothlorien albo inne zaklęte dziwy przyrody. Mijałam rzeki. Mijałam zamki. Zarysy zawalonych śniegiem świerków były szczątkami pokonanych smoków… bądź drzemiących żywych smoków, wiwern czy trolli. Były drzewa, łąki, lasy… całe światy tak zasypane śniegiem, że ledwie wychwytywałam ich zarysy… ale przecież były. Nie szłam przez nicość. Nie można iść przez nicość.

DSC_6640.NEF

Później, jak to zwykle u mnie, gdy wypuszczę się gdzieś dalej sama, pojawiał się strach. Co, jeśli następny traser się nie pojawi? A jeśli następny i jeszcze następny? Cały czas idę równym rytmem, a wciąż widzę te same dwa. Gdzie jest trzeci? A jeśli się zgubię? Nie wrócę po śladach bo momentalnie są zawiane. A jeśli się zgubiłam? Tyle rzeczy mi się wydaje, może te trasery też mi się wydawały? A jeśli tak, to od jak dawna? Może to wszystko było fatamorganą? Może już od dawna jestem poza szlakiem? Może koledzy też mi się wydawali? Może jestem tu całkiem sama? Może od zawsze jeżdżę w góry całkiem sama? Może mam schizofrenię? A może leże gdzieś kilkaset kilometrów dalej, w szpitalu, w śpiączce, i mi się to wszystko śni?

Może nie jestem normalna.

Niesamowitym jest, że czasami wystarczy przejść kilkaset metrów w górę by znaleźć się w innym świecie. Innej rzeczywistości. Pustce tak totalnej, że aż katalityczno-katarystycznej. Nie było w niej nic złego. Nic przerażającego, jeśli wiesz, gdzie idziesz.

DSC_6649.NEF

DSC_6618

DSC_6665.NEF

DSC_6690

DSC_6692

DSC_6628.NEF

DSC_6684.NEF

  • jak widać na załączonych obrazkach- bywały godziny, a czasami całe dni, kiedy było coś widać. Głownie jednak NIC… i o było najciekawsze 🙂
Reklamy

Jedna myśl w temacie “Void Mother

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s